Góra Świętej Heleny – zaprzeczeniem zasady aktualizmu geologicznego

Góra Świętej Heleny to aktywny wulkan znajdujący się w stanie Waszyngton w USA. Ostatnia seria erupcji rozpoczęła się w 1980r., kiedy to znaczne osunięcia ziemi i silna eksplozja, doprowadziły do powstania wielkiego krateru. Wszystko zakończyło się sześć lat później kilkunastoma wylewami lawy, które utworzyły stożek w kraterze. W przypadku tego wulkanu, większe i dłuższe erupcje miały już miejsce w przeszłości i z pewnością dojdzie do nich w przyszłości. Niemniej na razie wygląda na to, że wszedł on w okres uśpienia.

W wyniku erupcji wulkanicznych doszło do kumulacji popiołu i materiału skalnego, który później uległ erozji, tworząc sporych rozmiarów kaniony. Zwolennicy aktualizmu geologicznego długo twierdzili, że tego typu formacje skalne, tworzą się w wyniku długotrwałego i rozłożonego w czasie działania sił przyrody. Szybkie (wręcz natychmiastowe) powstanie kanionów po erupcji Wulkanu Św. Heleny w 1980 r., dostarczyło dowodów dla teorii katastrofizmu i związanej z nią historii o ogólnoświatowym potopie.

Erupcja z 1980 roku

Pierwszym znakiem aktywności Góry Św. Heleny była seria małych trzęsień ziemi, która rozpoczęła się w 16 marca 1980 r. Po 100 dalszych trzęsieniach ziemi, eksplozja pary (erupcja freatyczna) zniszczyła krater wraz z pokrywą śnieżną, znajdującą się na wierzchołku wulkanu. W przeciągu tygodnia, krater powiększył się osiągając rozmiar 396 m średnicy, a strefa dużych szczelin objęła całą część szczytową. Do 17 maja, ponad 10 000 trzęsień ziemi wstrząsnęło wulkanem. Jego północna flanka wybrzuszyła się w znaczny sposób (o jakieś 137 m). Tak dramatyczna deformacja świadczyła o tym, że magma podeszła bardzo wysoko (patrz rysunek nr 5 na końcu artykułu).

18 maja 1980 roku o godzinie 8:32 (czasu lokalnego), trzęsienie ziemi o magnitudzie 5,1 spowodowało osunięcie się stożka wulkanu wraz z wybrzuszeniem. Było to największe osunięcie się ziemi w zarejestrowanej historii ludzkości. Osunięcie zmniejszyło ciśnienie w systemie magmowym, powodując silną eksplozję, która wyrzuciła materiał piroklastyczny. Fragmenty skał, popiół, gaz, para wodna, zostały wyrzucone w górę oraz w kierunku północnym. Gorąca chmura materiału przyspieszyła, osiągając w początkowej fazie ponad 480 km/h. Później, kiedy fragmenty skał i popiół, zaczęły się schładzać i opadać na ziemię, chmura zwolniła. Ludzie, którzy uciekli przed wybuchem, na zachodni kraniec wulkanu, mogli widzieć ją powiększającą się i przemieszczającą z prędkością od 104 do 160 km/h. Dotarła ona ponad 27 km w kierunku północnym. Osuwisko natomiast 22 km w kierunku wschodnim, w dół do rzeki North Fork Toutle.

Wybuch wytworzył kolumnę popiołu i gazów, która wzbiła się na wysokość ponad 24 km w atmosferę, w zaledwie 15 minut. W niecałą godzinę później, kiedy doszło do eksplozji magmy z nowego krateru, drugi wybuch uformowała kolejną chmurę. Następnie, tuż po północy, szybka lawina gorącego popiołu, pumeksu i gazów rozlała się z krateru, pędząc z prędkością 80 – 128 km/h i obejmując obszar 8 km w kierunku północnym. W oparciu o dane z tego potoku piroklastycznego, naukowcy obliczyli, że erupcja osiągnęła swój szczyt pomiędzy godziną 15:00 a 17:00. W ciągu dnia, wiatr przewiał 520 mln ton popiołu w kierunku wschodnim i spowodował kompletną ciemność w Spokane (Stan Waszyngton) znajdującym się 400 km od wulkanu.

W czasie kilku pierwszych minut erupcji, chmura uformowana w wyniku wybuchu, rozrosła się nad nowo utworzonym kraterem, obejmując zachodnią, południową i wschodnią część wulkanu. Roztopiona skała i gorące gazy szybko rozpuściły śnieg i lód, tworząc falę, która erodowała i mieszała odłamki skalne, formując w ten sposób wulkaniczną lawinę błotną (tzw. lahar). Liczne lahary zeszły z Góry Św. Heleny w doliny rzeczne, wyrywając z korzeniami drzewa, niszcząc drogi i mosty. Największy i najniebezpieczniejszy spływ popiołowy, utworzył się przez wodę, sączącą się z dużego osunięcia ziemi. Ten długotrwały przepływ wody, spowodował erozję materiału z depozytu powstałego w wyniku osunięcia się ziemi oraz z kanału rzeki North Fork Toutle. Lahar zwiększył swój rozmiar w miarę posuwania się w dół, niszcząc mosty i domy, by w końcu wpłynąć do rzeki Cowlitz. Osiągnął swój maksymalny rozmiar około północy na tej właśnie rzece, jakieś 80 km w dół od wulkanu.

Skierowana w stronę północną eksplozja pary zgromadzonej w wulkanie, była równa 20 mln TNT. Powaliła ona 253 km2 lasów w przeciągu 6 minut. W jeziorze Spirit, na północ od góry, olbrzymia fala wody, wyzwolona w wyniku osunięcia się okruchów skalnych, ogołociła z drzew zbocze do wysokości 260 m powyżej przederupcyjnego poziomu wody. Całkowita energia wyzwolona w wybuchu z 18 maja 1980 r. równała się 400 mln TNT, czyli miała moc jakieś 20 tys razy większą niż bomba zrzucona na Hiroshimę.

Aktywność wulkaniczna Góry Świętej Heleny na przestrzeni stuleci

1980-1986

Silna eksplozja połączona z erupcją, która nastąpiła 18 maja 1980r., następnie 21 mniejszych wybuchów. Ostatnich 17 utworzyło stożek w kraterze wulkanu.

1800-1857

Duża erupcja wulkaniczna w 1800 r., po której nastąpił wyrzut lawy. Strumień roztopionej skały utworzył coś w rodzaju wyspy na północno-wschodnim krańcu wulkanu i stożek lawowy na północnej flance góry (kopułę wulkaniczną o nazwie Goat Rocks).

Końcówka XVIII wieku

Warstwy skal wulkanicznych świadczą o aktywności wulkanu, związanej ze wzrostem kopuły wulkanicznej na szczycie góry, wskazują również na występowanie lawin i opadów piroklastycznych oraz spływów popiołowych (tzw. lahar).

Góra Świętej Heleny jako przykład i potwierdzenie katastroficznej natury zmian na ziemi

Góra Świętej Heleny przed wybuchem 18 maja 1980 r.

Góra Świętej Heleny po wybuchu w maju 1980 r.

Wybuch Góry Św. Heleny 18 maja 1980 r., był bardzo ważnym wydarzeniem z punktu widzenia geologicznego. Pozwolił na obserwacje i udokumentowanie całego katastroficznego procesu. Dla naukowców kreacjonistycznych zdarzenie było szczególnie godne uwagi, ze względu na szybkie odkładanie się osadów i gwałtowną erozję, która w małej skali pokazała, co mogło się dziać w czasie ogólnoświatowej katastrofy jaką był Potop. W związku z tym warto przeanalizować prace dr Stevena A. Austina poświęcone badaniom skutków wybuchu Wulkanu Św. Heleny.

Gwałtowna sedymentacja

W wyniku osunięć ziemi, lawin piroklastycznych, błotnych itd., doszło do tworzenia się osadów geologicznych o grubości 120 m. Cienkie warstwy osadu od 1 mm do 1 m grubości formowały się w ciągu kilku sekund każda! Depozyt materiału o grubości ponad 7,5 m i zawierający ułożone na sobie 100 cienkich warstw, powstał w ciągu zaledwie jednego dnia 12 czerwca 1980 r. Zwolennicy aktualizmu długo twierdzili, że skały osadowe, takie jak znajdowane w kolumnie geologicznej, powstały w wyniku bardzo długiego procesu akumulacji i że reprezentują one poszczególne okresy geologiczne. Jednakże warstwy osadowe na Górze Świętej Heleny pokazują, że twory te mogą powstać w bardzo krótkim czasie, w wyniku jednej katastrofy.

Szybka erozja

Rozlewający się z krateru wodospad Loowit, zmienił kształt północnego zbocza góry. Oczekiwałbyś, że taki kanion powinien mieć setki a nawet tysiące lat” – stwierdza Peter Frenzen – „ale to się stało w mniej niż dekadę”.

Być może najbardziej znaczącym katastroficznym zdarzeniem, które miało miejsce na po wybuchu Góry Św. Heleny, była gwałtowna erozja, powstała w wyniku zejścia lawin błotnych, osunięć ziemi i wysokich fal.

19 marca 1982 r. mała erupcja roztopiła śnieg, który zgromadził się w kraterze w okresie zimowym, w efekcie potoki gorącego mułu wyżłobiły system kanionów głębokich na prawie 43 metry i długich na ok 29 km. Wszystko to stało się w ciągu jednego dnia. Najgłębszy z kanionów został nazwany małym Wielkim Kanionem rzeki Toutle (stanowi 1/40 rozmiaru swojego wielkiego „kuzyna”). Mały strumyk, który teraz płynie na jego dnie, mógłby wskazywać, że to on wyżłobił kanion w ciągu dłuuuugiego okresu czasu. Niemniej ten unikalny proces pokazał, że to właśnie gwałtowne katastrofy, są odpowiedzialne za powstawanie pewnych charakterystycznych struktur geologicznych. Na temat Wielkiego Kanionu również twierdzi się, że powstał w wyniku długotrwałego procesu i działania rzeki Colorado, ale czy na pewno. Wiele wskazuje na to, że na terenie dzisiejszego kanionu znajdowało się kiedyś sporych rozmiarów popotopowe jezioro. W wyniku erozji lub innego procesu, pękła jedna z naturalnych tam i całe masy wody przemieściły szybko i gwałtownie, pozostawiając po sobie ślad w postaci podziwianego dzisiaj Wielkiego Kanionu, który jak wiele tego typu formacji jest stworzony ze skał osadowych.

Pionowo zdeponowane kłody drzew

Osunięcie ziemi wywołało fale na jeziorze Spirit, które ogołociły sąsiadujące z nim zbocza z drzew i utworzyły dryfującą po jeziorze wyspę, złożoną z milionów pni (zajmującą ponad 3 km2 powierzchni Spirit Lake). Kłody te przemieszczały się pod wpływem podmuchów wiatru, z czasem ich liczba zaczęła się zmniejszać, co wskazywało, że drzewa powoli osiadały na dnie jeziora. Wiele z nich dryfowało w pozycji pionowej. Ich korzenie oraz część pnia znajdowała się pod wodą podczas gdy reszta pozostawała wynurzona. Setki tak dryfujących drzew i kłód osiadła w płytkich wodach wzdłuż brzegu jeziora. Tym sposobem drzewa, które zostały pogrzebane w osadach, wyglądały jak las rosnący tutaj przez setki lat, co zresztą jest standardową geologiczną interpretacją, dla skamieniałych lasów znajdujących się m.in. w Parku Yellowstone.

Aby zdobyć więcej informacji na temat pionowo ułożonych kłód w jeziorze Spirit, członkowie ICR wraz z dr Haroldem Coffin’em z Geoscience Research Institute, zbadali dno jeziora przy użyciu sonaru oraz akwalungu. Setki stojących pionowo, całkowicie zatopionych kłód, zostało zlokalizowanych przez sonar, następnie nurkowie potwierdzili ten fakt. W sierpniu 1985 r. ustalono, że na dnie jeziora znajdowało się ponad 19 000 pionowo stojących kikutów drzew. Dane z sonaru i badania przeprowadzone przez nurków wykazały, że korzenie rozchodzą się promieniście od zatopionych drzew oraz, że drzewa nie są ściśnięte w jedną masę, ale wyglądają tak, jakby kiedyś rosły w tym miejscu zupełnie normalnie i stopniowo zostały zalane przez wodę, a nie zmiecion przez wielką katastrofę. Dalsze badania wykazały, że niektóre z drzew, były pogrzebane przez osady na grubość prawie 1 metra, podczas gdy inne nie miały żadnych osadów dookoła swoich pni i korzeni. Dowodzi to, że tonęły one w różnym czasie. Co ciekawe, takie same odkrycie w skałach osadowych, zostałoby zinterpretowane jako las rosnący na różnym poziomie przez tysiące lat. Ten dziwny drzewostan na dnie jeziora Spirit, pokazuje, że warto z większym krytycyzmem i jeszcze raz przyjrzeć się interpretacji skamieniałych lasów i pionowo spetryfikowanych drzew, przechodzących przez kilka warstw skał osadowych (jak to widać na zdjęciu po lewej).

Warstwy torfu w jeziorze Spirit

Miliony drzew wyrwanych ze zbocza góry i dryfujących po jeziorze, w wyniku działania wiatru i wody zostało odarte z gałęzi i kory. Badania dna jeziora, przeprowadzone przez nurków, wykazały, że nasączone wodą warstwy kory drzewnej występują w sporej ilości na dnie, w miejscach wolnych od naniesionego z brzegu pyłu wulkanicznego, tworząc pokłady torfu o grubości kilkudziesięciu centymetrów. Torf z jeziora przypomina, zarówno pod względem układu jak i tekstury, niektóre ze złóż węgla kamiennego występujące na terenie Wschodnich Stanów Zjednoczonych.

Według powszechnie obowiązujących poglądów, węgiel powstał w wyniku kumulacji materiału organicznego z rosnących i następnie pogrzebanych roślin, wystepujących na terenach bagiennych. Ponieważ tworzenie się torfu jest powolnym procesem, geolodzy założyli, że powstanie 30 cm grubości złoża węgla kamiennego, wymaga około 1 tysiąca lat. Jednakże warstwa torfu na terenie jeziora Spirit, pokazuje, że może on tworzyć się bardzo szybko (wybuch nastąpił w maju 1980 r. a badania przeprowadzono w 1985 r.).

Torf pochodzący z bagien i trzęsawisk, zawiera jedynie niewielką ilość kory drzewnej, ze względu na inwazyjną działalność korzeni drzew, które dezintegrują i ujednolicają skład torfu.

Natomiast złoża torfu z jeziora Spirit, strukturalnie są bardzo podobne do węgla. Wszystko co jest potrzebne, to gwałtowne zagrzebanie i lekkie podgrzewanie, żeby przekształcić torf z jeziora w węgiel. Tym sposobem, możemy zobaczyć pierwszy stopień formowania się węgla, który wcale nie wymaga tysięcy lat.

*

Wybuch Wulkanu Św. Heleny dał niesamowite możliwości dla zakrojonych na szeroką skalę badań geologicznych. Wiele z nich wykazało, że zmiany zachodzą na ziemi raczej zgodnie z zasadą katastrofizmu a nie aktualizmu. Małe laboratorium, jakim stała się Góra Św. Heleny, pozwoliło potwierdzić wiele założeń i teorii związanych z ogólnoświatowym potopem.

ps. Poniżej, krótki film przedstawiający przebieg katastrofy:

oraz kilka zdjęć z USGS: Volcano Hazards Program:

1.Przed wybuchem z 18 maja 1980 r. Góra Świętej Heleny miała wysokość 2950 m n.p.m. (widok na zachodnią ścianę). Dolina S. Fork Toutle Rivier znajduje się w środku fotografii.

2. Widok na górę od strony północno-wschodniej.

3. Pojawia się rozległa szczelina i wybrzuszenie na północnej flance wulkanu – 27 marzec 1980 r.

4. Erupcja freatyczna spowodowana ciśnieniem pary wodnej powstałej w kontakcie wody z gorącą magmą – 18 maj 1980 r.

5. Na północno-wschodniej ścianie wulkanu pojawia się wybrzuszenie, spowodowane gromadzeniem się magmy – 18 maj 1980 r.

6. Erupcja – 18 maj 1980 r.

7. Opad popiołu wulkanicznego na farmę w Connell (Stan Waszyngton) położoną jakieś 300 km od wuklanu – 18 maj 1980 r.

8. Drzewa powalone przez falę uderzeniową powstałą w wyniku wybuchu.

9. Księżycowy krajobraz  po wybuchu.

10. Wielki otoczak przeniesiony przez lahar, potwierdza ogromną siłę żywiołu.

11. Chmura popiołu widziana z Ephrata (Stan Waszyngton) oddalonego o 230 km od wulkanu.

Więcej slajdów można znaleźć pod poniższym linkiem:

St Helens Gallery

Zobacz także:

Przedpotopowe sklepienie ochronne

 „…were all the fountains of the great deep broken up…” – czyli sladami Biblijnego Potopu

Od raju utraconego do potopu

Za górami za lasami i miliony lat temu … a może jednak całkiem niedawno

Kaniony podmorskie

Grzbiet Północnoatlantycki był kiedyś powyżej poziomu morza

Ancient Green Sahara

Wczesne migracje ludów po potopie

żródło:
Mt. St. Helens and Catastrophism by Steven A. Austin, Ph.D.
Mount St. Helens - CreationWiki


PLANTAE – JEDNO Z KRÓLESTW ŚWIATA ŻYWEGO

Sekrety roślin – przyroda uchyla listka tajemnicy” Anne-France Dautheville to fascynująca, mała zielona książeczka, która wprowadza nas w niesamowity świat flory. Od mikroskopijnych glonów, po majestatyczne sekwoje, rośliny mają swoje tajemnice, strategie przetrwania, czasem łączą się w sojusze, albo kamuflują swoje prawdziwe intencje. Niektóre z nich przyniosły nawet nadzieję, gdy wydawało się, że zgasło już wszelkie życie. Poniżej znajdziecie kilka ciekawostek z książki Pani Dautheville, niemniej na pewno warto sięgnąć po całość.

Kwiaty wybijające godziny

Karol Linneusz (1707-1778), wybitny szwedzki botanik, zauważył uporządkowany charakter kwiatów – otwierają się i zamykają zawsze o tej samej godzinie, każdy wg swojego rytmu. Oto przykłady:

Otwieranie

2:00 wilec purpurowy

5:00 jaskier

7:00 nenufar

8:00 jastrzębiec kosmaczek i mak

9:00 nagietek

12:00 męczennica

13:00 goździk

18:00 wiesiołek

19:00 dziwaczek i Pelargonium triste

Zamykanie

16:00 powój

17:00 nenufar

19:00 mak

Ale uwaga Linneusz stworzył swój zegar w kraju nordyckim. We Francji godziny nasłonecznienia są nieco inne więc i zegar kwiatowy bije inaczej …

Jeśli przypadkiem znajdziesz się w samym sercu Malezji i stwierdzisz, że twój zegarek stoi, poszukaj ukęśli, krzewu rosnącego na poboczach dróg. Gdy otwierają się jego pąki i zamieniają w piękne duże kwiaty, jest godzina trzecia. Gdy pięć płatków kwiatu, wirując opadnie na ziemię, jest godzina szesnasta. Odczekaj 36 dni, aż dojrzeją owoce. Gdy pękają, by wyrzucić z siebie nasiona, jest znowu godzina trzecia.

Bomba i życie

Hiroszima już nie spała, gdy 6 sierpnia 1945 roku o 8:15 rano piekło runęło na miasto. Wybuchła bomba atomowa Little Boy, równając z ziemią tysiące domów, zabijając ponad sto tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Kilka tygodni później w przerażającym polu ruin, osiemset metrów od miejsca uderzenia, zakwitł oleander.

W odpowiedzi na te straszliwe doświadczenia mieszkańcy Hiroszimy nad rzeką Otagawa urządzili Park pokoju – ogród pełen światła i ptaków, do którego przeniesiono drzewa ocalałe po wybuchu.

Miłorząb wypuścił pąki rok później.

Wierzba płacząca, którą podmuch wyrwał razem z korzeniami, wróciła na swoje miejsce, zassana przez wywołaną wybuchem próżnie.

Chińska sosna parasolowata miała spalony pień. Wytworzyła nową korę, która okryła sczerniałe, opalone płomieniami drzewo. Takim sposobem zaczęła życie na nowo w chwili, gdy miało się ono zakończyć.

W parku pokoju rosną 52 bohaterskie drzewa – palmy, lipy, drzewka cytrynowe, jałowce i inne. Japończycy zawieszają na ich gałęziach karteczki – modlitwy albo wiersze, powierzane tym cichym i nieruchomym stworzeniom, które potrafiły pokonać śmierć. 

Zobacz także: Aleja atomowych grzybów…

Rozmowy z rośliną

Rankiem 2 lutego 1966 roku, Cleve Backster wstał wcześnie rano, jak to miał w zwyczaju, i udał się do swojego laboratorium na Manhattanie, w samym sercu Nowego Yorku. Pracował nad wykrywaczem kłamstw (jeśli kłamiesz nawet najmniejsza emocja powoduje drganie linii).

Tamtego ranka, z nudów, Backster zainteresował się swoją draceną, zieloną rośliną o długich wąskich liściach. Dopiero co ją podlał. Pytanie, które miało zmienić jego życie, narzucało się samo – ile czasu potrzebuje woda, by napoić całą roślinę? Podłączył elektrody do dwóch liści, galwanometr zareagował na ciśnienie wody. Linia na wydruku wariografu była podobna do wyników wielu dziesiątek ludzi. Czy zatem roślina mogła odczuwać emocje? Zwinął czubek liścia i zanurzył go w filiżance kawy. Zero reakcji. Może powinien być bardziej brutalny, na przykład podpalić inny liść? Ledwie wpadł na ten pomysł, linia zaczęła drgać we wszystkie strony. Podszedł do biurka sekretarki i wrócił z pudełkiem zapałek. Kreska na papierze robiła się coraz bardziej szalona. Była to linia paniki. Należało mieć pewność, Backster schował więc z powrotem zapałki do szuflady biurka. Linia odzyskała spokój. Znowu zatem wziął zapałki do ręki, zapalił jedną z nich i przytknął płomień do liścia. Zapis był taki, jak nieraz zdarzało się, w przypadku przerażenia u człowieka. Wtem linia się uspokoiła – było to typowe dla zasłabnięcia. Backster, zafascynowany tą przekraczającą wyobraźnię rzeczywistością, którą odsłoniły przed nim elektrody, kontynuował doświadczenia. Potwierdził, że roślina istotnie reagowała w zależności od jego woli. Gdy wyobrażał sobie, że ją okaleczy, jednocześnie decydując, że jednak tego nie zrobi, linia pozostawała bez zmian.

Wiele razy wobec świadków powtarzał to, co mogło wydawać się zjawiskiem nadprzyrodzonym albo manipulacją. Doświadczenia odbywały się w zamkniętym pomieszczeniu, w którym najważniejsze były dwie rośliny. Backster zaczynał od zasłonięcia opaską oczu sześciu ochotnikom, potem kazał im wyciągać z kapelusza bardzo dokładnie złożone karteczki. Na którejś z nich znajdował się rozkaz: zniszczyć jedną z roślin. Ochotnicy wychodzili z pomieszczenia, później wracali do niego każdy osobno, zdejmowali opaskę, czytali, to co było napisane na kartce, po czym wychodzili stamtąd z opaską znowu na oczach, chowając kartkę do kieszeni. Ostatecznie jedną z roślin ktoś wyrwał, pozostali nie mogli jednak wiedzieć, kto to zrobił. Backster podłączył elektody do ocalałej draceny i kazał wszystkim ochotnikom po kolei podchodzić do niej. Za każdym razem, gdy zbliżał się do niej „morderca”, roślina dostawała szału.

W doświadczeniu tym wzięli też udział nowojorscy policjanci, którzy wykorzystali je potem w śledztwach, gdy na miejscu przestępstwa znajdowały się rośliny. Backster podłączał elektrody do liści, a różni podejrzani przechodzili po kolei przed daną rośliną. Kiedy linia wariografu zaczynała drgać, śledztwo policji koncentrowało się na tej właśnie osobie i zwykle udawało się udowodnić jej winę. Wariograf taką samą „emocję” pokazywał, gdy ktoś zniszczył inną dracenę, jakby rośliny były obdarzone pamięcią, jakby przemoc bez względu na to, w kogo wymierzona, zostawiała w nich swój ślad.

Naukowcy obserwują, analizują, posługują się szkiełkiem i okiem, a ich cnotą jest obiektywizm. Kłopot w tym, że w doświadczeniach Bakstera przejawia się pewien element nie podlegający kontroli – spontaniczność decyzji. Wielu było takich, którzy próbowali powtórzyć jego eksperymenty, przygotowując się do tego starannie – lecz na próżno. Rośliny w danym momencie reagowały na intencję, nigdy na rozumowanie. Czy należy wyobrażać sobie, że jest jakaś telepatyczna więź między roślinami a ludźmi? Dla zachodniej nauki to bezsensowna hipoteza. Istnieje jednak wiele ludów, które uznałyby, że jest ona bardzo mądra. Str. 46-48

„Nie przeszkadzać … maleńka trawa śni”

Walc

Fasola owijająca się wokół tyczki wykonuje pełny obrót o promieniu liczącym siedem i pół centymetra w ciągu dziewięćdziesięciu minut. Gdy nie brakuje jej wody i światła, a gleba i temperatura są odpowiednie, fasola robi szesnaście obrotów w ciągu dnia. 

Znowu o muzyce

Fizyka kwantowa otwarła drzwi do przedziwnego, nieskończenie małego świata. Pozwoliła nam zobaczyć narodziny białka. (…) każda cząsteczka organizmu charakteryzuje się specyficznym białkiem. Joel Sternheimer, fizyk w pełni niezależny, poświęcił swoje życie badaniu tego zagadnienia. Odkrył związek między życiem a dźwiękiem. Podczas syntezy białka każdy z aminokwasów łączy się z RNA wywołuje wibrację, falę, która odpowiada „dźwiękowi”. Mamy zatem sekwencję od osiemnastu do dwudziestu czterech różnych dźwięków, czasami jednak fale się łączą, fraza muzyczna może się zatem wydłużać.

Perspekywy wykorzystania w praktyce tego odkrycia są nieskończone. W lipcu 1996 roku w jednym z bardzo suchych regionów Senegalu Ousman Gueye, technik rolniczy, podzielił plantację pomidorów na dwie części. Jedna część była podlewana raz dziennie, ale słuchała przez trzy minuty dziennie melodii białka, odpowiadającego za odporność na suszę. Druga część plantacji była uprawiana normalnie, nawadniania dwukrotnie w ciągu dnia, z zastosowaniem produktów fitosanitarnych, czyli metodą jak najbardziej rutynową. Ostatecznie pomidory „normalne” dały niewielki plon maleńkich owoców, zaatakowanych przez owady. Jednym słowem klapa. Pomidory „muzyczne” natomiast dały wspaniałe owoce, rośliny były w świetnym zdrowiu, a ich plony okazały się dwudziestokrotnie większe. Doświadczenie powtarzano wielokrotnie, we Francji, w Szwajcarii, w Belgii, z innymi warzywami i melodiami pożytecznymi dla ich wzrostu.

Winorośle bywają atakowane przez chorobę zwaną esca, za którą odpowiedzialność ponoszą różne gatunki grzybów. Opanowują wnętrza krzewów i uszkadzają je, a ponieważ żaden środek chemiczny nie jest w stanie ich zwalczyć, krzew obumiera (…) Powstrzymać rozwój choroby może jednak melodia białka esca, ale odtwarzana od końca. W 2011 roku to rozwiązanie przetestowało szesnaście winnic i zakażenie spadło o 75 %. Rok później pięćdziesięciu właścicieli winnic w taki sposób potraktowało 150 hektarów upraw. To był straszny rok, gorący, wilgotny, z dużymi wahaniami temperatury. Esca została zredukowana o 40 %. W 2013 roku szczególnej obserwacji poddano 32 winnice o wielkości od 1-6 hektarów, które podzielono na trzy części. Spadek zachorowań wśród winorośli, u których stosowano to rozwiązanie przez 3 lata wyniósł 67% (…). Orężem w walce z esca jest zwykły odtwarzacz położony między rzędami winnicy, zasilany baterią słoneczną i wyposażony w minutnik, który uruchamia go dwa razy dziennie.

Należąca do Joela Sternherimera spółka Genodics z powodzeniem stosuje obecnie tę metodę w uprawach warzyw, szczególnie sałat, bardzo wrażliwych, które są łatwo atakowane przez rozmaite choroby. Nauka ta zwie się genodyką, a muzyka białek to proteodia. Pomimo takich wyników prac Joela Sternheimera część establishmentu naukowego uważa jego wywody za niedorzeczne. Schopenhauer mówił, że każdy nowy pomysł jest najpierw wyśmiewany, potem zwalczany, a w końcu „uznawany za oczywistość”.

Więcej na temat tego innowacyjnego przedsięwzięcia można znaleźć na stronie: genodics.com

*

Podsumowując, cale to Zielone Królestwo stanowi świat, bez którego my ludzie nie bylibyśmy w stanie przeżyć, rośliny natomiast świetnie poradziłby sobie bez nas. Warto więc przyjrzeć się im bliżej, nauczyć prawidłowo korzystać z ich potencjału, bez nadmiernej eksploatacji, bo wszyscy jesteśmy częścią tej samej żywej planety.

Źródło:
"Sekrety roślin – przyroda uchyla listka tajemnicy” Anne-France Dautheville, Wydawnictwo Literackie 2017 r.,Wydanie pierwsze, str. 23, 26,46, 49, 59, 66-68

Jod – czego być może o nim nie wiesz a co może znacząco poprawić jakość twojego życia!

Idoine

Ze wszystkich pierwiastków znanych z dobroczynnego oddziaływania na nasze zdrowie, jod należy do grupy wzbudzającej najwięcej nieporozumień i obaw, podczas gdy jest najbezpieczniejszym ze wszystkich ważnych dla życia pierwiastków śladowych. Jest jedynym, który może być bezpiecznie stosowany przez długi czas, na dodatek w wysokich dawkach. Najważniejsze to zrozumieć podstawy suplementacji i leczenia jodem oraz wiedzieć jak dostosować dawkę do swoich indywidualnych potrzeb. Każdy z nas jest wyjątkowy, dlatego każdy będzie miał inne zapotrzebowanie na jod i kofaktory.

Ile w takim razie naprawdę potrzebujemy jodu?

Od ponad 100 lat jod był znany jako niezbędny pierwiastek, do produkcji hormonów tarczycy. Jednakże potrzebują go wszystkie komórki naszego ciała, o czym rzadko wspomina literatura medyczna. Jod jest niezbędny w produkcji innych hormonów w naszym ciele, koniecznych dla prawidłowego funkcjonowania układu immunologicznego, działa też antybakteryjnie, antywirusowo, antynowotworowo, likwiduje pasożyty. Nie zaobserwowano, by jakikolwiek zarazek chorobotwórczy, kiedykolwiek się na jod uodpornił.

Bez jodu życie nie jest możliwe. Niedobory tego pierwiastka mogą skutkować opóźnieniem w rozwoju, wolem, zwiększoną śmiertelnością dzieci i niemowląt, bezpłodnością.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oszacowała, że 1/3 światowej populacji żyje w rejonach z niedoborami jodu.

Gdzie można znaleźć jod?

Jod można znaleźć w wodzie morskiej, w formacjach skalnych, z których woda morska wyparowała oraz w organizmach morskich takich jak wodorosty, przegrzebki, małże, ryby oceaniczne itp. To samo dotyczy upraw roślin i żywiących się nimi zwierząt, w rejonach bogatych w jod. Również one będą zawierały ten pierwiastek w swoich tkankach. Niestety nie dotyczy to większości rejonów naszej planety. Tym sposobem niedobory jodu to pandemia. Oszacowano, że prawie ¾ światowej populacji jest dotknięta zaburzeniami, związanymi z niedoborem jodu.

Jodowanie soli

Sól jest jodowana od lat dwudziestych XX w., niemniej jest to ilość zbyt mała nawet wobec tej zalecanej przez RDA. Problem w tym, że RDA skupiła się jedynie na ilości jodu niezbędnej do likwidacji wola tarczycowego. Zapomniano, że pozostałe funkcje organizmu, będą nadal bardzo cierpieć na niedobory tego pierwiastka.

Innym problemem jest biodostępność jodu. W przypadku soli spożywczej jest on biodostępny jedynie w około 10 % i tylko w formie jodku potasu. Na dodatek jod jest dodawany do soli rafinowanej, która jak każde przetworzone jedzenie, jest pozbawiona minerałów i pierwiastków śladowych, i do której dodaje się toksyczne związki chemiczne nadające jej biały kolor i powstrzymujące przed zbrylaniem. Sól rafinowana może prowadzić do wielu chorób, dlatego należy jej unikać (co nie oznacza, że z soli w ogóle należy zrezygnować). Powinniśmy wybierać nierafinowaną, szarą sól. Inni mogą uważać, że zwiększą przyjmowanie jodu przez wyższe spożycie organizmów morskich. Niestety z powodu silnego zanieczyszczenia oceanów jest to bezcelowe. Chociaż niedobór jodu może być skorygowany, to jednak wprowadzamy do ciała toksyny, takie jak metale ciężkie czy pestycydy.

Dlaczego cierpimy na niedobory jodu?

O jednej z przyczyn już wspomnieliśmy – słaba przyswajalność jodu z soli spożywczej i zmniejszenie spożywania soli rafinowanej ze względu na jej szkodliwość.

Inny powód to słabe techniki uprawy roli, prowadzące do wyjałowienia gleby z minerałów w tym z jodu. Wystawianie roślin na liczne chemikalia (tzw. środki ochrony), które hamują przyswajanie jodu przez ciało.

Niemniej najbardziej znacząca zmiana w statusie jodu w ostatnim czasie, była związana z przemysłem żywieniowym. W latach 60-tych jod był dodawany do mąki jako spulchniacz, ale dziesięć lat później zastąpiono go bromem. Brom również należy do grupy halogenków, zwanych także fluorowcami (należą do nich jod, fluor, chlor, astat)

tablica mendelejewa

Wszystkie fluorowce rywalizują ze sobą o absorbcję i receptory występujące w naszych ciałach. Skoro jod i brom współzawodniczą ze sobą, organizm może wyeliminować brom jedynie, jeśli ma dostęp do odpowiedniego poziomu jodu. Jeżeli jest dużo halogenków rywalizujących o receptory, musi być zapewniona nadwyżka jodu, żeby zastąpić brom w receptorach.

Brom to substancja toksyczna, która nie ma zastosowania w naszych ciałach i wiąże receptory jodu w tkance piersiowej. Jest znany jako czynnik rakotwórczy dla tej tkanki. W przeciwieństwie do niego, jod ma właściwości antynowotworowe. Zamiana jodu na brom w mące, jeszcze pogorszyła i tak już złą sytuację. Niedobory jodu powiększyły się, jego receptory zostały zablokowane. Na nieszczęście brom można znaleźć nie tylko w mące, ale w zasadzie występuje wszędzie. Służy do produkcji np. antypirenów, tekstyliów, dywanów, materacy, samochodów, elektroniki, można go także spotkać w pestycydach itd.

Tym sposobem, nie tylko nasze spożycie jodu jest niewystarczające, ale co gorsza jesteśmy zatruwani przez brom i inne halogenki jak np. fluor w wodzie pitnej dodatkowo chlorowanej (aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj). Obecnie 100 % populacji wykazało w testach wysoki poziom bromu w swoich organizmach.

Różne formy występowania jodu

Jod w formie pierwiastkowej niezbyt dobrze rozpuszcza się w wodzie, ale francuski lekarz Jean Lugol w 1829 r. odkrył, że jodek potasu dodany do wody, zwiększa rozpuszczalność jodu. Zaczął więc leczyć swoich pacjentów 5% roztworem Lugola, który nosi taką nazwę do dnia dzisiejszego. Naukowcy odkryli, że różne tkanki w odmienny sposób reagują na te 2 formy jodu. Tarczyca na przykład, w pierwszej kolejności wykorzystuje jodek potasu, podczas gdy tkanka piersiowa preferuje sam jod.

Antynowotworowy efekt działania, jest również oparty na tej postaci jodu. Natomiast jod w formie jodku potasu (dostępny w soli spożywczej) jest znacznie mniej efektywny. To oznacza że odpowiednia ilość jodu, jest osiągana, gdy używamy zarówno jodu (w swojej nieorganicznej formie) oraz jodku potasu (można go np. znaleźć w Płynie Lugola).

Co takiego właściwie jod robi w naszych komórkach?

Jest on transportowany do komórek, przez molekułę zwaną symporterem sodowo-jodowym (NIS). Po dotarciu do komórki, jodek przechodzi przez dwa ważne procesy: oksydację i organifikację. Oksydacja pojawia się poprzez interakcję H2O2 (tj. nadtlenku wodoru) z tyroperoksydazą (TPO) co efektywnie zamienia jodek w jod. Ten etap jest bardzo ważny dla ciała w prawidłowym zużyciu jodku. Jeżeli produkcja H2O2 wykorzystywanego do przetwarzania jodku, nie jest ściśle kontrolowana, może to prowadzić do uszkodzenia tkanki tarczycy i umożliwić wytworzenie się przeciwciał wobec tyroperoksydazy – czyli stanu znanego bardziej jako choroba Hashimoto (najbardziej rozpowszechniona forma choroby tarczycy). Jednym z kluczowych elementów w tym procesie jest selen – kolejny pierwiastek śladowy, na którego niedobór cierpi większość z nas.

Następnym krokiem w wykorzystywaniu jodu jest organifikacja, co oznacza że jod staje się częścią cholesterolu, tłuszczy i białek.

Delta-jodolakton

Podczas gdy zalecenia RDA dla spożycia jodu, są wystarczające dla produkcji hormonów tarczycy, trzeba dawki przekraczającej jakieś 100 x zalecenia, by organizm wyprodukował delta-jodolakton, kluczowy regulator apoptozy komórkowej (czyli zaprogramowanej śmierci komórek) i ich prawidłowego wzrostu – zaburzenia tych procesów związane są m.in. z formowaniem się raka.

Od ponad 60 lat wiadomo, że jod koncentruje się i jest wydzielany przez gruczoły piersiowe. Piersi są jednym z głównych magazynów jodu, jest on również niezbędny dla prawidłowego rozwoju i utrzymywania zdrowej tkanki piersi. Liczne badania wykazały, że niedobór jodu jest czynnikiem przyczynowo-skutkowym w powstawaniu nowotworów piersi i mastopatii jej tkanki. Niektóre analizy wykazały, że jod ma zdolność blokowania wzrostu nowotworu w tkance piersi.

Kraje takie jak np. Polska, Szwajcaria czy Rosja wykazują dużą ilość zachorowań na raka piersi, związanych z niedoborami jodu. Natomiast populacja Japonii, która spożywa duże ilości tego pierwiastka (w porównaniu ze standardami ustanowionymi przez RDA), ma znacząco niższy poziom występowania raka piersi, raka trzonu macicy i jajników. Odkryto również, że jod wywiera efekt tłumiący na rozwój i rozmiar raka sutka w przypadku szczurów.

Ważne jest także, by upewnić się, że poziom jodu u kobiet, jest wystarczający, zanim zajdą one w ciążę, ponieważ prawidłowy rozwój płodu wymaga odpowiednich jego ilości. Niedobory tego pierwiastka w życiu embrionalnym, są związane z szerokim zakresem problemów u dzieci, wliczając w to ADHD, obniżony poziom inteligencji, depresję, problemy ze wzrostem i dojrzewaniem kośćca oraz zmniejszoną przeżywalnością noworodków.

Ile jodu musimy zatem przyjmować, żeby zapewnić naszemu organizmowi odpowiednią dawkę, konieczną do jego optymalnego funkcjonowania?

Wyraźnie widać, że zalecenia RDA są bardzo zaniżone. Jeden z wiodących badaczy w kwestii roli i znaczenia jodu dr Guy Abraham, wykazał że wymagane dzienne dawki jodu, konieczne do utrzymania jego adekwatnego poziomu, wynoszą przynajmniej 13 mg czyli prawie 100 x więcej niż zalecenia RDA. Jeśli cierpisz na zatrucie halogenkami albo na chroniczne choroby np. raka tarczycy, choroby autoimmunologiczne, albo chroniczne infekcje jak np. borelioza, możesz potrzebować jeszcze większych dawek jodu.

Jak usunąć brom?

Poniższy protokół sugeruje jak przyjmować jod i kofaktory, które pomagają kontrolować objawy zatrucia bromem, kiedy organizm zacznie go usuwać z receptorów.

1. Kluczowym i zarazem pierwszym krokiem jest odpowiednie nawodnienie. Upewnij się, że nie pijesz fluorowanej wody. Pierwszą rzeczą o poranku powinno być wypicie szklanki ciepłej wody z ½ łyżeczki nierafinowanej soli, żeby pomóc ciału pozbyć się szkodliwych halogenków.

2. Ze śniadaniem weź 1 kroplę 5% płynu Lugola (w roztworze wodnym) rozpuszczonego w wodzie, możesz dodać kilka kropli octu jabłkowego, żeby poprawić smak roztworu. Doza płynu Lugola może być stopniowo zwiększana przez kolejnych klika tygodni, żeby osiągnąć max 4-8 kropli na dzień. Ludzie z nadwagą potrzebują większych dawek jodu. Jedna kropla 5% płynu Lugola odpowiada 6,25 mg jodu.

Jeżeli wzbraniasz się przed przyjmowaniem płynu Lugola, możesz sięgnąć po jod w formie tabletek Iodoral (12,5 mg jodu w jednej tabletce), minusem jest ich cena.

Jeżeli zwiększysz ilość spożywanego jodu zbyt szybko, możesz odczuć skutki zatrucia bromem, takie jak bóle mięśni łydek, cieknący nos, gorączka, biegunka, mgła mózgowa itp. Jeśli takie objawy wystąpią, odstaw jod na 2 dni, a następnie rozpocznij suplementacje w mniejszej dawce. Musisz dostosować dawkę do wymagań twojego ciała. Jeśli wyłączysz jod, kontynuuj przyjmowanie innych suplementów, które pomogą ci odtruć ciało. Wraz z jodem przyjmuj selen, ale nie przekraczaj dawki 200 mcg dziennie. Jeżeli cierpisz z powodu chronicznych problemów zdrowotnych, dobrze żebyś przyjmował inne kofaktory wspomagające twój organizm w walce ze stresem związanym z detoksyfikacją. Suplementacja 100 mg witaminy B2 dziennie, 500 mg witaminy B3 dziennie może znacznie poprawić samopoczucie i stan zdrowia. Witamina C jest kolejnym wartościowym „wspomagaczem”, ale nie powinna być przyjmowana w tym samym czasie co jod, ponieważ wzajemnie się neutralizują. Odczekaj minimum 2 godziny od przyjęcia jodu zanim sięgniesz po witaminę C. Generalnie dawka 2-4 gram/dzień wydaje się odpowiednia. Wieczorem, albo późnym popołudniem wypij kolejną szklankę ciepłej osolonej wody, żeby wspomóc detoksyfikację. Możesz też wziąć magnez przed pójściem spać (formy dobrze przyswajalne to np. glicynian magnezu albo jabłczan magnezu).

Wiele obaw odnośnie stosowania jodu albo jego niedoborów, pochodzi głównie od medycznego establishmentu. Jedna z najczęściej słyszanych, dotyczy dużych dawek jodu, które rzekomo mogą powodować niedoczynność tarczycy, tj. obniżenie funkcjonowania gruczołu tarczycy. Dr Brownstein, wiodący autorytet jeśli chodzi o tematykę jodu i autor przełomowej książki „Jod – dlaczego go potrzebujesz? Dlaczego nie możesz bez niego żyć” (ang. „Iodine – Why You Need It? Why You Can’t Live without it? ), leczył tysiące pacjentów z wykorzystaniem właśnie jodu. Problem poruszany przez wielu lekarzy, pojawia się jedynie na początku terapii. Poziom TSH rośnie, co może prowadzić lekarza do podejrzeń, że doszło do niedoczynności tarczycy, przy jednoczesnym normalnym poziomie hormonów T3/T4. Nie jest to jednak problem, a jedynie przejściowe zjawisko. Po 6 miesiącach suplementacji jodem, poziomy TSH, T3/T4 z reguły wracają do normy.

W rzeczywistości niedoczynność tarczycy jest powiązana z niskim poziomem jodu. Stan może się poprawić, jeżeli zapasy tego pierwiastka zostaną uzupełnione.

Inną z obaw jest przeciwny stan tarczycy, czyli jej nadczynność, stan ten jest rzadszy i zdarza się w przypadku guzka autonomicznego tarczycy albo wola guzkowego toksycznego (na szczęście bardzo rzadkiego zaburzenia). Podawanie wysokich dawek jodu, jest w rzeczywistości metodą pozwalającą na zdiagnozowanie wola guzkowego toksycznego, które musi być usunięte chirurgicznie.

Alergia na jod/ jodek (również bardzo rzadka przypadłość). Większość tzw. alergii na jod, to tak naprawdę uczulenia na pewne składniki roztworu jodu np. używanego w kontrastach.

Czy dzieci potrzebują jodu? Krótka odpowiedź brzmi: TAK. Dla dzieci posiadanie odpowiedniego poziomu jodu, jest nawet ważniejsze, niż w przypadku dorosłych, w szczególności dla funkcjonowania ich mózgu. Jednakże dawki muszą być dostosowane do ich wieku i wagi.

Terapia jodem musi być odpowiednio dobrana do twoich potrzeb. Warto zapoznać się z książką dr Brownsteina, która omawia wszystkie aspekty, tego taniego, ale przede wszystkim wspaniałego lekarstwa. Najbardziej idealnym rozwiązaniem, byłoby znaleźć lekarza pierwszego kontaktu, posiadającego szeroką wiedzę na temat jodu, który pomógłby ci znaleźć i jednocześnie monitorował odpowiednią dawkę tego pierwiastka. Kiedy zaczniesz stosować płyn Lugola (albo w inny sposób suplementować jod), zaskoczy cię efekt oraz jego wpływem na twoje ciało i umysł, będzie to wymagać pewnego wysiłku i dostosowania, ale na pewno warto!

Materiał i tłumaczenie na podstawie poniższej prezentacji:

Klauzula:

Informacje zawarte w tym artykule, służą jedynie celom edukacyjnym i informacyjnym. Nie należy ich traktować jako porady medyczne. Praktyki opisane, powyżej powinny być podejmowane tylko po uważnym przestudiowaniu istotnych faktów i po konsultacji z lekarzem. Nie mogą również zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Właściwe laboratoryjne i kliniczne monitorowanie jest niezbędne, dla bezpiecznego i skutecznego leczenia.

Zobacz także:

Jod – jak rozpalić i utrzymać płomień życia

Witamina słońca

Lektyna WGA

Niedobory magnezu – 32 symptomy

Tarcza przed mrokiem zniszczenia – lecznicze właściwości sody

Pszeniczny brzuch i ciastkowata buzia

Woda

Woda osolona

Pij wodę zaraz po przebudzeniu

Odwodnienie i jego objawy

Objawy niedoboru witaminy słońca czyli witaminki D…

sunshine the best way

„Słońce – najlepszy sposób byś był szczęśliywy i zdrowy”

W Europie i w Stanach Zjednoczonych odpowiednio 57 % i 36 % hospitalizowanych dorosłych pacjentów cierpi na niedobór witaminy D3.

Witamina D3 jest niezwykle istotna dla utrzymania zdrowych i mocnych kości oraz właściwego funkcjonowania mięśni. Może ona znacznie zredukować ryzyko zgonu w wyniku nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, licznych rodzajów nowotworów i chorób serca.

Na nieszczęście, większość ludzi nie ma nawet bladego pojęcia, że może cierpieć na niedobór tej witaminy. 

Poniżej 12 oznak świadczących o niskim poziomie witaminy D3:

1. Słabe mięśnie i kości paker_na

Witamina D3 w połączeniu z K2 jest istotna dla naszych zębów, kości i mięśni. Więc jeśli masz problemy właśnie z zębami, łatwo łamiesz kości, albo twoje mięśnie nie funkcjonują jak należy, może to wskazywać, że cierpisz na niedobór witaminy D3.

2. Nadwrażliwość na ból boks

Ludzie, którzy doświadczają chronicznych ataków bólu, mają niedobór witaminy D3.

3. Chroniczne zapalenia dziąseł mycie_zebow

Krwawienie dziąseł, zaczerwienienie i obrzęki, częściej pojawiają się u ludzi z niskim poziomem witaminy D3.

4. Poczucie smutku i melancholii placze

Badania wykazały, że uczucie smutku i depresja częściej pojawia się u kobiet z niskim poziomem witaminy D3.

5. Wysokie ciśnienie krwi madserce_duze

Witamina D3 jest istotna dla zdrowia serca. Możesz cierpieć na nadciśnienie właśnie z powodu jej niskiego poziomu w organizmie. W regulacji tego typu problemów sporą rolę odgrywa też magnez.

6. Zmęczenie i senność ziewidespac

Ludzie z niedoborami witaminy D3 mogą odczuwać ciągłe zmęczenie i nie mieć wystarczająco energii w ciągu dnia.

7. Wahania nastroju 352rhn7

Witamina D pełni ważną funkcję w produkcji serotoniny, znanej jako hormon szczęścia, która ma wielki wpływ na nasz nastrój.

8. Spadek wytrzymałości mdleje

Badacze odkryli, że lekkoatleci z niskim poziomem witaminy D3, osiągali gorsze wyniki w porównaniu z innymi i mieli mniej energii.

9. Nadwaga obiad

Ludzie z nadwagą potrzebują większych ilości witaminy D3, ponieważ rozpuszcza się ona w tłuszczach, tym samym zatrzymywana jest w komórkach tłuszczowych.

10. Choroby jelit 

Ludzie cierpiący na zaburzenia związane w układem pokarmowym, takie jak celiakia, stany zapalne jelit, czy choroba Crohna, również mogą mieć niedobory witaminy D3.

11. Pocenie się głowy

Kolejnym symptomem świadczącym o niedoborach witaminy D 3 jest nadmierne pocenie się głowy.

12. Alergie

Odpowiedni poziom witaminy D3 może zredukować występowanie alergii. W wyniku przebadania 6000 osób, ustalono, że ludzie z niedoborami witaminy D3 są bardziej podatni na alergie.

*

Jeżeli zatem twój organizm zdradza, któryś z powyższych objawów, zrób test, skonsultuj się z dobrym lekarzem, otwartym na nowe badania naukowe i pomyśl o suplementacji witaminką D3. Więcej informacji na ten temat znajdziesz klikając na poniższy link:

Słońce – najbardziej dostępny środek do walki z rakiem

A tutaj w skrócie, sposoby na uzupełnienie niedoborów witaminy D3:

1. slonkoEkspozycja na słoneczko – w naszej szerokości geograficznej (Polska) 10-15 minut dziennie, z czasem zwiększać do 15-30 minut, wystawiamy 40 % ciała, od marca do końca września … minus – przez 24 godziny nie należy zmywać naslonecznionej skóry.

2. Jako że punkt pierwszy nie tak łatwo zrealizować, możemy ratować się suplementacją. Wg dr Bruce’a W. Hollisa profesora piediatrii, biochemii i biologii molekularnej, dyrektora Pediatric Nutritional Sciences kobieta w ciąży powinna przyjmować 4000 I.U. dziennie, a karmiąca przynajmniej 6000 I.U. Spora dawka w porównaniu z oficjalnymi zaleceniami. Niemniej wg. badań dawki witaminy D3 poniżej 4000 I.U. nie mają praktycznie żadnych właściwości terapeutycznych. Co ciekawe, osoby cierpiące na różnego rodzaju poważne schorzenia np. nowotwory, mają z reguły poważny deficyt witaminy D3. Dlatego  dr Bruce W. Hollis zaleca wszystkim dorosłym suplementacje na poziomie 5000 I.U, w celu zapobiegania chorobom w tym nowotworom.  Jeżeli już zapadliśmy na jakieś poważne schorzenie, dawki mogą być jeszcze większe.

I nie zapominamy o suplementacji K2!!

3. Naturalne źródła występowania witaminy D3

Łosoś (dziki nie hodowlany), sardynki, żołtko jajka, krewetki.

I jeszcze filmik odpowiadający na pytanie, czy ekspozycja na słońce może być dla ciebie dobra:

Klauzula:

Informacje zawarte w tym artykule, służą jedynie celom edukacyjnym i informacyjnym. Nie należy ich traktować jako porady medyczne. Praktyki opisane, powyżej powinny być podejmowane tylko po uważnym przestudiowaniu istotnych faktów i po konsultacji z lekarzem. Nie mogą również zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Właściwe laboratoryjne i kliniczne monitorowanie jest niezbędne, dla bezpiecznego i skutecznego leczenia.

Zobacz także:

Niedobory magnezu – 32 symptomy

Jod – jak rozpalić i utrzymać płomień życia

Jod – jak znacząco poprawić jakość swojego życia?

Tarcza przed mrokiem zniszczenia – lecznicze właściwości sody

Woda

Woda osolona

Pij wodę zaraz po przebudzeniu

Odwodnienie i jego objawy

źródło:
12 Signs of Vitamin D Deficiency (and How to Get More)
Healthandhealthyliving
Kwartalnik Laktacyjny 3/2016 „Witamina Słońca Pełna”

Dlaczego mógłbym chcieć?

W poście o Multizadaniowym mózgu zajmowalismy się kwestią osłabienia koncentracji, a tym samym efektywności, spowodowaną przestymulowaniem i nadmierną ilością informacji, które wprowadzamy nieustannie do naszego mózgu. Wiedząc już gdzie leży problem, warto podjąć zdecydowane kroki … i właśnie tutaj często zaczynają się przysłowiowe schody. Między wiedzieć a realizować znajduje się czasami głęboka przepaść, albo też realizacja szybko płonie na stosie słomianego zapału.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wiele z naszych pomysłów, idei, ambitnych planów, postanowień, pozostaje nigdy nie zrealizowana, chociaż być może zabieraliśmy się za nie wielokrotnie?
Odpowiedź tkwi w odmienianym dzisiaj przez wszystkie przypadki haśle MOTYWACJA. Motywują nas w pracy, motywują nas w TV, na portalach społecznościowych, czytamy motywujące hasła, cytaty, książki, chodzimy na seanse i spotkania motywacyjne, ale często z mizernym skutkiem.

W haśle „To ty jesteś zmianą, której oczekujesz” tkwi tak naprawdę sedno i cała kwintesencja motywacji i zmian. W sobie i tylko w sobie możemy znaleźć potencjał i wolę, do wyjścia ze stref komfortu. Wolę i siły do osiągnięcia zamierzonych celów, które być może już od dawna majaczą na horyzoncie.

Ciekawą metodą, po którą warto sięgnąć, jest metoda motywacyjna opracowana przez dr Michaela Pantalona. Szczegółowo została ona opisana w książce „Motywacja metodą sześciu kroków” (GWP z 2017 r.). Generalnie chodzi o stworzenie w mózgu właściwego programu i uświadomienie sobie, dlaczego tak naprawdę chcę zmiany, dlaczego chcę coś konkretnego osiągnąć. Metoda pozwala też zweryfikować, czy nasze cele są faktycznymi założeniami, do których pragniemy dążyć, czy też może mówimy o nich innym, bo wypada takie cele mieć, bo takie są wobec nas oczekiwania.

Sześć pytań pozwala w łatwy i szybki sposób skrystalizować w naszych głowach obraz i możliwość realizacji planów, celów i założeń, a także może dać nam siłę potrzebną do dokonania zmian. Pamiętajmy, nasz mózg lubi spójność istniejącą między myślami i czynami.

Dr Michael Pantalon ma za sobą dwie dekady doświadczeń jako psycholog kliniczny, badacz, manager, trener, konsultant, mówca. Stwierdza on jasno, że motywowanie ludzi, nawet tych z uzależnieniami, nie jest tak trudne, jak może się wydawać i tak naprawdę każdy może to zrobić. Nie chodzi bowiem o charyzmę samego trenera, bo przecież silne osobowości, posiadające dar przekonywania, łatwo mogą rozpalić publikę i na koniec uzyskać owację na stojąco. Pytanie zasadnicze jest inne, jak utrzymać płomień wśród słuchaczy, gdy zgasną światła i audytorium rozejdzie się do domów. Jak siebie samego utrzymać na drodze zmian i postępu.

„Jeśli chcesz zbudować statek, nie zwołuj ludzi, aby ci przynieśli drzewo, przygotowali narzędzi, nie przydzielaj zadań i pracy, lecz wzbudź w nich tęsknotę za dalekim, bezkresnym morzem.” Antoine de Saint-Exupery

Dlatego właśnie jako terapeuta i trener dr Michael Pantalon, pomaga swoim klientom zrozumieć, że u podstaw prawdziwej i trwałej motywacji leżą trzy proste, ale zarazem głębokie prawdy:

1. Nikt, absolutnie nikt nie musi się zmieniać, wszyscy jesteśmy wolni i decydujemy sami za siebie. Powiesz „To oczywiste”, ale zastanów się, jak często słyszysz słowo musisz, powinieneś, jak często sam od siebie egzekwujesz różne rzeczy, ciągle biczując się słowem muszę, powinienem. W większości, takim postępowaniem przypominamy pochody pokutników z czasów średniowiecza, którzy okładali biczami swoje ciała. Jak wiemy na niewiele im się to zdało, a w zakażone rany co najwyżej mogła wdać się gangrena.

Rezygnowanie ze stosowania zwrotów w stylu muszę/powinienem, nie oznacza oczywiście, że mamy osiąść na laurach. Dobrze jest raczej skupić się na zrozumieniu, co leży u podstaw podejmowanych przez nas działań i zmodyfikowaniu naszego podejścia tak, by powzięte decyzje wynikały z naszej nieprzymuszonej woli.

2. Każdy z nas, wliczając w to Ciebie, ma wystarczająco motywacji w sobie.

3. Wydobywanie i odblokowywanie twojej wewnętrznej motywacji nie jest tak naprawdę ani długim ani tajemniczym procesem. Może Ci zająć 7 minut 😀 w czasie których odpowiesz sobie na 6 pytań (powstałych w wyniku dziesiątek lat badań ;-)) i rozpoczniesz drogę do przebudowy swojej świadomości.

Bądź ciekawy … ale nie osądzaj

Zbyt proste pomyślisz, ale to właśnie w prostocie tkwi największa siła. Zanim przejdziemy do sześciu „magicznych” pytań, zastanówmy się najpierw, jak z reguły „motywujemy” siebie i innych i na ile jest to skuteczne:

– dawanie porad

– pokazywanie na przykładach

– przemawianie do rozumu i namawianie

– nagradzanie, odwoływanie się do korzyści

i chyba najgorsze metody czyli:

– zastraszanie

– karanie

Wszystkie powyższe formy są sposobem wywierania nacisku, niczym więcej. Możemy w ten sposób wywolać w sobie lub w innych opór psychiczny tzw. reaktancję, opisaną w psychologii jako: „dążenie do przywracania wolności wyboru, zagrożonej przez kogoś, kto próbuje nam coś narzucić lub czegoś zakazać”.

To czego się nam zakazuje staje się bardziej atrakcyjne (tzw. zakazany owoc). Jednocześnie pojawia się niechęć wobec źródła przeszkód oraz motywacja do przywrócenia stanu swobody, wolności.

Ludzie różnią się tolerancją na odebranie im możliwości i swobody. W skrajnych przypadkach są w stanie rezygnować z wielu osobistych dóbr po to, aby przywrócić sobie możliwość wyboru („na złość babci odmrożę sobie uszy”, „nie będę zażywać przepisanych lekarstw”, „zrobię odwrotnie niż mi każą”).

Zjawisko to nasila się szczególnie tam, gdzie występują duże różnice poziomów mocy: np. duma bezsilnych wobec wyższej, pewniejszej siebie, mniej wahającej się mocy zewnętrznej – lub, przeciwnie, pogarda ludzi silnych, zdeterminowanych dla tych, którzy nie wiedzą, czego chcą, ciągle się wahają, szukają kierunku itd. A zatem, używając języka filozoficznego, jest to przede wszystkim konflikt pomiędzy wolnością pojętą pozytywnie, a negatywnie.” (źródło: wikipedia)

Krótko mówiąc, mniejsza jest szansa na podjęcie jakiegoś dzialania, gdy jest ono nakazane nam przez kogoś lub przez nas samych. Nawet jeśli wcześniej nosiliśmy się z takim zamiarem.

Dlaczego mógłbym chcieć????

Nie myśl szablonowo, bo w efekcie zbyt łatwo zrezygnujesz i wykłuczysz różne możliwości. Przede wszystkim pamiętaj: NICZEGO NIE MUSISZ, ale MOŻESZ. Zamień MUSZĘ na MOGĘ, CHCĘ (polączone ze świadomością dlaczego chcę/mogę). Działanie, które przyniesie ci prawdziwą korzyść i może zakończyć się sukcesem, podejmiesz tylko wtedy, gdy uświadomisz sobie dlaczego czegoś chcesz. Nie zamykaj sobie drogi ciągłym muszę.

Bądź najlepszą wersją siebie …

Przejdźmy teraz do naszych 6 „magicznych” pytań:

1. Dlaczego mogłabym/mógłbym chcieć coś zrobić, dlaczego mogłabym/mógłbym dokonać zmiany?

np. Dlaczego mogłabym/mógłbym uczyć francuskiego codziennie?

Dlaczego mogłabym/mógłbym nie przeglądać co 5 minut FB 😉

2. Na skali 1-10 określ dlaczego mogłabyś/mógłbyś zaangażować się w to nowe działanie?

1 – oznacza brak motywacji

10 – oznacza 100 % motywację

np. Swoją motywację do nauki francuskiego określam na 8

Jeżeli swoją motywację określiłbyś w danej sprawie na 1 warto się zastanowić, co takiego miałoby się zdarzyć, żeby 1 zamieniło się np. na 2 albo więcej. 

3. Dlaczego nie wybrałeś mniejszej liczby punktów?

Tak zadane pytanie pozwala pobudzić naszą wewnętrzną motywację. Gdybyśmy je odwrócili uzyskalibyśmy odwrotny efekt.

np. Moje zmotywowanie do nauki francuskiego określam na 8, ponieważ uważam, że mogę to zrealizować i pomoże mi to osiągnąć dalsze cele.

4. Wyobraź sobie, że to robisz, że nastąpiła zmiana. Jakie przyniosłoby to pozytywne skutki dla Ciebie?

np. Mogę poszukać lepszej pracy, mogę wyjechać do Francji itd.

5. Dlaczego te skutki byłyby dla Ciebie ważne?

np. Pozwoliłyby mi zmienić moje życie, doświadczyć czegoś nowego, poszerzyć horyzonty, poznać nowych ludzi, lepiej zarabiać.

6. Jaki jest kolejny krok, jeśli on w ogóle istnieje?

*

Czy ta metoda faktycznie działa? Zastanów się, kiedy łatwiej Ci coś zrobić, gdy działasz pod przymusem (nie ma znaczenia źródło wewnętrzne czy zewnętrzne)? Czy raczej, kiedy dokladnie rozumiesz dlaczego coś robisz, kiedy zdajesz sobie sprawę z ewentualnych korzyści i zmian jakie przyniesie wykonywana przez ciebie praca, zadanie itd. Możesz np. setki razy powtarzać sobie, że musisz zacząć ćwiczyć, inni też mogą Ci to mówić, że dla zdrowia, dla twojego dobra, podawać przykłady chorób związanych z otylością, czy generalnie siedzącym trybem życia… ale ty nadal będziesz siedział na kanapie i przerzucał kanały w TV. Przymus może cię zmotywować na chwilę, ale nie dostarczy paliwa na dalszą drogę. Dopiero kiedy zadasz sobie pytanie, dlaczego w ogóle mógłbym/mogłabym zacząć ćwiczyć codziennie, nadasz temu celowi odpowiednią rangę w skali od 1-10 i przejdziesz cały proces analizy, znacznie bardziej prawdopodobne stanie się, że ruszysz z miejsca… tzn. z kanapy 😉

Co ciekawe, metoda motywacyji błyskawicznej sprawdza się również w walce np. ze złymi nawykami, uzależnieniami.

Lekarze na oddziałach urazowych pracujący z użyciem tej metody, byli w stanie zmniejszyć spożycie alkoholu u swoich pacjentów o prawie 50%!

W 2005 r. Martin Seligman  amerykański psycholog, twórca teorii wyuczonej bezradności, profesor University of Pennsylvania, twórca pojęcia „psychologia pozytywna”, dyrektor Positive Psychology Center przeprowadził badania na 577 osobach będąych w stanie łagodnej depresji. Przez tydzień mieli oni prowadzić dzienniki i zapisywać w nich co mogliby robić, gdyby mieli więcej energii. Po upływie tego czasu badani czuli się bardziej zadowoleni, chcieli zrobić więcej.

Jeżeli chcesz zmotywować innych, unikaj sarkazmu, manipulacji i przejmowania odpowiedzialności. Z samym sobą również obchodź się delikatnie. Nie biczuj się ciągłym muszę, powinienem itd. Analizuj, dlaczego mógłbyś w ogóle chcieć coś zrobić, a zanim się spostrzeżesz, z kanapowca staniesz się człowiekiem, który realizuje swoje plany, założenia i cele. Na początku może to być zaledwie jeden mały krok, ale przecież właśnie tak zaczyna się każda podróż.

I pamiętaj – niczego nie muisz… ale możesz jeśli naprawdę chcesz!  Daj sobie czas, powoli dorastaj do zmian, ale nigdy nie stój w miejscu …

Gdziekolwiek idziesz, podążaj tam całym sercem …

Zobacz także:

To ty jesteś zmianą, której oczekujesz

Bibliografia:

Psychology Today – Michael Pantalon

Reaktancja

Empirical results of intervention

6 steps

FLUOR – BŁOGOSŁAWIEŃSTWO CZY PRZEKLEŃSTWO?

FLUOR

FLUOR F, pierwiastek chemiczny o liczbie atomowej 9, z grupy fluorowców; zielonożółty gaz, o drażniącym zapachu, silnie trujący; najaktywniejszy pierwiastek chemiczny – łączy się prawie ze wszystkimi innymi; wartościowość – 1.

FLUORKI, sole kwasu fluorowodorowego H2F2; zwykle trujące ciała stałe; fluorki boru i glinu stosuje się jako katalizatory w syntezie organicznej; fluorek sodowy i cynkowy – do impregnacji drewna.

Fluor nie występuje w przyrodzie w stanie wolnym, a ponieważ bardzo łatwo wchodzi w reakcje, więc pojawia się w związkach jako fluorek.  Te z kolei fluorki czyli sole kwasu fluorowodorowego możemy znaleźć w pastach do zębów czy też płynach do fluoryzacji.  Co ciekawe, jak podkreśla zacytowana powyżej Encyklopedia Powszechna PWN, są to zwykle trujące ciała stałe…

GDZIE GO ZNAJDĘ?

 

 Zobaczmy jak to wygląda w praktyce:

  •  woda z kranu

Najbardziej znanym z fluoryzacji wody krajem są Stany Zjednoczone. Fluorek sodu dodaje się do wody w ponad 4000 miejscowościach w USA.

https://i2.wp.com/www.chrisbeatcancer.com/wp-content/uploads/2010/09/fluoridate_your_water_with_confidence.jpg?resize=255%2C300

Fluoridate your water with confidence

Któż oparłby się takiej reklamie – ‘najczystszy filtr firmy ALCOA w oparciu o fluorek sodu’

Dla niewtajemniczonych:

ALCOA czyli Aluminum Company of America (aluminium i nasze zdrowie?)

W Polsce fluorowano wodę między końcem lat 60., a początkiem lat 90. Obecnie sytuacja dotycząca sztucznego fluoryzowania wodociągowej wody pitnej w Polsce niestety nie jest do końca jasna i ciężko jest uzyskać dokładne informacje na ten temat. Jakość wody pitnej można sprawdzić na oficjalnych witrynach polskich wodociągów, w zależności od rejonu, lecz nie wszystkie wodociągi podają szczegółowe informacje związane z zawartością fluoru i jego związków w wodzie.

  • fluor w postaci tabletek

Według oficjalnych danych zaleca się, aby tabletki fluorkowe były podawane dzieciom regularnie od 1. roku życia.

Natrium fluoratum  czyli  fluorek sodu.

  • fluorkowanie produktów spożywczych

Do fluoryzowanych produktów spożywczych należą m.in.: sól, mąka, woda.

  • woda mineralna

Fluorek sodu jest powszechnie stosowanym źródłem jonu fluorkowego F.

  • fluor w lekach

Fluor jest jednym ze składników leków psychotropowych, gdyż wzmacnia ich działanie,

Rohypnol 1 tabl. = 1mg flunitrazepamu (wzór sumaryczny C16H12FN3O3).

  • fluoryzacja zębów

FLUORYZACJA ZĘBÓW, nacieranie zębów roztworami związku fluoru, używanie zawierającej te związki pasty do zębów lub wody do płukania ust, w celu zapobiegania próchnicy.

Jednymi z najpopularniejszych sposobów fluoryzacji stosowanych do tej pory, są metody: Knutsona, Berggrena-Welandera i Torella.

Metoda Knutsona sięga końca lat 40. XX wieku. Polega ona na wcieraniu w zęby 2% roztworu fluorku sodu. Zabieg przeprowadza się 4-krotnie w odstępach tygodnia. Roztwór pozostawia się na zębach przez 4 minuty. Następnie usuwa się roztwór z jamy ustnej, za pomocą gazika lub waty. Zaleca się także, aby pacjent dokładnie wypluł ślinę, ale bez płukania jamy ustnej wodą.

Metoda Berggrena-Welandera może być stosowana u dzieci powyżej 6. roku życia, które potrafią prawidłowo szczotkować zęby oraz wypluwać płyn. Zęby szczotkuje się szczotką zwilżoną 0,5-1% roztworem przez 3 minuty. Zabieg powtarza się 5-krotnie w odstępach 2-tygodniowych.

Metoda Torella może być również stosowana u dzieci powyżej 6. roku życia. Polega na płukaniu jamy ustnej 0,2% roztworem fluorku sodu. Płukać jamę ustną należy przez 3-5 minut. Zabieg należy powtarzać co 2 tygodnie przez cały rok szkolny.

  • pasty do zębów, żele fluorkowe

skład pasty do zębów:

skład żelu:

Prawie wszędzie pojawia się fluorek sodu, a wystarczy cofnąć się na początek artykułu, by zobaczyć, że nasz „cudowny” specyfik jest używany m.in. do impregnacji drewna, a przecież nikt z nas Pinokiem chyba nie jest. Ale to nie jedyny powód, by zacząć unikać fluoru.

Rys. Niue

DLACZEGO NIEBEZPIECZNY?

Powszechnie znanym skutkiem ubocznym fluoru jest fluoroza, czyli przedawkowanie fluoru, które objawia się brązowymi plamami na zębach i nadżerkami szkliwa, które może stać się kruche.

Tak naprawdę jednak istnieje niewiele dowodów na to, że fluor w ogóle służy zębom, za to mnóstwo świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. W samym Waszyngtonie, gdzie fluor dodaje się do wody od lat 50., liczba przypadków próchnicy, zamiast zmaleć w porównaniu z ośrodkami pozbawionymi fluoryzowanej wody, skoczyła do lat 70. o jedną trzecią!

Należy pamiętać, że nawet niewielkie ilości fluorku sodu są bardzo trujące, dlatego producenci leków muszą ostrzegać konsumentów, że nawet 1 miligram fluorku sodu może zaszkodzić.

Dzięki swoim biochemiczno-fizycznym właściwościom i małym rozmiarom fluor, przenika przez błony komórkowe. Łatwo też penetruje tkanki twarde i miękkie tkanki narządowe.

Dr Paul H. Philips, biochemik z University of Chicago, który poświęcił 29 lat pracy na badania nad toksycznością fluoru, zauważył, że nawet niewielkie ilości fluorku sodu odkładają się w kościach. Objawy przewlekłego zatrucia mogą się pojawić dopiero  po wielu latach  i bardzo trudno je zdiagnozować. Przybierają różną postać – zwapnienia naczyń krwionośnych, chorób nerek, jelit, skóry, żołądka, tarczycy i układu nerwowego, mogą wywoływać bóle głowy, wymioty, mongolizm, owrzodzenie jamy ustnej, bóle stawów oraz utratę apetytu, osteoporozę, raka kości, zniszczenie tkanki łącznej, która utrzymują organy w odpowiedniej pozycji

Przeprowadzono badanie, które wykazało związek między byciem narażonym na spożywanie fluoru zawartego w wodzie pitnej w okresie dzieciństwa i występowaniem wśród mężczyzn kostniakomięsaka.

Udowodniono także, iż długotrwała terapia (> 5 lat) fluorem prowadzi do zmniejszenia odporności mechanicznej kości na złamania (FISHER i in. 1981).

Fluor w interakcji z magnezem tworzy nierozpuszczalne fluorki magnezu, co prowadzi do niedoboru magnezu. Zwiększona podaż fluorków ma też duży wpływ na wchłanianie innych pierwiastków, jak ołów i kadm (MASTERSA i in. 2001). Powoduje przedwczesne starzenie, przenikając przez łożysko u kobiet ciężarnych czyniąc nieodwracalne szkody dla płodu (Agency for Toxic Substances and Disease Registry 2003).

Fluorki mogą też wpływać na artretyzm i niedoczynność tarczycy (COHN 1992). Badania na zwierzętach potwierdziły, że stężenie fluoru w wodzie pitnej powyżej 1 ppm zwiększa absorpcję aluminium do centralnego układu nerwowego i może mieć wpływ na późniejsze choroby zwyrodnieniowe (AHMADIAN i in. 1997). FRENI i in. (1992, 1994) natomiast wykazały, że zawartość fluorków większa niż 3 ppm w wodzie spożywanej przez ludzi i zwierzęta prowadzi do zmniejszenia płodności.

Do klasycznych skutków spożywania fluoru można zaliczyć zwapnienie szyszynki. Osłabiona w ten sposób szyszynka, nie jest w stanie produkować odpowiednich ilości melatoniny, co może być przyczyną wielu dolegliwości.

W ilości 1 ppm fluorek zakłóca w organizmie wytwarzanie kolagenu. (Kolagen, jedno z najważniejszych i najobficiej występujących w organizmie białek, stanowi jeden z głównych składników skóry, ścięgien, mięśni, chrząstki, kości i zębów.)

Również mózg nie może się obronić przed jego skutkami. Fluor ma negatywny wpływ na system nerwowy i system odpornościowy. U dzieci może powodować chroniczne zmęczenie, obniżać poziom IQ, obniżać umiejętność uczenia się, powodować letarg i depresję. Międzynarodowy Uniwersytet na Florydzie opublikował raport, w którym stwierdzono, że roztwór fluorku potasu o stężeniu 0,45 ppm wystarczy, by znacznie spowolnić reakcje sensoryczne i umysłowe (Toxicological profile…2003).

Przeprowadzone analizy wskazują, że dzieci narażone na duże ilości fluoru, mają istotnie niższe IQ, w porównaniu z dziećmi żyjącymi w obszarach, gdzie ilość fluoru jest zdecydowanie niższa. Ekspozycja na fluor dla rozwijającego się mózgu, który jest znacznie bardziej podatny na uszkodzenia, spowodowane przez substancje toksyczne niż dojrzały mózg, może prowadzić do trwałych uszkodzeń. Z tego względu amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (DHHS) i US EPA ogłosiła niedawno, że DHHS proponuje zmianę zalecanego poziomu fluoru w wodzie pitnej do 0,7 mg / l od obecnie zalecanego zakresu 0,7-1,2 mg / l, a US EPA rewiduje  maksymalną dozwoloną ilość fluoru w wodzie pitnej, która obecnie jest ustalona na poziomie 4,0 mg / l (US EPA 2011). Większość dostępnych informacji ma związek z badaniami przeprowadzanymi na dzieciach w Chinach, gdzie fluor pojawia się w wodzie pitnej jako naturalne zanieczyszczenie, a jego koncentracja jest zależna od lokalnych warunków geologicznych.

Dr Simon A. Beisler, główny urolog z Roosevelt Hospital w Nowym Jorku stwierdził:

„Nie sądzę, by sprawę tę zbadano jak trzeba . Fluor z wody może dostać się do każdego narządu w organizmie i odkładając się, może zaszkodzić po dłuższym czasie.”

Nawet w stężeniu stanowiącym jedną dziesiątą (0.4ppm) „bezpiecznego” poziomu fluorków określonego przez rząd USA mogą one zaburzać czynności nerek, a u chorych na cukrzycę obserwujemy dodatkowo upośledzenie funkcji normalnego wydalania ich z organizmu. Fluorki gromadzą się w organizmach żywych, takich jak … ty, twoja córka czy syn! Co gorsza – owo gromadzenie się może przebiegać wyjątkowo szybko u  osób cierpiących na nerkową moczówkę prostą. Taka sytuacja jest wynikiem syndromu zwiększonego pragnienia (polidypsja) i wielomoczu (poliuria) skutkującego wzmożonym spożyciem i nienormalnie silną tendencją do zatrzymywania fluorków. Emerytowany profesor Uniwersytetu w Kansas, doktor Albert Burgstahler, pisze: ‘U dzieci z nerkową moczówką prostą lub nieleczoną cukrzycą przysadkową stwierdzono ciężką fluorozę, pomimo tego, że piły wodę zawierającą 1ppm, a nawet 0.5 ppm fluorków”  oraz, że cukrzycy „są szczególnie podatni na toksyczne działanie fluoru”.

W stosunku do jelitowej flory bakteryjnej udowodniono ponad szelką wątpliwość, że fluor posiada destrukcyjne działanie, powodując zmianę struktury flory i jej ilość. Niszczy równowagę mikroflory w jelitach zmieniając różnorodność bakterii oraz ich całkowitą ilość.

Pomimo tego, że fluor jest bardziej trujący niż ołów, Agencja Ochrony Środowiska zezwala, aby jego stężenie w wodzie wynosiło aż 4.0 ppm. Dla ołowiu górna bariera jest ponad 250 razy niższa i wynosi zaledwie 0.015 ppm. Co więcej – ostatecznym celem Agencji jest całkowite wyeliminowanie ołowiu z naszej wody, natomiast w przypadku fluoru próżno szukać tego rodzaju deklaracji.

Rys. Niue

Fluor, który dostanie się do roślin zmienia się w octan fluoru lub cytrynian fluoru – 500 razy bardziej toksyczny od fluorku sodu. Oznacza to, że warzywa i owoce podlewane fluoryzowaną wodą mogą być śmiertelnie niebezpieczne dla zdrowia.

JAK TO SIĘ STAŁO?

Cofnijmy się zatem do początku  (częściowo w oparciu o artykuł dr Jerzy Jaśkowski: „Fluor – trucizna dla ludzi”):

1888 r. Charles Martin Hall zakłada Pittsburgh Reduction Company, obecną Aluminum Company of America (ALCOA) – jednego z największych producentów aluminium na świecie. Głównym funkcjonariuszem firmy ALCOA będzie sekretarz stanu Andrew W. Mellon.

1913 r.  Andrew W. Mellon and Richard B. Mellon zakładają Mellon Institute of Industrial Research, specjalną fundację sponsorująca projekty, które mają przyczyniać się do rozwoju nauki i technologii. To właśnie tam później „odkryto”, że fluor chroni zęby.

1916 r. – w USA udowodniono, że zgłaszana zmiana koloru zębów, może być spowodowana obecnością fluorków w wodzie.

1922 r. – wzrost produkcji aluminium (wraz z produkcją toksycznego produktu ubocznego fluorku sodu).

grudzień 1930 r. w dolinie Mozy (wschodnia Belgia, okolice miasta Liège) utrzymujące się przez kilka dni wysokie stężenia zanieczyszczeń powietrza, spowodowały śmierć ok. 60 osób (zaledwie po kilku godzinach od wystąpienia objawów), zaś u kilkuset osób wystąpiły poważne dolegliwości ze strony układu oddechowego

Tak  zwane „mgły śmierci” z 1930 roku uznano w końcu za efekt ciężkiego skażenia fluorem (G. Edward Griffin „Świat bez raka. Opowieść o witaminie B17 str. 260-263)

Poniżej fragment gazety opisującej to zdarzenie.

1930 r.  – Kettering Laboratorium przeprowadza badania dla Ethyl Corporation, General Electric i DuPont (IG Farben w Niemczech) do „zbadania zagrożeń chemicznych w amerykańskich zakładach przemysłowych”, z zastrzeżeniem, że badania naukowe „nie są udostępniane publicznie bez zgody firmy zamawiającej”. W połowie 20 wieku, Kettering zdominował literaturę medyczną na toksykologii fluorków, ale informacja ta nie została podana do wiadomości publicznej.

1931 r. – Znaczna część badań Kettering poświęcona jest nauce o fluorkach. Na podstawie umowy, badania nie są podawane do publicznej wiadomości. Trzy niezależne grupy naukowców udowadniają, że fluorki w wodzie są przyczyną uszkadzania zębów. Zespoły badawcze Alcoa Aluminium i Uniwersytetu Arizona uznają fluorki jako niebezpieczne, uboczne produkty aluminium. Potwierdzają ten fakt także badacze Afryki Północnej i innych krajów. Dr Gerald Cox Instytutu Mellon, właściciel Alcoa, wpada na pomysł rozwiązania kosztownego problemu usuwania toksycznych fluorków przez przekonywanie innych, że mogą być dodawane do publicznej sieci wodociągowej, jako środek zapobiegający próchnicy.

Lata 30. –  Dr H. Trendley Dean z Amerykańskiej Służby Zdrowia Publicznego, jako pierwszy stawia tezę o wpływie fluoru na zęby, w swej pracy zauważa, że społeczności, w których nie ma wielu przypadków próchnicy, dysponują źródłami wody pitnej zawierającej nie tylko niezwykle dużo fluoru, ale również więcej wapnia. Raport Deana mówi, że : „…wpływ na to [stan uzębienia] mogą mieć inne czynników wodzie [poza fluorkiem], których nie należy lekceważyć”

1931 r. – Od 1931 do 1939 roku US Public Health Service zmierza do usunięcia fluorków z dostaw wody, ze względu na endemiczne uszkodzenia zębów. Fluorkowe propozycje ALCOA nie zostały „zakupione” przez publiczne rządowe instytucje.

1933 r. – Według badań przeprowadzonych w 1994 roku przez Freni, w roku 1933 i ponownie w 1984 roku udowodniono, że spożywanie fluorków powoduje ich kumulację w organizmach i odlegle skutki pokoleniowe negatywne dla organizmów biologicznych.

1934 r. – 7 US Public Health Service publikuje materiały wskazujące, że stężenie fluoru w wielu miastach USA wahały się od 0,6 ppm do 8,0 ppm. Stężenie 0,9 ppm oznacza u ponad 10% dzieci cętkowane zęby i deformacje zębów. W POLSCE PRZYJĘTO JAKO NORMĘ 1,5 MG FRLUORU w wodzie!!!

1937 r. – Badanie kliniczno – higieniczne K. Roholm w 1937 roku, opublikowane przez HK Lewis w Londynie. Roholm jest przekonany, że fluorki przenikają przez barierę łożyskową do płodu. Ta informacja jest powtórzona w 1951 roku przez MD i chemik z University of Oregon Medical School.

1938 r. – Dr Wallace Armstrong i P.J. Brekhus na University of Minnesota, Department of Biochemistry publikują badanie, w którym twierdzą, że szkliwo zębów miało znacznie większą zawartość fluoru, niż szkliwa zębów z próchnicy. Armstrong przyznał, że wyniki te były fałszywe. W badaniu w 1963 r. dr Armstrong nie znalazł różnicy w zawartości fluorków w szkliwie zębów zdrowych i z próchnicą. Uniwersytet w Meksyku na łamach „Biuletynu” z 1 sierpnia 1938 roku w artykule zatytułowanym „Widmo fluoru a zdrowie”, podaje: „Podawanie fluorku sodowego z zawartością fluorku nawet jednej części na 15 mln może hamować działanie lipazy (sok trzustkowy) nawet o 50 procent.”

1938 r. – Firma Alcoa, największy na świecie producent fluorku sodu, przenosi swoją technologię w ramach umowy Alted do Niemiec. Sponsorowany przez Alcoa biochemik Gerald J. Cox, badając szczury w swoim laboratorium tajemniczo stwierdza, że „fluor zmniejsza ubytki w zębach”Badania stały się początkiem kampanii projektu publicznego, że USA powinno dodawać fluor do wody pitnej. Cox zaczyna tournée po Stanów Zjednoczonych, przekonując do fluoryzacji. W ten prosty sposób, toksyczny odpad staje się poszukiwanym towarem.

1938 r. – Z pierwszych badań dr Deana z tego roku wynika, że w Pueblo w stanie Kolorado na próchnicę nie chorowało 37 procent mieszkańców przy 0,6 części miliona fluoru w wodzie. Z kolei w East Moline w stanie Illinois, gdzie w wodzie było aż 1,5 części miliona fluoru – czyli prawie trzy razy więcej – na próchnicę nie chorowało zaledwie 11 procent mieszkańców (czyli trzy razy mniej)

1939 r. –  Naukowcy z IG Farben przygotowali pierwszą próbkę fluorowanych gazów nerwowych o nazwie sarin. W dniu 29 września 1939 roku w Mellon Institute, naukowiec Gerald J. Cox odegrał ważną rolę w promowaniu fluoryzacji mówiąc, że „obecna tendencja do usuwania fluorków z wody i żywności wymaga odwrócenia”. Inżynierowie wody dostali zalecenia dodawania fluoru do maksymalnego dopuszczalnego poziomu zanieczyszczeń. Fluorki dodawane do wody przez naciski korporacyjne spowodowały, że współczynnik bezpieczeństwa został odrzucony i poziom podniósł się dziesięciokrotnie powyżej zaleceń technicznych z 1939 r., kiedy to fluorek został prawidłowo rozpoznany jako toksyczne zanieczyszczenia.

1939 r. – przepisy US Public Health Service: „Obecność fluorków powyżej 1 ppm powoduje zakaz stosowania wody do picia.” (Jednak gdy wszczęto fluoryzację wody, poziom ustalono na minimum 1 ppm).

1940 r. – „Fluor hamuje aktywność nerwową”. Ref: Russo, G. Att.Acad. Sci. Nat.1940.

1940 r. – Sowieckie obozy koncentracyjne utrzymywane przez administrację dodają fluor do wody przeznaczonej dla więźniów, aby zmniejszyć opór przeciwko władzy i wywoływać fizyczne ubezwłasnowolnienie.

1942 r. – „Fluor może spowodować niedotlenienia u noworodków i skrócenie okresu ich przeżycia” Ref: Himwich, HE, i wsp., American Journal of Physiology 1942.

1942 r. – Niemcy stają się największym na świecie producentem aluminium (i fluorku sodu). Fluor jest używany w obozach koncentracyjnych do wymuszenia posłuszeństwa i nie kwestionowania władzy. Naukowcy z US Public Health Service badali mieszkańców Bartlett w Teksasie, aby zobaczyć, czy fluorek 8 ppm w wodzie pitnej miał wpływ na ich zdrowie. Ponowne badania zostały przeprowadzone w 1953 roku. Naukowcy stwierdzili, że śmiertelność w Bartlett była trzy razy większa, niż w sąsiedniej miejscowości, gdzie woda zawierała 0,4 ppm fluoru.

1943 r. – Specjalny Komitet Departamentu Zdrowia Stanu Nowy Jork został powołany do zbadania celowości dodawania fluoru do wody pitnej, w Newburg, pod przewodnictwem dr Hodge, następnie szefa badań toksyczności fluoru dla Projektu Manhattan. „Journal of American Medical Association” w dniu 18 września 1943 roku zawiera artykuł: „Przewlekłe zatrucia fluorem”, w którym czytamy: „Fluorki są ogólnie protoplazmatyczną trucizną, zmieniają przepuszczalność błony komórkowej poprzez hamowanie niektórych enzymów. Dokładny mechanizm tych działań jest niejasny. Źródła fluoru to zatrucia wody pitnej, zawierającej 1 ppm, lub więcej atomów fluoru, związki fluorowe, stosowane do środków owadobójczych, spreje do warzyw i owoców oraz w górnictwie i w konwersji fosforytów do superfosfatów, które są stosowane jako nawóz. Proces sam uwalnia około 25 000 ton czystego fluoru do atmosfery rocznie. Inne źródła zatrucia fluorem pochodzą od fluorków stosowanych w hutnictwie wielu metali, takich jak stal i aluminium oraz w produkcji szkła, emalii, cegły, past do zębów.”

październik 1944 r. – w numerze Pisma Amerykańskiego Związku Dentystów stwierdza się: „Fluorek sodu jest wysoce trującą substancją i jeśli jego stosowanie w bezpiecznej koncentracji i pod ścisłym nadzorem kompetentnego personelu może być pozytywne terapeutycznie, w innych warunkach może być on zdecydowanie szkodliwy… Dobrze wiemy, że używanie wody pitnej zawierającej zaledwie 1.2 – 1.3 fluorku może powodować takie zaburzenia rozwojowe kości, jak ich stwardnienie, spondyloza i marmurowatość, jak również wole i nie możemy ryzykować wywoływania tak poważnych systemowych schorzeń, poprzez budzące dziś wątpliwości postępowanie mające zapobiegać zniekształcaniu zębów u dzieci…”.  

1944 r. – „Nawet przy 1 ppm fluorku w wodzie pitnej występowały objawy przewlekłego zatrucia bydła, koni i owiec” (Moules, GR, „Zanieczyszczenie wody. Badania i podsumowanie aktualnej literatury”, 1944). Miasto Grand Rapids, Michigan, informuje, że Ministerstwo Zdrowia Stanu Michigan planuje eksperyment z fluoryzacją wody i Grand Rapids został wybrany jako miejsce eksperymentu. Komisja miasta zatwierdza wniosek o fluoryzacji w dniu 31 lipca i postanowiła, że ma się rozpocząć w styczniu 1945 r., mimo ostrzeżenia wydanego trzy miesiące wcześniej, jak na ironię, przez American Dental Association. Grand Rapids staje się pierwszym miastem w Stanach Zjednoczonych, wyznaczonym do przeprowadzenia tego eksperymentu. Eksperyment miał służyć do porównania badawczego z nie-fluoryzowanym Muskegon przez okres dziesięciu lat, w ustaleniu próchnicy zębów, w czasie których będzie można ustalić, czy fluor jest” bezpieczny i efektywny w zapobieganiu próchnicy. „Dr H. Trendley Dean został zaangażowany w projekt. Eksperyment został przerwany na samym początku, uniemożliwiając ważność doświadczenia, z ogłoszeniem, że fluorki dodawane do wody publicznej są „bezpieczne”. W 1947 r. zaczęto fluorkować wodę także w Muskegon, zamykając w ten sposób drogę do zebrania naukowych danych odnośnie bezpieczeństwa i efektywności eksperymentu.

1944 r. – Pentagon, Ośrodek Naukowy Badań i Rozwoju kontynuuje projekt fluoryzacji wody pitnej w Newburg, Nowy Jork. Członkiem komisji byli Henry L. Barnett, kapitan w sekcji medycznej Manhattan Project, John W. Fertig, SRDG, Dr David Hodge i AST, dyrektor ds. stomatologiczną Państwowego Departamentu Zdrowia w Nowym Jorku, który został dokoptowany do Newburg projekt. Grupa szukała informacji o kumulacji fluoru, co było również celem Projektu Manhattan.

1944 r. – Wcześniejsze niejawne dokumenty z Projektu Manhattan wskazywały, że rząd znał psycho-fizjologiczne i behawioralne skutki fluorków, w wyniku badań związanych z określeniem wpływu przetwarzania uranu na pracowników, a także studia w obronie sporu sądowego z plantatorami, którzy doświadczyli uszkodzenia drzew fluorem w powietrzu z zanieczyszczeń związanych z projektem. Ref.: odtajnione dokumenty z archiwów krajowych, opublikowanych w 1997 roku. 70 lat później tzw. eksperci sądowi w Gdańsku nadal nie widzieli związku toksyczności fluoru w powietrzu, z padaniem zwierząt i niszczeniem sadów. Sąd oparł się na ich opracowaniach, chociaż twierdzili, że fluor rozpoznawali po smaku (fluor nie posiada smaku). Sędziemu taki stopień wiedzy nie przeszkadzał w uznaniu ich zeznań za wiarygodne.

1944 r. – Dokument „Memo Manhattan Project” z 29 kwietnia 1944 odtajniony w 1997 roku, stwierdza: „Badania kliniczne wskazują, że sześciofluorek uranu może mieć uszkadzający wpływ na ośrodkowy układ nerwowy, splątanie, senność i znużenie (…) wydaje się, że składnik fluorek jest czynnikiem sprawczym (…) jeżeli praca z tymi związkami jest niezbędna, to będzie konieczne, aby z góry wiedzieć, jakie mogą wystąpić działania umysłowe po ekspozycji i czy robotnicy są odpowiednio chronieni. Jest to ważne nie tylko w celu ochrony danej jednostki, ale także, aby zapobiec problemom konfliktów i uszkodzeń, przez niewłaściwie wykonujących swoje obowiązki”.

1945 r., już po rozpoczęciu eksperymentu w Grand Rapids, jeden z głównych inspektorów FDA (Agencja ds. Żywności i Leków) odkrywa, że w pewnym browarze w Massachusetts dodaje się fluorku do piwa. Właściciela browaru natychmiast zostaje aresztowany i postawiony przed sądem pod zarzutem zatruwania piwa. Zgodnie z aktem oskarżenia, w piwie „odkryto szkodliwą truciznę, fluorek, który zgodnie z obowiązującym przepisem (Section 301a of the Food, Drug and Cosmetic Act) był niebezpieczny…”  Stwierdza się, że fluorek został dodany w ilości 0.5 ppm. Tak więc w 1945 r., zdaniem federalnej agencji FDA, fluorek był jeszcze trucizną, nawet było go o połowę mniej niż wcześniej, 1 stycznia, zaczęto dodawać do wody w Grand Rapids. Nawiasem mówiąc, piwiarnia musiała zapłacić grzywnę, a jej szefa skazano na pół roku więzienia plus trzy lata w zawieszeniu.

1946 r. wprowadzono fluorek w sześciu innych wielkich miastach amerykańskich.

1947 r., po mianowaniu Oscara Ewinga szefem Federalnej Agencji Bezpieczeństwa – której podlegała Amerykańska Służba Zdrowia Publicznego – program fluorkowania rusza naprzód pełną parą i w ciągu następnych trzech lat zaczęto pompować fluorek do wody w 87 kolejnych miastach.

1948 r. w Dobnora w stanie Pennsylvania dochodzi do podobnej katastrofy jak ta z 1930 roku. Ginie około 20 osób. Stężenie fluoru we krwi ofiar było 12 do 25 razy wyższe niż u osób zdrowych (G. Edward Griffin „Świat bez raka. Opowieść o witaminie B17 str. 260-263)

1950 r. U.S. Dispensatory (książka – komentarz do farmakopei), 24. wydanie, na str. 1456 tak określa fluorki: “Silne trucizny dla wszystkich żywych tkanek, jako że powodują strącanie wapnia. Wywołują spadek ciśnienia krwi, zaburzenia oddychania oraz ogólny paraliż. Długotrwała konsumpcja dawek mniejszych niż śmiertelne permanentnie hamuje wzrost…używanie środków do czyszczenia zębów oraz leków wewnętrznych zawierających fluorek nie jest uzasadnione.”W następnych wydaniach U.S. Dispensatory redaktorzy usunęli cały powyższy fragment.

1950 r. Amerykańska Służba Zdrowia Publicznego, pod kierownictwem Oscara Ewinga, oficjalnie i otwarcie popiera fluorkowanie wody pitnej w USA. W tym samym roku Fundacja Badań Naukowych Cukru, zrzeszająca 130 przedsiębiorstw, przyznaje, że cukier jest jedną z głównych przyczyn próchnicy zębów. Fundacja udziela dotacji pieniężnych Katedrze Żywienia Uniwersytetu Harvarda na „rozwiązanie problemu próchnicy zębów bez ograniczania spożycia cukru”. Pod wpływem tych dotacji uniwersytet zaleca fluorkowanie wody. Dwie placówki najbardziej popierające fluorek, Uczelnia Dentystyczna Harvarda i Uniwersytet Rochester, otrzymują od przemysłu cukrowniczego wysokie dotacje na badania fluorku.

1950 r. sąd w Tacomie nakazuje fabryce z okręgu Blount w Tennesee wypłacenie odszkodowania ranczerowi, którego krowy otruły się trawą skażoną fluorem.

1952 r. Pismo Amerykańskiego Związku Dentystów poleca wszystkim dentystom, by nie dzielili się z pacjentami swymi osobistymi opiniami na temat fluorku.

1952 r. rozpoczęto dodawanie fluorku do miejskiej wody w San Francisco, Pittsburgu i szeregu innych, dużych i małych miast. 29 listopada 1960 r. asfalt na ulicy o szerokości 15 metrów zapadł się na długości 60 metrów po tym, jak pękła prawie nowa, główna rura wodociągowa. Laboratoryjne badania wykazały, że rurę zniszczyły związki fluoru. Stwierdzono na niej fluorek o koncentracji 22,000 ppm. Gazeta Pittsburg Press z 15 października 1967 r. doniosła, że 98% zamieszkałych w Pittsburgu dzieci w wieku 13 – 15 lat ma krzywe zęby.

1954 r. Christian Science Monitor zwraca się do 81 laureatów Nagrody Nobla, uczonych reprezentujących chemię, medycynę i biologię, by przedstawili swe opinie na temat fluorkowania wody pitnej. 79% owych ekspertów nie poparło tej sprawy, mimo twierdzeń propagatorów fluoryzacji, że popierają ją wszyscy znani uczeni.

1955 r. rozpoczęto sprzedaż past do zębów z fluorkiem, zaopatrzonych w ostrzeżenie, że „fluorkowanej pasty do zębów nie należy używać w miejscowościach, gdzie fluorku dodaje się do wody”. Po dwóch latach ostrzeżenie to zostało usunięte.

Fluorek staje się pożyteczną odżywką

1956 r. Pismo Amerykańskiego Związku Dentystów publikuje, „przeznaczone do powszechnego użytku”, rezultaty eksperymentu w Newburghu, zgodnie z którymi fluorek w niskiej koncentracji miał być bezpieczny dla amerykańskich obywateli. Biologiczny dowód pochodził od dr Hodge’a z Uniwersytetu Rochester.

1957 r. wytwórnia aluminium ALCOA poinformowała, że sprzedaje fluorek sodu różnym miejscowościom w celu fluorkowania ich wody.

kwiecień 1958 r. Związek Amerykańskich Lekarzy i Chirurgów, zrzeszający ponad 15 tysięcy członków, podejmuje uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec fluorkowania: ”Związek potępia wprowadzanie do publicznych wodociągów wszelkich materiałów, których celem jest wywieranie wpływu na fizyczne lub umysłowe funkcjonowanie konsumentów.”

1958 r. znany genetyk H.J. Muller wykazuje, że fluorki powodują zasadnicze szkody, gdy dostawszy się do komórki naruszają jej układ genetyczny.

1964 r. fluorkowanie zostało zakazane w Danii. Periodyk Brytyjskich Dentystów podał wyniki czteroletnich badań obejmujących 1,000 dzieci: Nie stwierdzono żadnych istotnych różnic, jeśli chodzi o nasilenie próchnicy zębów, między dziećmi używającymi fluorkowanej pasty do zębów oraz tymi, które myły zęby pastą bez fluorku. Badania przeprowadzili profesorowie uniwersytetu całkowicie niezależni od przemysłu artykułów dentystycznych i fluorkowych, zaś uzyskane dane opracowali statystycy niezależni od profesorów, w przeciwieństwie do badań wykonanych w USA, w które zawsze, pośrednio lub bezpośrednio, zaangażowane były owe gałęzie przemysłu.

4 stycznia 1971 r. Niemcy zabraniają fluoryzacji. 18 listopada tegoż roku szwedzki parlament unieważnił, uznaną wcześniej za nielegalną, ustawę o fluoryzacji stwierdzając: ”Po prostu nie istnieje prawdziwy dowód na poparcie szeroko rozpowszechnianych twierdzeń propagatorów fluorkowania”.

1968 r. kiedy redakcje naukowych magazynów odmówiły opublikowania badań kwestionujących bezpieczeństwo fluoryzowania wody, ich autorzy stworzyli recenzowane czasopismo „Fluor”, aby dotrzeć z nimi do szerszej publiczności. „Fluor” ukazał się po raz pierwszy w 1968 roku – i choć zapewne ty ani twój dentysta o nim nie słyszeliście – ukazuje się po dziś dzień.

Bezpłatny dostęp do archiwalnych numerów magazynu „Fluor”: www.fluoride-journal.com lub www.fluorideresearch.org

22 czerwiec 1973 r. Holandia zabrania fluoryzacji wody.

13 listopad 1973 r. w „Journal of the American Medical Association” zostają opublikowane wyniki badań, jakie Mayo Clinic przeprowadziła w sprawie dwóch przypadków zatrucia fluorem z wody pitnej. W ppierwszym woda zawierała 2,6 milionowych części fluoru, w drugim 1,7.

1977 r. Podkomisja Kongresowa ds. Stosunków Międzyrządowych organizuje dwa pełne przesłuchania kongresowe poświęcone sprawie fluorku. W trakcie przesłuchań wykazano, że „naukowe usiłowania” propagatorów fluoryzacji oparte są na oszustwie oraz że przeprowadzone badania naukowe nie pozostawiają żadnych wątpliwości, iż fluorkowanie prowadzi co roku w USA do ponad 10,000 zgonów z powodu raka.

1978 r. naukowcy z Pomorskiej Akademii Medycznej w Polsce stwierdzają, że fluorki powodują genetyczne szkody w komórkach ludzkiej krwi. W tym samym roku w Pensylwanii został wygrany proces sądowy, w ramach którego dowiedziono szkodliwości fluoryzacji i w rezultacie została ona zakazana. Wzbudziło to zaniepokojenie propagatorów fluorkowania, w imieniu których Amerykański Związek Dentystów wydał w następnym roku tzw. biały dokument, w którym przeciwników fluoryzacji nazwano “nie doinformowanymi quasi-ekspertami, którzy nie mają żadnych kwalifikacji, by mogli się odważyć mówić o takich naukowych tematach jak fluoryzacja i których motywy są absolutnie egoistyczne”. Poza tym Związek jeszcze raz opowiedział się za “wpływającymi na całe życie zaletami fluoryzacji”.

 20 styczeń 1979 r. New York Times ukazuje się następujący artykuł (fragment): „Ława przysięgłych Sądu Najwyższego Stanu Nowy Jork przyznał rodzicom trzyletniego chłopca z Brooklynu odszkodowanie w wysokości 750,000 dolarów. Chłopczyk w czasie swej pierwszej w życiu wizyty u dentysty, w miejskiej przychodni dentystycznej, otrzymał śmiertelną dawkę fluorku, następnie niemal przez pięć godzin nikt się nim nie zajął w poczekalni przychodni dziecięcej oraz w Szpitalu Brookdale, mimo że jego matka błagała o pomoc. Chłopczyk popadł w śpiączkę i zmarł.”

W artykule podano, że dentysta nie stwierdził u chłopca próchnicy zębów, przekazał go więc asystentce. Ta posmarowała zęby dziecka fluorkowym żelem, ale „zapomniała” mu powiedzieć, by wypluł wszystko po wypłukaniu ust. Dziecko jednak wszystko połknęło i po pięciu godzinach, wijąc się z bólu, zmarło. (Dzieci do szóstego roku życia nie potrafią w zasadzie odpowiednio kontrolować refleksów przełykania.)

W tym samym roku Terry Leder stwierdziła na piśmie, że w 1969 r. pracowała jako asystentka pewnego dentysty, który polecił wykonać zabieg z fluorkiem u małego dziecka, które natychmiast dostało konwulsji i zmarło. Zdaniem Terry Leder fluorkowy żel – mający przyjemny smak, żeby dzieci nie protestowały – zawiera 10,000 ppm fluorku i jest pozostawiany na zębach przez około pięć minut. Przed końcem tegoż roku w Melbourne, w Australii zmarło inne dziecko po połknięciu sześciu tabletek z fluorkiem.

1981 r. w japońskiej Akademii Dentystycznej Kanagawa, dr K. Ishida przeprowadza badania, które wykazują, że już w ilości 1 ppm (tyle co najmniej dodaje się do wody w Ameryce) fluorek zakłóca w organizmie wytwarzanie kolagenu. Powoduje on rozkład kolagenu, osteoporozę, raka kości, łamliwość kości i zębów, a także niszczy tkanki łączne, które utrzymują nasze organy w odpowiedniej pozycji.

1986 r. Ośrodek Toksykologii Rocky Mountain poinformował o 87 przypadkach zatrucia fluorkiem. Zmarło trzynastomiesięczne niemowlę. Fluorek sodu (znajdujący się także w pastach do zębów) jest najczęstszą przyczyną ostrych zatruć u dzieci powodowanych jedną substancją.

30 marzec 1989 r. Kalifornijski Urząd Służby Zdrowia doniósł, że w butelkowanej wodzie o nazwie Niagara znaleziono 450 ppm fluorku. Kierownik urzędu, Kenneth Kizer ostrzegł ludność, że picie tej wody grozi śmiercią.

21 lipiec 1990 r. Chuck Filippini zabrał swą ośmioletnią córeczkę do dentysty, gdzie wykonano u niej zabieg z użyciem fluorku. Po dwóch godzinach dziecko się rozchorowało, a po trzech dniach zmarło. W tym samym roku Amerykański Związek Dentystów opublikował komunikat prasowy, zgodnie z którym „fluoryzacja wody pitnej jest najbezpieczniejszą, najskuteczniejszą i najbardziej oszczędną metodą służby zdrowia zwalczającą próchnicę zębów”.

Więcej przypadków raka,  –   niższy poziom inteligencji

1991 r. Krajowy Instytut Onkologii podejmuje badania mieszkańców USA odnośnie zachorowań na raka mogących mieć powiązanie z fluorkiem. Stwierdzono “wzrost zachorowań na raka kości i stawów we wszystkich grupach wiekowych, głównie w związku z tendencją wzrostową w grupie wiekowej poniżej 20 lat, w powiatach fluorkowanych, w przeciwieństwie do powiatów nie fluorkowanych…”. Instytut Onkologii opracował szczegółowe rozprawy dotyczące wielu powiatów stanów Washington i Iowa. Stwierdzono, że:   “ograniczając się do wskaźników procentowych dla grupy wiekowej poniżej 20 lat, w grupie tej, u przedstawicieli obu płci, zachorowalność na raka kości i stawów w okresie od 1973 – 80 do 1981 – 87 wzrosła o 47% we fluorkowanych regionach Washington i Iowa i spadła o 34% w regionach nie fluorkowanych. W grupie mężczyzn w wieku poniżej 20 lat zachorowalność na raka kości wzrosła o 70% w regionach fluorkowanych i spadła o 4% w nie fluorkowanych”.

Jak wynika z danych stanowych, w 1992 r. 144 miliony Amerykanów spożywały fluorek w wodzie. W tym samym roku Michael Perrone z ramienia władz ustawodawczych New Jersey zwrócił się do FDA o dane dotyczące bezpieczeństwa i efektywności sprzedawanych w sklepach tabletek i kropli z fluorkiem. Po sześciu miesiącach FDA wreszcie przyznała, że nie posiada danych wskazujących na to, iż fluorkowe tabletki i krople są bezpieczne i skuteczne.

1995 r. chińscy uczeni przeprowadzają badania poziomu inteligencji 907 dzieci w wieku 8 – 13 lat w powiązaniu z występującą wśród nich fluorozą zębów. Naukowcy stwierdzili, że “iloraz inteligencji  dzieci żyjących w regionach ze średnim lub poważnym rozpowszechnieniem fluorozy był niższy niż dzieci zamieszkujących regiony, gdzie fluorozy nie stwierdzono lub jest ona rzadka. Wygląda na to, że fluorek wpływa negatywnie na rozwój inteligencji.”

2 styczeń 1997 r. związek zawodowy reprezentujący 1500 naukowców, inżynierów, prawników i innych specjalistów z Agencji Ochrony Środowiska (EPA) występuje z następującym oświadczeniem: „Dowody zbadane przez naszych członków w ciągu ostatnich 11 lat, w tym epidemiologiczne badania zwierząt i ludzi, wskazują na przyczynowe powiązanie między fluorkiem/fluorkowaniem, a rakiem, szkodami genetycznymi i neurologicznymi oraz chorobami kości. W tym samym roku FDA wydała rozporządzenie dotyczące etykietek na pastach do zębów, zgodnie z którym należy na nich umieszczać następujące ostrzeżenie: „Jeśli przypadkowo połknie się więcej pasty niż porcja używana do mycia zębów, należy natychmiast zwrócić się o pomoc medyczną lub skontaktować się z ośrodkiem toksykologii”.  Zdaniem Amerykańskiego Związku Dentystów nowe “ostrzeżenie wymagane przez FDA na fluorkowych pastach do zębów może niepotrzebnie przestraszyć rodziców i dzieci, a poza tym taka etykietka znacznie wyolbrzymia dowiedzione lub możliwe zagrożenie ze strony fluorkowych past do zębów”.

1999 r. jeden z najwybitniejszych propagatorów fluorku, kierownik Wydziału  Prewencji Dentystycznej Uniwersytetu w Toronto, prezes Kanadyjskiego Towarzystwa Badań Dentystycznych, dr Hardy Limeback w ramach dramatycznego zwrotu przeprosił swój wydział i studentów za dotychczasowe popieranie fluorkowania. W wywiadzie udzielonym 5 grudnia 1999 r. pismu The Tribune w Arizonie stwierdził: “Występując jako szef wydziału prewencji dentystycznej powiedziałem, że nieświadomie wprowadziłem w błąd moich kolegów i studentów. W ciągu minionych 15 lat odmawiałem przestudiowania toksykologicznych informacji dostępnych dla każdego. Zatruwanie naszych dzieci było jak najdalsze od moich intencji”. Zdaniem dr Limebacka “dzieci poniżej trzech lat nigdy nie powinny używać pasty do zębów z fluorkiem. Natomiast do odżywek dla niemowląt nigdy, w żadnych warunkach, nie wolno dodawać (fluorkowanej) wody z kranu w Toronto! Nigdy!” W decyzji dr Limebacka odegrał rolę eksperyment z udziałem dwóch największych miast w Kanadzie. ”Tutaj, w Toronto – powiedział on – od 36 lat dodajemy fluorku do wody. Mimo to w Vancouver, gdzie nigdy nie było fluoryzacji, próchnica zębów jest mniej rozpowszechniona niż w Toronto!”

29 czerwiec 2000 r. Amerykański Związek Dentystów (ADA) wydaje oświadczenie odnośnie efektywności i bezpieczeństwa fluoryzacji wody: „Od przeszło 40 lat Amerykański Związek Dentystów popiera fluoryzację publicznych zasobów wody jako bezpieczną i skuteczną w zapobieganiu próchnicy zębów… Niestety, mimo przytłaczających dowodów bezpieczeństwa i efektywności fluoryzacji, ponad 100 milionów Amerykanów ciągle jeszcze nie może korzystać z fluorkowanej wody. ADA, wspólnie ze stanowymi i lokalnymi organizacjami dentystów, kontynuuje współpracę z federalnymi, stanowymi i lokalnymi agencjami w celu zwiększenia liczby miejscowości ciągnących korzyści z fluorkowania publicznych zasobów wody”.

2003 r. badania przeprowadzone przez Agencję Toksyczności Substancji i Rejestru Chorób w 2003 roku, wykazują, że fluor łatwo przenika przez barierę łożyskową do płodu.

2006 r. FLUOR WPŁYWA NA MÓZG, KTÓRY W OKRESIE ROZWOJU JEST O WIELE BARDZIEJ PODATNY NA USZKODZENIA PRZEZ SUBSTANCJE TOKSYCZNE. Grandjean i Landrigan

20 lipiec 2012 r. publikacja pracy (PMCID:PMC3491930), analizującej publikacje na temat oddziaływania fluoru, zgodnie z procedurą Cochrane podaje, że dzieci zamieszkujące obszary o wysokiej koncentracji fluoru mają znacząco niższe IQ, aniżeli dzieci zamieszkujące tereny o niskim stężeniu fluoru.

JAK SIĘ BRONIĆ?

  • sprawdź czy twoja woda jest fluorowana w wodociągach, jeżeli tak oczyść ją i nigdy nie podlewaj nią roślin w swoim przydomowym ogródku,
  • używaj past bez fluoru,
  • szukaj wody mineralnej, która nie zwiera fluorków, ale pamiętaj, że woda w plastikowych butelkach jest bogata w kolejna truciznę bisfenole,
  • czytaj skład tego co kupujesz.

PODSUMOWANIE

Im więcej toksyn  pojawia się w naszym życiu, tym więcej składników odżywczych potrzeba, by dać sobie z nimi radę. Każdego roku liczba toksycznych substancji, z którymi się stykamy, wzrasta, a nasze DNA nie ma czasu, by się do tego przystosować.

Pamiętaj, że źródłem fluoru, który ci podają, nie jest żadne naturalne pożywienie, jest to odpad przemysłowy z przetwórni aluminium, który możemy znaleźć m.in. w trutce na szczury.

Zobacz także:

Jod – jak rozpalić i utrzymać płomień życia

Lektyna WGA

Niedobory magnezu – 32 symptomy

Tarcza przed mrokiem zniszczenia – lecznicze właściwości sody

Pszeniczny brzuch i ciastkowata buzia

Woda

Woda osolona

Pij wodę zaraz po przebudzeniu

Odwodnienie i jego objawy

Bibliografia:
 

Multizadaniowy mózg – czyli jak sabotujemy naszą wydajność i kreatywność

multitasking-jpg

Istoty ludzkie, jako jedyne spośród żyjących na ziemi stworzeń, posiadają refleksyjny mózg. Niestety większość z nas sabotuje go każdego dnia. Ograniczamy w ten sposób naszą produktywność, moc twórczą i dobre samopoczucie. Dr Theo Compernolle jest belgijskim lekarzem, który posiada trzydziestoletnie doświadczenia w dziedzinach psychiatrii klinicznej, neuropsychiatrii i neurologii.

Jego książka „Brain Chains: Discover Your Brain, to Unleash Its Full Potential In a Hyperconected, Multitaksing World” (niedostępna w języku polskim) odkrywa przed czytelnikiem, jak rozróżnić tzw. mózg odruchowy (sensoryczny) od mózgu refleksyjnego i jak zrozumienie wewnętrznej pracy mózgu, może dramatycznie zwiększyć twoją produktywność i jakość życia.

Twoje 3 mózgi: odruchowy, refleksyjny i archiwizujący

neurony

Dr Compernolle współpracując z korporacjami i firmami, poczynił pewne obserwacje:

‚Kiedy iPad-y, iPhon-y i smartfony weszły na rynek, świat zwariował. Miałem wrażenie, że ci wszyscy ludzie próbują robić coś niemożliwego – czyli starają się być wielozadaniowi, tzw. multitasking.’

Co ciekawe większość ludzi uważa, że wielozadaniowość jest nie tylko możliwa, ale wręcz korzystna. Nie można się chyba bardziej mylić. Jak się okazuje, efektywny multitasking jest niemożliwy i przynosi nam wielką szkodę.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak jest, musisz zdać sobie sprawę, że Twój mózg jest wielką siecią, złożoną z około 80 miliardów neuronów oraz komórek glejowych, które odgrywają rolę w przetwarzaniu informacji.

Każdy neuron w twoim mózgu ma pomiędzy 1000 a 300 000 połączeń. Więc kiedy mówimy o odruchowym, refleksyjnym i archiwizującym mózgu, należy pamiętać, że wszystkie te sieci są wewnętrznie połączone.

Jednakże każdy z tych „mózgów” ma swoją szczególną charakterystykę. Kiedy więc zrozumiesz funkcjonowanie tych odmiennych części, sam dojdziesz do wniosku, że bycie wielozadaniowym zwyczajnie nie działa.

Mózg odruchowy (sensoryczny)

To ten, który jest wspólny dla ludzi i zwierząt. Jest całkowicie skupiony na tym co tu i teraz. Przyjmuje informacje od wszystkich zmysłów i reaguje błyskawicznie.

Jedynym światem, który istnieje dla twojego odruchowego mózgu, jest to, co doświadczasz przy pomocy zmysłów. Wszystkie te informacje są przez niego przyjmowane bardzo szybko, ale kiedy coś jest spoza zasięgu zmysłów, „nie istnieje” dla mózgu odruchowego wcale.

Mózg sensoryczny jest zaangażowany do pracy kiedy np. serfujesz po sieci, dlatego czasem łapiesz się na tym, że niepostrzeżenie cała godzina upłynęła, kiedy twoja uwaga była pochłonięta wirtualnym światem.

Mózg refleksyjny

Ta część pozwala nam myśleć abstrakcyjnie. Używasz go gdy np. wspominasz przeszłość albo wyobrażasz sobie przyszłość. Może on zajmować się tylko jedną rzeczą w danym czasie, więc nigdy nie będzie wielozadaniowy.

Jedynie ludzie posiadają zdolność myślenia abstrakcyjnego. Niektóre zwierzęta takie jak psy, koty, małpy człekokształtne, mogą być zdolne do mniejszych refleksji, ale nigdy w stopniu w jakim robi to człowiek.

Twój refleksyjny mózg pozwala ci rozważać, zastanawiać się nad rzeczami, niekoniecznie będącymi dzisiaj w twoim zasięgu, pozwala też myśleć o abstrakcyjnych ideach.

To właśnie wszyscy ciągle robimy – wyobrażamy sobie różne rzeczy, tworzymy plany awaryjne, oparte na tym co uważamy za prawdopodobne.

Mózg refleksyjny pozwala nam także wymyślić, stworzyć coś co nigdy wcześniej nie istniało. Matematyka również należy do tego mózgu, ponieważ jest czystą abstrakcją.

Problem z byciem coraz bardziej wielozadaniowymi w jednym czasie, polega na tym, że nigdy nie będziemy mogli w pełni wykorzystać całego potencjału naszego refleksyjnego mózgu. Sami więc sabotujemy nasze możliwości, chyba że nauczymy się właściwie korzystać z dostępnej technologii, tak by nie stać się jej upośledzonymi niewolnikami.

Mózg archiwizujący i pamięć operacyjna (robocza, świeża)

Mózg archiwizujący zajmuje się dokładnie tym na co wskazuje jego nazwa – przechowuje informacje w pamięci. Jednakże niejako rywalizuje on z „myślącym mózgiem”, ponieważ używa tego samego „procesora” – pamięci roboczej.

Pamięć krótkotrwała czy robocza? Niektórzy badacze stosują te określenia zamiennie. Chociaż w 1974 Baddeley i Hitch zaproponowali by model pamięci roboczej/operacyjnej zastąpił ogólną koncepcję pamięci krótkotrwałej. Według innych podziałów pamięć operacyjna jest specjalnym rodzajem pamięci krótkotrwałej.

Pamięć operacyjna to brama do naszego umysłu. Informacje właśnie przez nią trafiają do magazynu wiedzy, czyli pamięci długotrwałej. Pamięć robocza przechowuje też dane przetwarzane na bieżąco. Również w niej dokonują się podstawowe operacje intelektualnePodobnie, przy przypominaniu, informacja jest wydobywana poprzez pamięć roboczą.

Od pamięci roboczej zależy jak wiele informacji może być zmagazynowanych w pamięci długotrwałej. Decyduje ona również o tym, ile danych może być wywołanych ponownie. Pamięć robocza jest najważniejsza w przyswajaniu, obróbce i odtwarzaniu informacji.  Każda informacja musi więc przejść przez pamięć roboczą, dopiero wtedy może być zapamiętana lub odtworzona z pamięci i ponownie wykorzystana.

Pojemność pamięci roboczej u dorosłego człowieka oceniana jest na 80 bitów. Tyle jesteśmy w stanie przyjąć przy pełnym skupieniu uwagi – 80 z 100 000 000 000 bitów w ciągu każdej sekundy. Z miliarda informacji otrzymywanych co sekundę z otoczenia, filtry świadomości przepuszczają zaledwie 80, reszta trafia do podświadomości ale o tym innym razem…

Pamięć operacyjna utrzymuje informacje przeważnie przez około 20 sekund, czyli znacznie dłużej niż w przypadku pamięci sensorycznej. Co istotne, gdy dochodzi do przeładowania pamięci operacyjnej, elementy, które były w niej wcześniej zostają usunięte, by ustąpić miejsca nowszym. Dlatego właśnie wielozadaniowość nie ma najmniejszego sensu i jest bardzo mało efektywna.

Warto również pamiętać, że nasza kora zawsze będzie używała 100 % pamięci operacyjnej. Dlatego jeśli na przykład ciężko nad czymś pracujesz (myślisz), niewiele informacji może zostać przyswojonych i zarchiwizowanych. Archiwizowanie większość rzeczy w pamięci ma miejsce, kiedy nie myślisz zbyt intensywnie.

Mózg archiwizujący ma największe szanse żeby zarchiwizować informacje, kiedy robisz sobie przerwę od myślenia. Najlepszą taką przerwą jest oczywiście sen w nocy. W czasie snu mózg tak naprawdę ciężko pracuje.

W czasie pierwszej części nocy, gromadzi, archiwizuje i reorganizuje zdobyte informacje. W ostatniej części nocy, twój archiwizujący mózg przygotowuje cię do następnego dnia, dlatego niezwykle istotne jest, by dobrze się wysypiać i nie kłaść się spać późno.

Odrzuć wielozadaniowość żeby stać się bardziej produktywnym

Powiedzmy, że pracujesz nad czymś ważnym, np. raportem. Wszystkie potrzebne informacje masz teraz w pamięci roboczej, ale nagle na telefonie miga powiadomienie o nadchodzącej wiadomości. W tym momencie, jak twierdzi dr Compernolle, tracisz od razu 2 minuty swojej koncentracji. Powiadomienie, które nadeszło już cię rozproszyło, nawet jeśli nie sprawdzasz od razu co to, będziesz o tym prawdopodobnie myślał.

Tym razem postanawiasz jednak zweryfikować, kto też do ciebie napisał, bo może to coś ważnego. Stwierdzasz, ze to krótki mail, na który możesz od razu odpowiedzieć. Właśnie dokonałeś sabotażu na swoim mózgu i mocno przytłumiłeś cały jego potencjał. Po pierwsze twój mózg musi wszystkie kompleksowe idee, pomysły i rozwiązania, nad którymi myślałeś, przekazać do pamięci skroniowej. Później, musi wyczyścić pamięć roboczą, i z pamięci długotrwałej pobrać informacje potrzebne, by odpowiedzieć na maila. Czy jednak kończy się tylko na tej jednej wiadomości? Często nie. Sprawdzasz jeszcze pozostałe komunikatory, dzwonisz gdzieś i 11 e-maili później, przypominasz sobie, że pracowałeś nad czymś ważnym. Znowu więc przetwarzasz informacje, które zostały w pamięci skroniowej i zabierasz się do pracy. Wysyłasz raport szefowi, który też jest multizadaniowy. Kilka minut później on dzwoni do ciebie i mówi, że raport jest ok, ale kompletnie zapomniałeś w nim uwzględnić jeden ważny rozdział. ‚Zapomniałeś’? Nie, zgubiłeś go w pamięci skroniowej, kiedy odpisywałeś na maile i wiadomości tak szybko, że twój archiwizujący mózg, nie miał czasu ani możliwości zmagazynować go w pamięci długotrwałej.

Jak zatem stać się bardziej wydajnym

brain

Znając już funkcjonowanie naszego mózgu, jeżeli idzie o przyswajanie, przetwarzanie i zapamiętywanie informacji, warto zastanowić się jak zwiększyć jego efektywność.

MultitaskingTO NIE DZIAŁA … chyba że chcesz być jak najmniej wydajny.
Jeżeli jesteś w pracy, przede wszystkim skupiaj się na jednym konkretnym zadaniu, po jego zakończeniu zrób sobie krótką przerwę i dopiero przechodź do następnego. Powiesz deadline’y, presja czasu, wszystko miało być na wczoraj. Usiądź spokojnie i pamiętaj, twoja wielozadaniowość i towarzyszący jej narastający stres kosztuje cię obniżeniem efektywności i tak naprawdę dłuższym czasem poświęconym na wykonywanie różnych zadań.

Nie stresuj się i nie stresuj też innych. W środowisku gdzie panuje współpraca, zaufanie i zrozumienie, a nie darwinowska rywalizacja i wyścig szczurów, znacznie łatwiej osiągać wytyczone cele. Chociaż lekki stres może wspomagać nasze zdolności zapamiętywania i przypominania, to jego nasilenie powoduje efekt odwrotny. Zbyt duży stres, negatywnie wpływa na naszą pamięć roboczą. Zapewne, każdy z nas od czasu do czasu miewa to wrażenie kompletnej pustki w głowie i ściśniętego żołądka. Dzieje się tak dlatego, że w chwilach poważnego stresu większa część krwi, odpływa z brzucha do mięśni, po czym następuje reakcja zwana walcz albo uciekaj. O ile w chwilach poważnego fizycznego zagrożenia, kiedy faktycznie musimy stanąć do walki albo uciec, zasada ta się przydaje i może nam uratować życie, o tyle podobne reagowanie na np. trudne sytuacje w pracy lub w kontaktach osobistych, przynosi odwrotny skutek. Długotrwały, nierozładowany stres kumuluje się w nas, powodując stopniowe zatruwanie organizmu. Ciągłe utrzymywanie się wysokiego poziomu hormonów stresu sprawia, ze zaczynają one wpływać toksycznie na mózg, upośledzając pamięć. Działamy wtedy automatycznie, bo jesteśmy skupieni na tym co nas stresuje, dlatego nie pamiętamy wielu podjętych czynności (np. czy zamknęliśmy drzwi).

Wiecie co robi ścigany zając długo po tym jak zagrożenie minęło, nadal biega by rozładować skumulowany w nim stres. W naszym przypadku aktywność fizyczna też się sprawdzi, a jeśli nie możemy od razu pójść „pobiegać”, to przynajmniej stosujmy techniki spowolnionego oddechu.

Stres to jeden z największych wrogów naszej pamięci i efektywności, a wielozadaniowość dodatkowo go potęguje.

Co jeszcze może nam pomóc w zwiększaniu efektywności i unikaniu multitaskingu? Nie każdy e-mail jest ważny, nie na każdy musimy odpowiadać, nie każda migające powiadomienie zasługuje na naszą uwagę. Nie musimy za każdym razem, gdy usłyszymy znajomy dźwięk przychodzącej wiadomości, odrywać się od tego czym akurat się zajmujemy, a tym bardziej nie róbmy tego gdy odpoczywamy. Scrollowanie po Facebooku to nie odpoczynek!

Kiedy np. w czasie pracy nad czymś ważnym, nagle ciągnie cię, żeby zobaczyć, co też się dzieje w wirtualnym świecie, to znak, że twój mózg jest zmęczony i potrzebuje krótkiej przerwy … pod tym pojęciem należy rozumieć przysłowiowe rozprostowanie kości, spacerek, zrobienie sobie herbatki, pogadanie z kimś itd. słowem czynności mało obciążające.

Kolejna dobra rada -> w pracy układaj zadania wg stopnia ważności. Zmniejsz do minimum bodźce, mogące cię rozpraszać. Jak to zrobić w praktyce?

Wyłącz dźwiękowe powiadomienia outlooka. Jeśli możesz, zaglądaj na swoją pocztę jak najrzadziej, a najlepiej wyznacz sobie na to konkretne godziny, w czasie których poświęcisz czas na przejrzenie przychodzących wiadomości i odpowiedzenie na najważniejsze. Nie musisz odpowiadać na wszystkie. Warto również nie korzystać z e-maili albo innych komunikatorów tekstowych, gdy musisz przekazać komuś negatywne wiadomości, kiedy sprawa związana jest z emocjami i oczywiście kiedy jesteśmy zdenerwowani.

Wycisz i-phone’a / smartfona (jeżeli koniecznie musisz pozostać online), ale najlepiej na czas intensywnej pracy i skupienia uwagi wyłącz transmisję danych/wi-fi. Może i ominie cię niekończąca się wymiana informacji i maili w wirtualnym świecie, ale za to szybciej i łatwiej wywiążesz się z czekających cię zadań. Elektroniczne narzędzia takie jak smartfony powstrzymują cię od osiągania prawdziwych celów życiowych. Kiedy przerywasz dane zajęcie, za każdym razem gdy otrzymasz wiadomość, będziesz potrzebował 4razy !!! więcej czasu na jego wykonanie, co oznacza, że będziesz pracował dłużej, spał mniej, popełnisz więcej błędów.

Kiedy pracujesz nad czymś, staraj się nie błądzić myślami i nie analizować co też masz do zrobienia w dalszej kolejności, twoja pamięć szybko się przeładuje i 15 kolejnych myśli później niepostrzeżenie wypłyniesz na szerokie wody niepotrzebnych spekulacji i analiz.

Nie tocz niekończących się dyskusji ze swoim ego, które dopóki nie nauczysz się nad nim panować, nieustannie będzie gadać w twojej głowie, przy okazji prowadząc wyimaginowane rozmowy z kontrahentami, szefem, partnerem, przyjaciółmi. 90 % tego o co się zamartwiasz, prawdopodobnie się nie zdarzy, a jeśli nawet, to możesz być zaskoczony swoją prawdziwą reakcją na daną sytuację. To samo dotyczy wyimaginowanych rozmów z ludźmi, albo snucia domysłów, dlaczego zachowali się tak a nie inaczej. Pewnie sam złapałeś się na tym, że toczyłeś z kimś w swojej głowie całą dyskusję. Układałeś co powiesz, co też może odpowiedzieć ci ta osoba, a w rzeczywistości albo do rozmowy wcale nie doszło, albo jej przebieg był zupełnie inny niż oczekiwałeś. Tym sposobem otrzymujemy proste równanie: ego + wyimaginowane dywagacje i rozmowy = zmarnowany czas, a obok tego idą również emocje, myśli potrafią bowiem nas nieźle nakręcić i zestresować.

Staraj się nie używać elektronicznych gadgetów na jakieś półtorej godziny albo więcej przed pójściem spać. W tym czasie zapisz dwa najważniejsze zadania, które czekają cię następnego dnia, twój archiwizujący mózg popracuje nad nimi w nocy. Następnie rano, zanim sięgniesz po elektroniczne rozpraszacze uwagi ;), zajmij się najważniejszymi sprawami.

Dobrą strategią jest systematyczne odłączanie się od sieci i płynącego z niej niekończącego zalewu informacjami. Odłóż telefon, laptopa itd, daj swojemu archiwizującemu mózgowi szanse na uporządkowanie wszystkiego i zapamiętanie. Część mózgu odpowiedzialna za myślenie również musi się zregenerować.

Jest jeszcze jedna rzecz, która przeszkadza naszemu mózgowi się skupić –> BAŁAGAN

obrazek2

Nieporządek rozprasza i powoduje, że trudniej nam się skupić. Dlatego zacznij od oczyszczenia swojego stanowiska pracy z niepotrzebnych rzeczy. Korzyści z takiej organizacji są naprawdę znaczne. Spędzasz mniej czasu na szukaniu różnych przedmiotów, staniesz się bardziej produktywny, zorientowany na cele, łatwiej ci będzie się skupić.

Jeżeli otaczasz się materiałami potrzebnymi do różnych projektów i zadań, znowu włączasz podświadomie swojemu mózgowi wielozadaniowość. Rozpraszasz go, zamiast pozwolić na skupienie pełnej uwagi na jednym projekcie. Schowaj pozostałe z zasięgu wzroku. Uporządkuj papiery, najlepiej miej dwie szuflady albo organizery na dokumenty, których potrzebujesz w danym momencie oraz drugi na to z czym już się uporałeś, ale nie możesz jeszcze tego odłożyć.

Ogranicz nieład na swoim stanowisku pracy, tzn. im więcej masz rzeczy na biurku tym gorzej. Zdjęcia rodziny, przyjaciół najwyżej jedno a nie cały kolaż 😉 nie potrzebujesz też 50 długopisów i mazaków, z których połowa nie pisze. Generalnie różne gadgety, figurynki i tym podobne cacka odłóż w inne miejsce. Nie jedz też nad klawiaturą, przy okazji odpisując jedną ręką na maile. Słowem minimalizm na twoim biurku sprzyja kreatywności i skupieniu.

A wracając do tematu jedzenia, przerwa śniadaniowa, to czas byś ją celebrował i pozwolił mózgowi na uporządkowanie wielu spraw i przygotowanie do czekających go zadań. Jedz więc i relaksuj się a nie scrolluj po FB. Zobaczysz jak z większym zapałem zabierzesz się za czekające cię jeszcze projekty.

Często zastanawiamy się co stało się z czasem, że jakoś tak dziwnie się skurczył, ciągle nam go brakuje, mimo licznych udogodnień w postaci pralek, multicookerów ;), samochodów, smartdomów itd. Odpowiedź jest dosyć prosta, źle nim dysponujemy, w efekcie przecieka nam przez palce, z każdym kolejnym mailem, wiadomością, podglądaniem życia innych na fb czy insta. Marnujemy go na niekończące się dyskusje z naszym ego albo wyobrażanie sobie rzeczy, które prawdopodobnie nigdy się nie zdarzą.

Przekuj chociaż część marnowanego czasu na działanie i prawdziwy odpoczynek, a jakość twojego życia poprawi się w sposób diametralny. Te proste zasady sprawdzają się nie tylko w pracy ale i w domu. Robiąc jedno zadanie, nie myśl o kolejnych, które jeszcze cię czekają, skup się na tym konkretnym. Kiedy odpoczywasz nie wyrzucaj sobie, że powinieneś coś zrobić, bo masz tyle zaległości. Daj mózgowi szansę na wytchnienie i poukładanie wszystkiego. Nagle okaże się, że czasu masz znacznie więcej, jesteś dużo bardziej zadowolony, a co najważniejsze niesamowicie efektywny, kreatywny i zorientowany na cele.

Zobacz także:

Dlaczego mógłbym chcieć?

I nigdy nie czuje bólu

Żródła:
Understanding the inner workings of your brain can improve your productivity and quality of life
Pamięć czlowieka
Desk Organization by Tidy Tova
Temporal Categories of Memory
Memory
Pamięć robocza
Pamięć krotkotrwała