WOLNE RODNIKI – BYLE NIE PRZESADZIĆ Z TĄ WOLNOŚCIĄ.

CZYM SĄ?

Na początek zacznijmy od wyjaśnienia czym są wolne rodniki? Wiele reakcji w naszym organizmie przebiega przy udziale tlenu.  Każdy atom tlenu ma na swojej orbicie parzystą liczbę elektronów. Elektrony krążą wokół jądra atomu w parach, ale może dojść do sytuacji, gdy jeden elektron zostanie oderwany. Wtedy powstaje właśnie wolny rodnik. Reakcja taka może zachodzić także w przypadku azotu. Każdy wolny rodnik posiada właściwości silnie utleniające. Są one obecne w naszym organizmie zawsze. Ich główna rola polega na pochłanianiu komórek patologicznych, a przynajmniej powinna.

KIEDY ZACZYNAJĄ BYĆ DLA NAS NIEBEZPIECZNE?

Musimy pamiętać, że wolne rodniki są bardzo agresywne i jeżeli będzie ich więcej niż nasz system przewciwutleniający będzie sobie w stanie z nimi poradzić, to zaczną niszczyć komórki zdrowe. Dlaczego?

Każdy wolny rodnik będzie dążył do odzyskania utraconego elektronu, poszuka go w najbliższym otoczeniu i niekoniecznie będzie to np. atom tlenu. Ponieważ musi działać szybko, zadowoli się każdym prawidłowym atomem, który napotka na swej drodze, np. cząsteczką białka czy DNA komórki. Odbierze mu brakujący elektron i w tym momencie wolny rodnik przestanie być wolnym rodnikiem, ale okradając inny atom, stworzy swojego następcę, a ten następca znowu będzie musiał komuś ukraść elektron. W tym momencie koło się zamyka i mamy do czynienia z reakcją łańcuchową.

STRES OKSYDACYJNY

Do stresu oksydacyjnego dochodzi, gdy mamy zbyt dużo wolnych rodników, a zbyt mało substancji przeciwutleniających, które są sobie w stanie poradzić z wolnymi rodnikami. W  takim przypadku dochodzi do zbyt dużej ilości reakcji utleniających, co jest bardzo złe. Prowadzi to do niszczenia różnych elementów naszego organizmu – białek, tłuszczy, DNA znajdującego się w jądrze komórki, czy też w mitochondriach (mamy wtedy do czynienia z zanikiem zdolności komórki do wytwarzania energii).

W przypadku azotu, mówimy o STRESIE NITROZACYJNYM, który może zmieniać strukturę białek hamując ich normalne funkcjonowanie.

ŹRÓDŁA WOLNYCH RODNIKÓW

Istnieją trzy główne źródła wolnych rodników:

  • Metabolizm

Wolne rodniki stanowią nieodłączny produkt uboczny przemian metabolicznych. Niewłaściwe ćwiczenia fizyczne, choroby oraz niektóre leki zwielokrotniają produkcję wolnych rodników.

  • Czynniki środowiskowe

W tym przypadku należy wspomnieć o zanieczyszczeniach powietrza, odpadach toksycznych i pestycydach. Do stresu oksydacyjnego przyczynia się również promieniowanie jonizujące (pochodzące z przemysłu, niewłaściwa i nadmierna ekspozycja na słońce, promieniowanie kosmiczne, promieniowanie rentgenowskie). Również każde zaciągnięcie się dymem papierosowym, każdy łyk alkoholu prowadzą do wytworzenia olbrzymiej ilości wolnych rodników.

I w tym miejscu warto podkreślić, że każda toksyna wywołuje stres oksydacyjny. Czyli o stresie oksydacyjnym możemy również mówić w przypadku choroby nowotworowej i zwykle stosowanej chemioterapii czy radioterapii. Zachodzi tutaj pewien paradoks, dążymy do stresu oksydacyjnego, by leczyć, zapominając że chociaż poddane tak ogromnej ilości wolnych rodników komórki nowotworowe, nie mogą przetrwać takiego ataku, to nie są go w stanie przetrwać również komórki zdrowe.

  • Reakcje łańcuchowe

Proces, o którym wspomniano już wcześniej. Wolny rodnik będzie poszukiwał straconego elektronu, wszędzie gdzie tylko się da.

WOLNE RODNIKI A GŁĘBOKIE ODDYCHANIE

Podczas głębokiego oddychania w organizmie zwiększa się ponad normę koncentracja tlenu. Przyczynia się to nie tylko do wyparcia CO2, skurczu naczyń krwionośnych i braku możliwości odżywienia komórki  oraz odprowadzenia odpadów (aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj), ale również prowadzi do powstania jeszcze większej ilości wolnych rodników.

Pomocą w tej sytuacji może być nadtlenek wodoru (tematem zajmiemy sie w kolejnym poście).

KONSEKWENCJE

  • przedwczesne starzenie się komórek, a co za tym idzie całego organizmu, czyli zmarszczki, utrata jędrności skóry, ale także osłabienie mięśni i mniejsza ich wytrzymałość,
  • nadciśnienie tętnicze,
  • cukrzyca,
  • zwiększona podatność na infekcje,
  • osłabienie odporności,
  • bezpłodność,
  • przewlekłe wyczerpanie,
  • miażdżyca,
  • artretyzm,
  • udar mózgu i wiele innych
  • wszechobecne nowotwory (przypominam – leczone bombardowaniem przez wolne rodniki),
  • utlenienie cholesterolu LDL, który dopiero po utlenieniu staje się niebezpieczny

Niestety prawie każdy organ posiada oksydacyjną lub azotową „piętę Achillesową”.

JAK SIĘ BRONIĆ PRZED SPUSTOSZENIEM?

Chcąc pozbyć się wolnych rodników potrzebujemy tzw. „wymiataczy”, powszechnie znanych jako ANTYOKSYDANTY lub PRZECIWUTLENIACZE.

Jak one działają?

Otóż antyoksydant to taka substancja, które może oddać jeden elektron, powodując, że wolny rodnik przestanie być wolnym rodnikiem, ale co ważne, po oddaniu tego elektronu sama nie stanie się wolnym rodnikiem.

Jedną z najsilniejszych broni organizmu w walce ze spustoszeniem sianym przez wolne rodniki, jest wykazująca silne działanie antyoksydacyjne witamina E.

Bardzo ważna jest również witamina C. Warto tutaj wspomnieć o wlewach z witaminy C, które mogą szczególnie pomóc w usuwaniu wolnych rodników, w przypadku osób poddanych chemio- lub radioterapii.

Pomocny jest też  glutation oraz karoteny, kwas liponowy i koenzym Q10.

Warzywne soki dostarczą twojemu ciału również wiele innych pożytecznych antyoksydantów.

Czyli co tu dużo mówić, odpowiednia dieta, najepiej jak najbardziej surowa dieta.

Poza tym musimy dbać o odpoczynek oraz walczyć ze stresem dnia codziennego.

Dobrą metodą wypoczynku (ale tego aktywnego) oraz walki ze stresem jest aktywność fizyczna. Ale jak już wcześniej wspomnieliśmy źle dobrany wysiłek fizyczny, zamiast pomóc, może się przyczynić do powstawania wolnych rodników. Należy pamiętać by ćwiczyć przede wszystkim systematycznie, bez nagłych zrywów ponad nasz poziom wytrenowania.

Bibliografia:

„Wylecz się sam. Megadawki witamin” Andrew W. Saul PH. D. str. 173, 178, 203, 208, 378

„Woda utleniona na straży zdrowia” Iwan Nieumywakin str. 32

„Ukryte terapie” część 1 Jerzy Zięba str. 70-72

„Walcz z wolnymi rodnikami” Maciej Kamiński

http://www.biokom.com.pl/stres-oksydacyjny-i-nitrozacyjny

Nauka czy akt wiary?

Czy stanowisko wyznawców Boga jako Stwórcy wszechświata, można zrównać ze stanowiskiem ateistów-naturalistów? Okazuje się, że tak. Materialiści uważają bowiem, że nic poza rzeczywistością materialną nie istnieje. Przekonanie to, nawet jeśli byłoby słuszne, jest tak naprawdę aktem wiary. A zatem materialiści mogą zajmować się nauką i badaniem istoty zjawisk, w oparciu o wypracowane przez siebie założenia, czyli np. nieistnienia Boga czy o ewolucyjnej naturze wszechświata. Nie są jednak w stanie udowodnić podstawy, fundamentu na którym budują resztę. Założenie: „Bóg jest”, albo „Boga nie ma” pozostaje aktem wiary, popartym pewnymi przesłankami, choć i te można różnie interpretować, w zależności od preferencji światopoglądowych. I tak, naukowiec o poglądach ewolucyjnych będzie na przykład początków naszego wszechświata dopatrywał się w Wielkim Wybuchu i wszelkie obserwacje interpretował zgodnie z paradygmatem, który przyjął. Natomiast naukowiec o poglądach kreacjonistycznych, odwoła się do aktu stwórczego. Zarówno więc zdanie „Bóg jest” jak i zdanie „Istnieje tylko rzeczywistość materialna” są zdaniami o charakterze naukowym a jednocześnie przejawami aktu wiary.

Problem pojawia się wtedy, kiedy pewne poczynione obserwacje i badania nagina się do danej teorii albo się je ignoruje. W dzisiejszych społeczeństwach nauka zastąpiła wiarę i zyskała monopol na orzekanie tego co jest prawdą, a co nią nie jest, ale czy na pewno jej osąd jest zawsze właściwy?

Do refleksji nad prawdziwą naturą zjawisk, niektórych skłania fizyka kwantowa, otwierająca przed nami nowy, zupełnie nieznany wszechświat, gdzie nie wszystko okazuje się takie proste, jak wcześniej nam się wydawało.

Zaczęło się od Pana Maxa Planck’a i jego stałej. Doświadczalne fakty pokazały, że cząsteczki w kwantowym mikroświecie zachowują się zupełnie inaczej. Można to zilustrować na przykładzie piłki, która spada powoli ze schodów, ale uwaga skacze ona po tych schodach bez samej fazy spadania w dół… pojawia się na jednym schodku, znikając z poprzedniego. Tak jakby dokonywała tego poza naszym czasem i przestrzenią.

Kolejny naukowiec Pan Erwin Shrődinger podał równanie, opisujące ewolucję fal materii. Okazało się że nasza „piłka”, znajduje się na wszystkich schodach równocześnie, ale to nie wszystko, stan mnogości tych piłek trwa tylko do czasu, gdy ktoś na nie nie spojrzy. Próbujecie więc podejść do schodów, żeby dokładniej się przyjrzeć, ale im bliżej będziecie, tym mniej dokładnie zobaczycie albo piłkę albo schody. Jeżeli nasza piłeczka zdecyduje się uderzyć o ścianę, to albo się od niej odbije albo przez nią przeniknie. Trafiając na barierę energetyczną wyższą niż jej własna, cząstka może np. przez nią tunelować i na dodatek zrobi to w zerowym czasie.

Zadajmy kolejne pytanie: Czy próżnia jest pustką? Krótko mówią – NIE. Jest wypełniona cząstkami elementarnymi, jest zbiornikiem nieskończonej energii, od nazwiska odkrywcy określanym mianem Morza Diraca.

A jak cząstki elementarne uzyskują masę? Poprzez oddziaływanie z Polem Higgsa, które nie jest aktywną siłą, lecz specyficznym rodzajem tarcia – siły hamującej ruch cząstek (elektronów i kwarków). Pole Higgsa niejako wypełnia całą próżnię, a oddziaływanie z nim nadaje cząstce masę, niezależnie od położenia i kierunku ruchu. Istnieje ogólna zasada, że im silniejsze jest oddziaływanie z polem, tym większą masę uzyskuje cząstka. (Uwaga pole to nie działa na fotony).

Zastanówmy się zatem, Kto dał energię tej próżni? Jak rozumieć właściwości materii w kwantowym świecie, której fragment może istnieć w bardzo wielu egzemplarzach po czym, gdy zwrócimy na jeden z nich uwagę, wszystkie pozostałe gdzieś znikają. Wszystko to prowadzi nas do ciekawego wniosku:

„Do przełamania funkcji falowej i ‚zaistnienia’ cząstki w świecie niezbędny jest akt czyjejś obserwacji. Po drugie, obserwator, jak wszystko inne, zbudowany jest z cząstek elementarnych, więc jego zaistnienie również jest uwarunkowane tym, że obserwuje go ktoś inny. I po trzecie, rozciągając to rozumowanie na kolejnych obserwatorów, musimy dojść do wniosku, że do zaistnienia wszechświata niezbędny jest zewnętrzny Obserwator. Takiemu Obserwatorowi trudno byłoby odmówić miana Stwórcy.”

A. Horodeński

Ps. Jeżeli temat Was zainteresował, polecam zapoznać się z ciekawą pozycją książkową „Śledztwo w sprawie Pana Boga” Andrzeja Hordeńskiego, wprowadza ona czytelnika w kwantowy zawrót głowy i rzeczywistość bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać.

Zobacz także:
Pola podstawowe

Światło nie zawsze podróżuje z prędkością światła

Bibliografia:
"Śledztwo w sprawie Pana Boga" Andrzej Hordeński 
Grupa Wydawnicza Foksla Sp. Zo.o., Wydawnictwo WAB, 
wyd. I str.9,23,24-25,26-28, 32-33
Pole Higgsa

Morze Diraca

WDECH … WYDECH – CZYLI JAK MAM ODDYCHAĆ?

„Bez powietrza człowiek może przeżyć 3 do 5 minut (potem zachodzą nieodwracalne procesy), bez wody – od 3 do 7 dni, bez pożywienia – 30 i więcej dni”.

Głęboko w świadomości społecznej jest zakodowane, że powinniśmy oddychać bardzo głęboko i często, bo to przecież da nam dużo tlenu.

Czy aby na pewno?

Może najpierw zacznijmy od teorii.

GAZOWE SKŁADNIKI ORGANIZMU

W naszych czasach dowiedziono, że tlenu jest w atmosferze 20% mniej, co stanowi prawdziwe niebezpieczeństwo (aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj). Im gorsze powietrze, tym większe zakłócenia w organizmie.

A zatem wszechobecne osłabienie, uczucie zmęczenia, senności i depresja są związane z faktem, iż organizm nie otrzymuje wystarczającej ilości tlenu. I chociaż coraz większą popularnością cieszą się tzw. koktajle tlenowe, poza krótkotrwałym efektem nic one nie dają.

Ciśnienie w organizmie wynosi, podobnie jak w atmosferze, 760 mm słupa rtęci, a ciśnienie parcjalne (cząstkowe) rozkłada się następująco: azotu – 600mm (około 79%), tlenu – 159mm (21%), dwutlenku węgla – 0,01-0,03%, argonu – 1%, i nieznaczna ilość innych gazów.

W tabeli poniżej ukazano w jakim stanie równowagi powinny wobec siebie pozostawać gazy w organizmie. Naruszenie tej równowagi jest naprawdę brzemienne w skutki.

GAZOWE SKŁADNIKI ORGANIZMU, %
GAZ ATMOSFERA PŁUCA KREW TĘTNICZA KREW ŻYLNA TKANKI
Azot 79 79 79 79 79
Argon 1 1 1 1 1
Tlen 21 13-14 10-12 4-4,4 4,5-5
Dwutlenek węgla 0,01-0,03 6-7 6-6,5 6-7 6,5-7,5

Zobaczmy dlaczego każdy z tych składników jest nam niezbędny:

AZOT

Dowiedziono, że azot w organizmie przyswaja się za pomocą specjalnych mikroorganizmów, znajdujących się w odcinku krtaniowo-oskrzelowym oraz w jelitach. Dzieje się to podobnie jak w glebie – przy pomocy bakterii.

Okazuje się, że związki zawierające azot, znajdujące się w organizmie człowieka i zwierząt, mogą rozkładać się do postaci azotu cząsteczkowego i można wydychać go nawet więcej niż się wdycha.

Chemikom znany jest fakt, że w roztworach wodnych (krew), tlenki azotu przekształcają się w azotany, a następnie w aminokwasy – podstawowe budowy struktur białkowych. Staje się jasne, dlaczego w wielu przypadkach, sportowcy stosujący określony tryb odżywiania, nie tracą wagi po udziale w maratonie, a nawet przybierają na masie.

ARGON

Smolin i B. Pawłow dowiedli, że argon zwiększa rezystancję (opór) organizmu w stosunku do azotu przy obniżonym poziomie tlenu (hipoksji).

TLEN

W atmosferze tlen występuje w postaci cząsteczkowej (molekularnej), a w organizmie w atomowej, uzyskiwanej z nadtlenku wodoru (słynna woda utleniona), tlen w przyrodzie występuje również w postaci ozonu. W rzeczywistości tlen molekularny jest niezdolny do działania, dzięki procesom biochemicznym przekształca sie w tlen atomowy. I tutaj trzeba podkreślić, że w organizmie działają tylko atomy tlenu (tlen atomowy). Dlatego nawet w przypadku popularnej ozonoterapii, w organizmie ozon O3 – momentalnie przerodzi sie w tlen atomowy.

Rola tlenu cząsteczkowego w organizmie sprowadza się właśnie do tworzenia tlenu atomowego, który zapewnia zachodzące w strukturach komórkowych procesy utleniania i redukcji, a także utrzymuje zdrowie na poziomie komórkowym. Naruszenie tego procesu stanowi właśnie praprzyczynę wszystkich chorób.

Tlen atomowy jest wytwarzany w organizmie z wody i tlenu molekularnego przez nadtlenek wodoru i ozon.

W dużym uproszczeniu rola tlenu, jako utleniacza, który spala substancje trafiające do organizmu, wygląda następująco:

Kiedy organizm jest zanieczyszczony, krew nie tylko nie oczyszcza się i nie odżywia nieodzownym tlenem, ale w takiej postaci wraca z tkanek, które i tak duszą się z powodu niedostatecznej ilości tlenu. Krąg się zamyka i już kwestią przypadku pozostaje w jakim miejscu układ ulegnie awarii.

Jednak, by zrozumieć proces, trzeba sięgnąć jeszcze głębiej, do podstawowej jednostki strukturalnej jaką jest komórka. To tam zachodzą wszystkie nieodzowne procesy życiowe, czyli procesy przetwarzania i wchłaniania żywności, przetwarzania substancji w energię i wydalania zużytych substancji. Jak dowiódł Gieorgij Nikołajewicz Pietrakowicz, komórka zdolna jest nawet wytworzyć tlen i energię w procesie utleniania przez wolne rodniki nasyconych kwasów tłuszczowych. Lecz musi do tego otrzymać bodziec energetyczny, który zapewniają erytrocyty krwi, czyli czerwone krwinki, które w wyniku skomplikowanych procesów są w stanie przejść przez naczynia włosowate (kapilary), chociaż mają średnicę  3-4 razy większą.  Aby jednak proces ten przebiegał prawidłowo, koncentracja tlenu cząsteczkowego i dwutlenku węgla musi mieścić się w granicach przytoczonych w tabeli powyżej.

Jeśli tlenu będzie więcej – kosztem zmniejszenia ilości dwutlenku węgla – nastąpi skurcz kapilar co doprowadzi do zachwiania procesu zaopatrywania tkanek we wszystkie niezbędne składniki i odprowadzania odpadów. Tak więc najpierw będą miały miejsce zmiany czynnościowe a następnie patologiczne.

Ponieważ komórkom praktycznie wiecznie brakuje tlenu, człowiek zaczyna głęboko oddychać. Jednak nadmiar tlenu atmosferycznego często zamiast pomagać, jest przyczyną powstawania wolnych rodników.

NATLENIENIE KOMÓREK

Warto tutaj wspomnieć, że już w roku 1925 dr Otto Warburg wykazał, że kiedy poziom natlenienia komórki spadnie o ok. 30% wartości normalnej, wtedy komórka taka w nieodwracalny sposób zamienia się w komórkę nowotworową.  Jak zatem natlenić komórkę, pamiętając że natlenienie krwi niekoniecznie jest równoznaczne z natlenieniem komórek.

Tlen musi pokonać 7 barier w postaci błon komórkowych, żeby dotrzeć do komórki (a właściwie do mitochondriów), gdzie jest użyty do wszelkiego rodzaju procesów biochemicznych.

Jeżeli transport tlenu przez błony komórkowe jest utrudniony, to mamy problem. Przepuszczalność błon komórkowych w znacznym stopniu zależy od ich budowy, a w tym największą rolę odgrywają nienasycone kwasy tłuszczowe. Ich spożycie upłynnia błony komórkowe i w ten sposób pozwala, żeby odpowiednia ilość tlenu łatwiej dotarła do komórek, a tym samym zapobiegała chorobie nowotworowej.

Ale o tym w jaki sposób i jakie nienasycone kwasy tłuszczowe spożywać następnym razem.

WOLNE RODNIKI

Wolne rodniki są zawsze obecne w organizmie i ich rola polega na tym, by pochłaniać komórki patologiczne, ale ze względu na to, że są one bardzo agresywne, przy zbytniej koncentracji zaczynają niszczyć komórki zdrowe.

DWUTLENEK  WĘGLA

Dwutlenek węgla stymuluje proces oddychania, sprzyja rozszerzaniu naczyń krwionośnych mózgu, serca, mięśni i innych narządów. Uczestniczy w podtrzymywaniu niezbędnej kwasowości krwi, wpływa na intensywność samej wymiany gazowej, zwiększa możliwości rezerwowe organizmu i układu odpornościowego.

Przy deficycie dwutlenku węgla w organizmie, tlen tworzy mocne połączenie z hemoglobiną, które nie pozwala na oddawanie go tkankom.

Zachodzi zatem pytanie:

JAK PRAWIDŁOWO ODDYCHAĆ?

„IM MNIEJ RAZY ODDYCHA CZŁOWIEK W CIĄGU MINUTY, TYM DŁUŻSZE JEST JEGO ŻYCIE”

Od urodzenia do śmierci człowiek teoretycznie zużywa około 50 milionów kcal energii. Im mniej energii zużyjemy na procesy życiowe, tym dłużej będziemy żyć.
I wcale głównym źródłem energii dla organizmu, jak już wspomnieliśmy, nie są produkty żywnościowe, gdyż bez wyżywienia człowiek może żyć kilka tygodni, bez wody kilka dni, ale bez powietrza tylko kilka minut.

Angielscy fizjolodzy Howden i Priestley udowodnili w klasycznych doświadczeniach, że przy normalnym oddychaniu, krew wysyca się tlenem w 96-98% i bez względu na ilość wtłaczanego powietrza do płuc, więcej się go tu nie przedostanie. Czyli powielany pogląd o błogosławieństwie jak najgłębszego oddychania, nie tylko nie ma poparcia, ale może nam zaszkodzić. Tlen, jako substancja o bardziej stabilnym wiązaniu chemicznym, po prostu wypiera z krwi dwutlenek węgla.
Kiedy zdrowego człowieka zmusi się do głębokiego oddychania przez 1 minutę, to w najlepszym wypadku pociemnieje mu w oczach i zakręci się w głowie, a w gorszym – dojdzie do omdlenia, utraty świadomości.
Przy głodzie tlenowym np. niewyćwiczony człowiek doświadcza niewystarczającej ilości tlenu, zaczyna bezwiednie głęboko oddychać, ale jak już wiemy nie jest to normalne zjawisko, lecz zjawisko prowadzące do obniżenia, wypłukiwania dwutlenku węgla z organizmu. I tutaj zaczyna się paradoks: zdrowy człowiek w stanie głodu tlenowego (hipoksji) uczy się oddychać głęboko, aby zachorować, a chory wzmacniając oddychanie, pogarsza się. W tym miejscu, gdyby ktoś chciał dowiedzieć się więcej, warto zapoznać się z pracami doktora Butejki.

Gdy człowiek źle oddycha, w procesie oddychania bierze udział tylko górna, najmniejsza część płuc i człowiek jest zmuszony oddychać często. Tlen dochodzi do płuc małymi porcjami. Płuca zaczynają pracować intensywniej, ale tylko w swojej górnej części, co doprowadza do przedwczesnego zużycia komórek. W tkankach płuc tworzą sie „martwe strefy” niefunkcjonujących komórek. Im człowiek staje się starszy tym większa część płuc przestaje brać udział w procesie oddychania. Organizm zaczyna odczuwać ciągły głód tlenowy. To staje się przyczyną chorób nie tylko organów oddechowych, ale również układu krwionośnego, serca, trzustki, nerek, wątroby, układu żołądkowo-jelitowego i wielu innych.

Prawidłowe oddychanie pozwoliłoby zatrzymać człowiekowi proces starzenia o 30-40 lat i ustrzec się przed wieloma chorobami.

Jeżeli stworzyć komórce prawidłowe warunki zaopatrzenia w tlen, wodę i odżywianie, to będzie działać przez zaprojektowany dla niej czas.
Sztuka polega na tym, by oddychać rzadziej i NIE GŁĘBOKO, a na wydechu robić więcej wstrzymań oddechu, tym samym sprzyjając zachowaniu ilości CO2 w komórkach na właściwym poziomie, usunięciu skurczu kapilar i normalizacji procesów metabolicznych w komórkach.

W płucach powinno być dokładnie tyle tlenu, ile znajduje się na wysokości 3000 m n.p.m. To optymalna ilość, której przekroczenie prowadzi do patologii. Przy umiarkowanej hipoksji (deficycie tlenu) organizm zaczyna nim oszczędnie gospodarować, komórki znajdują się w stanie oczekiwania i zadowalają się ścisłym limitem, przy prawidłowej koncentracji dwutlenku węgla.

W każdym chorym narządzie z reguły można znaleźć niedowład włókna nerwowego i skurcz naczyń. Tak więc NIE ISTNIEJĄ CHOROBY, KTÓRY ZACHODZĄ BEZ ZAKŁÓCENIA UKRWIENIA. Od tego zaczyna się samozatrucie komórki z powodu deficytu tlenu, substancji odżywczych i powolnego wydalania produktów metabolizmu, czyli każde zakłócenie pracy kapilar stanowi zasadniczą przyczynę wielu dolegliwości. Wraz ze zmniejszeniem głębokości i częstotliwości oddechu, normalizuje się ilość dwutlenku węgla, a tym samym likwiduje się skurcz naczyń krwionośnych, komórki rozluźniają się i zaczynają pracować normalnie. ZMNIEJSZA SIĘ RÓWNIEŻ ILOŚĆ ZUŻYWANEGO POKARMU, PONIEWAŻ POLEPSZA SIĘ PROCES JEGO PRZYSWAJANIA NA POZIOMIE KOMÓRKOWYM.

Na skutek zbyt małej ilości tlenu dostającego się do mózgu, może dojść do uruchomienia zjawisk, w wyniku których człowiek doświadcza lęków, rozmaitych reakcji neurotycznych, negatywnych wpływów, a nawet rozstroju układu nerwowego.

Pamiętajmy również im pożywienie jest bliższe przyrodzie (roślinne), poddane jedynie nieznacznej obróbce, tym więcej znajduje się w nim tlenu, uwalniającego się podczas reakcji biochemicznych. Im bardziej produkt jest przetworzony, tym bardziej jest „martwy” i dlatego do jego trawienia potrzeba jeszcze większej ilości tlenu.

GIMNASTYKA ODDECHOWA

Istnieje wiele sposobów wywołania oddychania kontrolowanego przez wolę człowieka, które można podzielić na kilka grup:

Oddychanie uspokajające: normalny wdech, wydłużony wydech, pauza 2 razy krótsza niż wdech (rys. 9.2)

Oddychanie pobudzające: wydłużony wdech, pauza 2 razy krótsza niż wdech, wydech normalny swobodny (rys. 9.3) Można wykonywać je tak: wdech przez lewe nozdrze przy zatkanym prawym, wydech przez prawe, wdech przez prawe, itd.

Oddychanie rytmiczne: spokojny, lekki wdech, pauza, taki sam wydech, pauza, następnie jeszcze chwilkę kontynuować wydychanie, pauza i powtórzyć cykl. Długość (czas trwania) wdechu i wydechu – w zależności od samopoczucia (rys. 9.4)

W wielu różnych sytuacjach życiowych, sposób naszego oddychania ciągle się zmienia. Kiedy człowiek się denerwuje to oddycha płytko i często.

Ludzie, którzy oddychają często i głęboko, żyją krócej. Podczas śpiewania wykonujemy wdech i długo, powoli wypuszczamy powietrze. W tym czasie odczuwamy wewnętrzny spokój i odprężenie. Podczas śmiechu dzieje się coś podobnego.

Najprostszy jest sposób oddychania zaproponowany przez Wietnamczyków: głęboki wdech, pauza, aktywny głęboki wydech, pauza. Podczas wdechu maksymalnie nadąć brzuch, przy wydechu maksymalnie wciągnąć (rys. 9.5)

Sposób oddychanie, którego przyswojenie nie wymaga specjalnego wysiłku pokazano na rys. 9.6, 9.7

Wykonać niezbyt głęboki wdech, zaczynając od 1-2 sekund, przerwa 1-2 sekund, powoli niezbyt głęboki wydech 3-4 sekund (wydech powinien być zawsze dłuższy od wdechu), przerwa 1-2 sekundy. Koniecznie należy osiągnąć taki stan, żeby oddechów nie było więcej niż 6-8 w ciągu minuty. Jeśli uda się mniej to jeszcze lepiej. Potem stopniowo zwiększać czas, ale nie głębokość wdechu i wydechu, a przerwy powinny być dwukrotnie dłuższe, przy czym oddychanie powinno być płytkie i rzadkie, a stosunek długości wdechu do długości wydechu 1:2, 1:3, 1:4. Podczas oddychania włączcie oddychanie przeponowe: wdech wypiąć brzuch, wydech – wciągnąć. Trening można przekształcić w bardziej intensywny następująco: robić wydech, wypuszczając powietrze małym i porcjami, im dłużej tym lepiej.

Oczywiście przyswojenie tego sposobu wymaga określonego wysiłku, bez tego się nie obejdzie, ale po 1-2 miesiącach takie oddychanie stanie się automatyczne, co trudno jest osiągnąć innymi sposobami.

Co ważne, po niezbyt głębokim wydechu (komu wygodnie – wdechu) należy zatrzymać oddech na tak długo, jak tylko można. W ciągu 1-2 miesięcy powinno się nauczyć zatrzymywać oddech na 30, 40, a jeszcze lepiej na 60 sekund jednorazowo (a na dobę nie mniej niż na 30 minut, a jeszcze lepiej – na około godzinę). I PAMIETAJMY: zanim wykonamy wdech, po zatrzymaniu oddechu należy pogłębić wydech – gdyż w płucach pozostało jeszcze dużo powietrza.

Oddychajcie tak przy chodzeniu, w środkach komunikacji, podczas pracy i odpoczynku. Na początku opanowania metody występować będą zauważalne kołatania serca, nieprzyjemne odczucia w jego okolicy, uczucie braku powietrza. Nie zwracajcie na to uwagi, po 1-2 tygodniach zauważycie, że tętno staje się rzadsze, wypełnione, obniża się ciśnienie krwi, poprawia samopoczucie, zwiększa wydolność pracy.

Pamiętajmy:

Oddychanie przez usta jest niebezpieczne dla zdrowia. Często wiąże się ze spaniem na miękkich i wysokich poduszkach, przez co kręgosłup jest skrzywiony i trudno jest oddychać przez nos.

Zdecydowanie zamiast spania na plecach:

polecamy spanie na brzuchu:

tak jak robią to dzieci, jest to również leczenie i profilaktyka chrapania.

Warto pamiętać, że wymiana gazowego odbywa się również przez pory skóry. Łączna powierzchnia skóry wynosi około dwa i pół metra kwadratowego, dlatego należy się starać zwiększać maksymalnie kontakt powietrza i skóry.

ODDYCHANIE A PALENIE

U osób palących, komórki stale odczuwają głód tlenowy, co powoduje ich przeobrażenie w beztlenowe.

Dziesięć wypalonych papierosów dziennie w ciągu dwóch lat wytwarza w organizmie palacza 2 kg toksycznej smoły. Ten kto pali ponad 20 lat ma w swoim organizmie ponad 6 kg „trującego brudu”

Oprócz tego, samo tylko palenie niszczy 30 i więcej procent witaminy C (i innych witamin oczywiście), której brak odgrywa ogromną rolę w rozwoju schorzeń onkologicznych.

Udowodniono, że nie powinno się pić alkoholu w połączeniu z paleniem. Alkohol posiada właściwości uniwersalne rozpuszczalnika i substancje toksyczne zawarte w tytoniu osiadają w organizmie w jeszcze większym stopniu.

PRAWIDŁOWE ODDYCHANIE A NADWAGA

Proces oddychania i trawienia są ściśle ze sobą powiązane.

Im więcej tlenu zatrzymuje się w komórkach naszego ciała, tym mniej energii tracimy na wszystkie fizjologiczne czynności w organizmie.

Słabe płuca i złe trawienie są ze sobą zwykle powiązane.

PODSUMOWANIE

Wszyscy długo wieczni oddychają powoli. Kiedy jednego z hinduskich długowiecznych, który miał 130 lat, a wyglądał dwa razy młodziej, zapytano, na czym polega sekret jego młodości – odpowiedział na prawidłowym oddychaniu. ODDYCHAŁ 1 RAZ NA MINUTĘE.

Sens gimnastyki oddechowej polega na tym, że człowiek może pobierać ogromne zapasy energii, która znajduje się w powietrzu i gromadzić ja w sobie.

Zatem zwolnij. Dużo w tym wypadku wcale nie znaczy lepiej.

Klauzula:

Informacje zawarte w tym artykule, służą jedynie celom edukacyjnym i informacyjnym. Nie należy ich traktować jako porady medyczne. Praktyki opisane, powyżej powinny być podejmowane tylko po uważnym przestudiowaniu istotnych faktów i po konsultacji z lekarzem. Nie mogą również zastąpić opinii pracownika służby zdrowia. Właściwe laboratoryjne i kliniczne monitorowanie jest niezbędne, dla bezpiecznego i skutecznego leczenia.

Zobacz także:

Odwodnienie i jego objawy

Tarcza przed mrokiem zniszczenia – lecznicze właściwości sody oczyszczonej

Rak nie oddycha tlenem

Bibliografia:
„Ukryte terapie” część pierwsza Jerzy Zięba str. 303, 304

"Woda utleniona na straży zdrowia" Iwan Nieumywakin str. 17-35

„Endoekologia zdrowia”  Iwan Nieumywakin  Ludmiła Nieumywakin str. 173-189

„Czy można żyć 150 lat?” Michał Tombak str. 18,19; 73-81;190-191

Cień wampira

Wraz z empatią, czyli zdolnością wczuwania się w cudze położenie i rozumienia ludzkich emocji, przychodzi pewien skutek uboczny, polegający na absorbowaniu cierpienia i negatywnych uczuć innych osób. Kiedy dochodzi do czegoś takiego, twoje funkcjonowanie na wysokim poziomie wibracji, może być zagrożone. Mówiąc prościej twoja pozytywna energia będzie ci stopniowo odbierana. Nawet osoba, która nie jest mocno empatyczna, może być zagrożona, jeśli otaczają ją ludzie z negatywnym albo „dramatycznym” podejściem do życia.

Absorbowanie negatywnej energii innych ludzi, może być dla ciebie tak samo toksyczne, jak jedzenie niezdrowych produktów, a nawet znacznie szybciej odebrać ci zdrowie i dobre samopoczucie. Jeżeli więc dbasz o to jak się odżywiasz i regularnie ćwiczysz, warto się zastanowić, jak otaczać się ludźmi emanującymi pozytywną energią oraz jak unikać tak zwanych wampirów energetycznych i nie pozwolić, by twoje dobre samopoczucie zostało zaburzone przez kogoś, kto pasożytniczo próbuje doładować się twoim kosztem.

Zasada jest prosta -> dawaj pozytywną energię, ale też pobieraj ją od ludzi, którzy tak jak ty chcą żyć na poziomie wysokich wibracji.

Po pierwsze dokładnie przyjrzyj się osobom, które cię otaczają. Zastanów się, co dobrego wnoszą do twojego życia i jakie łączą cię z nimi relacje. Czy są one obopoulnie korzystne, czy może masz do czynienia z kimś w rodzaju „uniwersalnego biorcy”?

Pamiętaj jednak, że istnieje tutaj pewna pułapka myślowa, bo może się okazać, że ty sam świadomie bądź nieświadomie, jesteś wampirem energetycznym i żywisz się energią innych ludzi.

Przeanalizuj zatem jak często narzekasz? Czy lubisz słuchać historii przytrafiających się innym, po których myślisz sobie: „U nich jest jeszcze gorzej niż u mnie” i przez to sam czujesz się pozytywnie doladowany? Czy nie trawi cię zazdrość, kiedy ktoś wygląda od ciebie lepiej, osiągnął sukces itd.? Czy nie wywołujesz awantur albo nie poniżasz innych ludzi, aby w efekcie podładować swoje baterie? Czy pod maską pozornego altruizmu, nie ukrywa się czasem twoja egoistyczna i egocentryczna natura? Jak często skupiasz się na sobie i na tym co ty możesz z danej relacji mieć? Jak często robisz coś dla drugich, nie z racji samego faktu bycia dobrym, ale dlatego że czegoś oczekujesz albo chcesz uzależnić innych od siebie? Czy nie skupiasz się nadmiernie na rozgrzebywaniu swojej przeszłości? Na opowiadaniu drugim, jakie to miałeś nieszczęśliwe dzieciństwo i ile to złych rzeczy spotkało cię po drodze, by tym sposobem niczym pijawka wysysać czyjeś współczucie, choć tak naprawdę twoja przeszłość wcale nie byla aż tak ciężka … Czy jesteś gotowy ponosić odpowiedzialność za swoje postępowanie, czy zrzucasz ją na innych, twierdząc że Ty przecież jesteś słaby, biedny i nieszczęsliwy? I wreszcie czy naprawdę dobrze czujesz się sam ze sobą i lubisz swoje towarzystwo? W akceptacji własnej osoby kryję się klucz do sukcesu, który pozwala traktować innych w sposób właściwy, a samemu nie paść ofiarą energetycznego wampira.

Jeżeli na większość z wyżej zamieszczonych pytań odpowiedziałeś negatywnie i nie masz zbyt wybujałego ego, przejdźmy do kolejnej części, czyli „Selektywnego wpuszczania ludzi do swojego życia”. Przede wszystkim pamiętaj, że nie wszyscy cię polubią, a i ty nie musisz zostać przyjacielem każdego. Nigdy nie zmuszaj się do przyjaźni ani w pracy, ani w życiu prywatnym, jeśli naprawdę tego nie czujesz. Oczywiście zawsze bądź miły i uprzejmy, ale nie oznacza to, że musisz spędzać czas z ludźmi, których towarzystwo nie przynosi ci nic dobrego, a tym bardziej jeśli po takich spotkaniach czujesz się wydrenowany, przygnębiony, smutny.

Nie jesteś dla wszystkich i nie wszyscy są dla ciebie. Naucz się rezygnować i niejako odpuszczać pewne znajomości, przyjaźnie, związki, które mają na ciebie negatywny wpływ. Jeżeli będąc w relacji z kimś, zbyt często masz poczucie, że to z tobą jest coś nie tak, a dodatkowo dana osoba kompletnie nie bierze odpowiedzialności za swoje zachowanie, o wszystko obwiniając ciebie, najwyższy czas się wycofać. Naucz się mówić „nie” ludziom, którzy nie zasługują na twój czas i uczucia.

Istotne jest również, by nie próbować zadowolić wszystkich. Każdy z nas dysponuje dobą, która ma dokładnie tyle samo godzin. Czas to niezwykle cenne dobro. Jeżeli pracujesz, to przecież zarobionych pieniędzy (z reguły ;)) nie wydajesz byle jak i nie rozdajesz byle komu. Tym bardziej nie szastaj czasem i twoją uwagą. Nie powinni jej dostawać ci, którzy na nią nie zasługują, którzy nie dbają o ciebie, albo którzy ciągle cię krytykują.

Skup się na budowaniu związków z ludźmi, z którymi twoje relacje zdają się rosnąć w sposób naturalny, zamiast pracować nad osobami, nie nadającymi z tobą na tych samych falach. Wkładanie wysiłku w niewłaściwe, czy nawet chore związki z innymi, nie tylko wydrenuje cię emocjonalnie, ale też wpłynie na to, jak będziesz postrzegał siebie. Jeżeli zdarzyło ci się, że po spotkaniu z kimś czułeś się żle, albo tez żyjesz z kimś, kto ciągle obniża twoje poczucie własnej wartości, czas to zmienić. Ciężko zarobionych pieniędzy nie rozdaje się lekką ręką, więc tym bardziej nie powinieneś tak robić ze swoim czasem, miłością, lojalnością i zaufaniem.

Na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy będą mieli ciągłe nagetywne podejście do życia, ale pamiętaj, że są też osoby jeszcze bardziej toksyczne. Temat ten został omówiony szczerzej w poście poświęconym zjawisku psychopatii (aby dowiedzieć się więcej kliknij tutaj). Psychopaci bowiem to szczególny i niezwykle groźny przypadek, ponieważ wielu z nas przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Są oni niczym drapieżcy drenujący swoje ofiary aż do całkowitego wyczerpania źródła. Można więc ich określić również mianem energetycznych wampirów, chociaż pojęcie to jest zdecydowanie szersze.

Pamiętaj, że tak naprawdę to ty jesteś jedyną osobą, która kontroluje swoje uczucia. Zawsze masz wybór. Możesz zadecydować co zrobisz i jak sie poczujesz w związku z daną sytuacją. Kreujesz swoją rzeczywistość, a skoro tak, to będziesz przyciągał dokładnie to, na co sobie pozwolisz i to o czym myślisz. Oczywiście nauczenie się kontrolowania swoich myśli i uczuć nie jest proste i może zająć całe lata, ale na pewno warto spróbować.

Zacznij od przeglądu swoich relacji z innymi ludźmi i tego jak na ciebie wpływają. Nie bój się podejmować działań, jeżeli czujesz, że ktoś ma na ciebie zły wpływ, albo wręcz drenuje cię pod względem emocjonalnym. Nie stawaj się ofiarą, bo tylko od ciebie zależy, jak będziesz odczuwał swoje życie. Dzięki zmianom przyjdzie do ciebie więcej zadowolenia, więcej dobrej energii i pozytywnych ludzi.

Jeszcze jedno – nie bój się samotności. Nie obawiaj się czasu spędzanego w swoim własnym towarzystwie. W zachodnim świecie żyjemy często tak, że otaczają nas ciągle inni ludzie i hałas. Nawet w chwilach, gdy jesteśmy sami, w tle przeważnie gra radio, telewizor albo skrolujemy po FB.

Czas spedzony z samym sobą, bez dodatkowych „rozpraszaczy”, pozwoli ci się zastanowić, przewartościować pewne sprawy, może cię uzdrowić i dać umysłowi szansę na zregenerowanie się. Oczywiście z początku samotność może wydawać się trudna, bo każe spojrzeć, jak naprawdę wygląda nasze życie. Często więc ludzie na różne sposoby uciekają od takiej analizy … alkohol, marne związki, pracoholizm, imprezy, nadmierne zainteresowanie życiem innych, byle tylko nie patrzeć na swoje prywatne bagno. A przecież wszystko zaczyna się w naszym wnętrzu, jeżeli nie jest ono uporządkowane, jeżeli nie kochamy, nie akceptujemy i nie szanujemyu samych siebie, taka też będzie otaczająca nas rzeczywistość. Tak jak chory fizycznie organizm przyciąga różne pasożyty, tak samo dzieje się z chorą duszą.

 

Na podstawie:
"Cut ties with energy vampires and save your sanity" Anna Hunt - Waking Times 02.07.2016
Science of the Spirit - Cut ties ...

 

Góra Świętej Heleny – zaprzeczeniem zasady aktualizmu geologicznego

Góra Świętej Heleny to aktywny wulkan znajdujący się w stanie Waszyngton w USA. Ostatnia seria erupcji rozpoczęła się w 1980r., kiedy to znaczne osunięcia ziemi i silna eksplozja, doprowadziły do powstania wielkiego krateru. Wszystko zakończyło się sześć lat później kilkunastoma wylewami lawy, które utworzyły stożek w kraterze. W przypadku tego wulkanu, większe i dłuższe erupcje miały już miejsce w przeszłości i z pewnością dojdzie do nich w przyszłości. Niemniej na razie wygląda na to, że wszedł on w okres uśpienia.

W wyniku erupcji wulkanicznych doszło do kumulacji popiołu i materiału skalnego, który później uległ erozji, tworząc sporych rozmiarów kaniony. Zwolennicy aktualizmu geologicznego długo twierdzili, że tego typu formacje skalne, tworzą się w wyniku długotrwałego i rozłożonego w czasie działania sił przyrody. Szybkie (wręcz natychmiastowe) powstanie kanionów po erupcji Wulkanu Św. Heleny w 1980 r., dostarczyło dowodów dla teorii katastrofizmu i związanej z nią historii o ogólnoświatowym potopie.

Erupcja z 1980 roku

Pierwszym znakiem aktywności Góry Św. Heleny była seria małych trzęsień ziemi, która rozpoczęła się w 16 marca 1980 r. Po 100 dalszych trzęsieniach ziemi, eksplozja pary (erupcja freatyczna) zniszczyła krater wraz z pokrywą śnieżną, znajdującą się na wierzchołku wulkanu. W przeciągu tygodnia, krater powiększył się osiągając rozmiar 396 m średnicy, a strefa dużych szczelin objęła całą część szczytową. Do 17 maja, ponad 10 000 trzęsień ziemi wstrząsnęło wulkanem. Jego północna flanka wybrzuszyła się w znaczny sposób (o jakieś 137 m). Tak dramatyczna deformacja świadczyła o tym, że magma podeszła bardzo wysoko (patrz rysunek nr 5 na końcu artykułu).

18 maja 1980 roku o godzinie 8:32 (czasu lokalnego), trzęsienie ziemi o magnitudzie 5,1 spowodowało osunięcie się stożka wulkanu wraz z wybrzuszeniem. Było to największe osunięcie się ziemi w zarejestrowanej historii ludzkości. Osunięcie zmniejszyło ciśnienie w systemie magmowym, powodując silną eksplozję, która wyrzuciła materiał piroklastyczny. Fragmenty skał, popiół, gaz, para wodna, zostały wyrzucone w górę oraz w kierunku północnym. Gorąca chmura materiału przyspieszyła, osiągając w początkowej fazie ponad 480 km/h. Później, kiedy fragmenty skał i popiół, zaczęły się schładzać i opadać na ziemię, chmura zwolniła. Ludzie, którzy uciekli przed wybuchem, na zachodni kraniec wulkanu, mogli widzieć ją powiększającą się i przemieszczającą z prędkością od 104 do 160 km/h. Dotarła ona ponad 27 km w kierunku północnym. Osuwisko natomiast 22 km w kierunku wschodnim, w dół do rzeki North Fork Toutle.

Wybuch wytworzył kolumnę popiołu i gazów, która wzbiła się na wysokość ponad 24 km w atmosferę, w zaledwie 15 minut. W niecałą godzinę później, kiedy doszło do eksplozji magmy z nowego krateru, drugi wybuch uformowała kolejną chmurę. Następnie, tuż po północy, szybka lawina gorącego popiołu, pumeksu i gazów rozlała się z krateru, pędząc z prędkością 80 – 128 km/h i obejmując obszar 8 km w kierunku północnym. W oparciu o dane z tego potoku piroklastycznego, naukowcy obliczyli, że erupcja osiągnęła swój szczyt pomiędzy godziną 15:00 a 17:00. W ciągu dnia, wiatr przewiał 520 mln ton popiołu w kierunku wschodnim i spowodował kompletną ciemność w Spokane (Stan Waszyngton) znajdującym się 400 km od wulkanu.

W czasie kilku pierwszych minut erupcji, chmura uformowana w wyniku wybuchu, rozrosła się nad nowo utworzonym kraterem, obejmując zachodnią, południową i wschodnią część wulkanu. Roztopiona skała i gorące gazy szybko rozpuściły śnieg i lód, tworząc falę, która erodowała i mieszała odłamki skalne, formując w ten sposób wulkaniczną lawinę błotną (tzw. lahar). Liczne lahary zeszły z Góry Św. Heleny w doliny rzeczne, wyrywając z korzeniami drzewa, niszcząc drogi i mosty. Największy i najniebezpieczniejszy spływ popiołowy, utworzył się przez wodę, sączącą się z dużego osunięcia ziemi. Ten długotrwały przepływ wody, spowodował erozję materiału z depozytu powstałego w wyniku osunięcia się ziemi oraz z kanału rzeki North Fork Toutle. Lahar zwiększył swój rozmiar w miarę posuwania się w dół, niszcząc mosty i domy, by w końcu wpłynąć do rzeki Cowlitz. Osiągnął swój maksymalny rozmiar około północy na tej właśnie rzece, jakieś 80 km w dół od wulkanu.

Skierowana w stronę północną eksplozja pary zgromadzonej w wulkanie, była równa 20 mln TNT. Powaliła ona 253 km2 lasów w przeciągu 6 minut. W jeziorze Spirit, na północ od góry, olbrzymia fala wody, wyzwolona w wyniku osunięcia się okruchów skalnych, ogołociła z drzew zbocze do wysokości 260 m powyżej przederupcyjnego poziomu wody. Całkowita energia wyzwolona w wybuchu z 18 maja 1980 r. równała się 400 mln TNT, czyli miała moc jakieś 20 tys razy większą niż bomba zrzucona na Hiroshimę.

Aktywność wulkaniczna Góry Świętej Heleny na przestrzeni stuleci

1980-1986

Silna eksplozja połączona z erupcją, która nastąpiła 18 maja 1980r., następnie 21 mniejszych wybuchów. Ostatnich 17 utworzyło stożek w kraterze wulkanu.

1800-1857

Duża erupcja wulkaniczna w 1800 r., po której nastąpił wyrzut lawy. Strumień roztopionej skały utworzył coś w rodzaju wyspy na północno-wschodnim krańcu wulkanu i stożek lawowy na północnej flance góry (kopułę wulkaniczną o nazwie Goat Rocks).

Końcówka XVIII wieku

Warstwy skal wulkanicznych świadczą o aktywności wulkanu, związanej ze wzrostem kopuły wulkanicznej na szczycie góry, wskazują również na występowanie lawin i opadów piroklastycznych oraz spływów popiołowych (tzw. lahar).

Góra Świętej Heleny jako przykład i potwierdzenie katastroficznej natury zmian na ziemi

Góra Świętej Heleny przed wybuchem 18 maja 1980 r.

Góra Świętej Heleny po wybuchu w maju 1980 r.

Wybuch Góry Św. Heleny 18 maja 1980 r., był bardzo ważnym wydarzeniem z punktu widzenia geologicznego. Pozwolił na obserwacje i udokumentowanie całego katastroficznego procesu. Dla naukowców kreacjonistycznych zdarzenie było szczególnie godne uwagi, ze względu na szybkie odkładanie się osadów i gwałtowną erozję, która w małej skali pokazała, co mogło się dziać w czasie ogólnoświatowej katastrofy jaką był Potop. W związku z tym warto przeanalizować prace dr Stevena A. Austina poświęcone badaniom skutków wybuchu Wulkanu Św. Heleny.

Gwałtowna sedymentacja

W wyniku osunięć ziemi, lawin piroklastycznych, błotnych itd., doszło do tworzenia się osadów geologicznych o grubości 120 m. Cienkie warstwy osadu od 1 mm do 1 m grubości formowały się w ciągu kilku sekund każda! Depozyt materiału o grubości ponad 7,5 m i zawierający ułożone na sobie 100 cienkich warstw, powstał w ciągu zaledwie jednego dnia 12 czerwca 1980 r. Zwolennicy aktualizmu długo twierdzili, że skały osadowe, takie jak znajdowane w kolumnie geologicznej, powstały w wyniku bardzo długiego procesu akumulacji i że reprezentują one poszczególne okresy geologiczne. Jednakże warstwy osadowe na Górze Świętej Heleny pokazują, że twory te mogą powstać w bardzo krótkim czasie, w wyniku jednej katastrofy.

Szybka erozja

Rozlewający się z krateru wodospad Loowit, zmienił kształt północnego zbocza góry. Oczekiwałbyś, że taki kanion powinien mieć setki a nawet tysiące lat” – stwierdza Peter Frenzen – „ale to się stało w mniej niż dekadę”.

Być może najbardziej znaczącym katastroficznym zdarzeniem, które miało miejsce na po wybuchu Góry Św. Heleny, była gwałtowna erozja, powstała w wyniku zejścia lawin błotnych, osunięć ziemi i wysokich fal.

19 marca 1982 r. mała erupcja roztopiła śnieg, który zgromadził się w kraterze w okresie zimowym, w efekcie potoki gorącego mułu wyżłobiły system kanionów głębokich na prawie 43 metry i długich na ok 29 km. Wszystko to stało się w ciągu jednego dnia. Najgłębszy z kanionów został nazwany małym Wielkim Kanionem rzeki Toutle (stanowi 1/40 rozmiaru swojego wielkiego „kuzyna”). Mały strumyk, który teraz płynie na jego dnie, mógłby wskazywać, że to on wyżłobił kanion w ciągu dłuuuugiego okresu czasu. Niemniej ten unikalny proces pokazał, że to właśnie gwałtowne katastrofy, są odpowiedzialne za powstawanie pewnych charakterystycznych struktur geologicznych. Na temat Wielkiego Kanionu również twierdzi się, że powstał w wyniku długotrwałego procesu i działania rzeki Colorado, ale czy na pewno. Wiele wskazuje na to, że na terenie dzisiejszego kanionu znajdowało się kiedyś sporych rozmiarów popotopowe jezioro. W wyniku erozji lub innego procesu, pękła jedna z naturalnych tam i całe masy wody przemieściły szybko i gwałtownie, pozostawiając po sobie ślad w postaci podziwianego dzisiaj Wielkiego Kanionu, który jak wiele tego typu formacji jest stworzony ze skał osadowych.

Pionowo zdeponowane kłody drzew

Osunięcie ziemi wywołało fale na jeziorze Spirit, które ogołociły sąsiadujące z nim zbocza z drzew i utworzyły dryfującą po jeziorze wyspę, złożoną z milionów pni (zajmującą ponad 3 km2 powierzchni Spirit Lake). Kłody te przemieszczały się pod wpływem podmuchów wiatru, z czasem ich liczba zaczęła się zmniejszać, co wskazywało, że drzewa powoli osiadały na dnie jeziora. Wiele z nich dryfowało w pozycji pionowej. Ich korzenie oraz część pnia znajdowała się pod wodą podczas gdy reszta pozostawała wynurzona. Setki tak dryfujących drzew i kłód osiadła w płytkich wodach wzdłuż brzegu jeziora. Tym sposobem drzewa, które zostały pogrzebane w osadach, wyglądały jak las rosnący tutaj przez setki lat, co zresztą jest standardową geologiczną interpretacją, dla skamieniałych lasów znajdujących się m.in. w Parku Yellowstone.

Aby zdobyć więcej informacji na temat pionowo ułożonych kłód w jeziorze Spirit, członkowie ICR wraz z dr Haroldem Coffin’em z Geoscience Research Institute, zbadali dno jeziora przy użyciu sonaru oraz akwalungu. Setki stojących pionowo, całkowicie zatopionych kłód, zostało zlokalizowanych przez sonar, następnie nurkowie potwierdzili ten fakt. W sierpniu 1985 r. ustalono, że na dnie jeziora znajdowało się ponad 19 000 pionowo stojących kikutów drzew. Dane z sonaru i badania przeprowadzone przez nurków wykazały, że korzenie rozchodzą się promieniście od zatopionych drzew oraz, że drzewa nie są ściśnięte w jedną masę, ale wyglądają tak, jakby kiedyś rosły w tym miejscu zupełnie normalnie i stopniowo zostały zalane przez wodę, a nie zmiecion przez wielką katastrofę. Dalsze badania wykazały, że niektóre z drzew, były pogrzebane przez osady na grubość prawie 1 metra, podczas gdy inne nie miały żadnych osadów dookoła swoich pni i korzeni. Dowodzi to, że tonęły one w różnym czasie. Co ciekawe, takie same odkrycie w skałach osadowych, zostałoby zinterpretowane jako las rosnący na różnym poziomie przez tysiące lat. Ten dziwny drzewostan na dnie jeziora Spirit, pokazuje, że warto z większym krytycyzmem i jeszcze raz przyjrzeć się interpretacji skamieniałych lasów i pionowo spetryfikowanych drzew, przechodzących przez kilka warstw skał osadowych (jak to widać na zdjęciu po lewej).

Warstwy torfu w jeziorze Spirit

Miliony drzew wyrwanych ze zbocza góry i dryfujących po jeziorze, w wyniku działania wiatru i wody zostało odarte z gałęzi i kory. Badania dna jeziora, przeprowadzone przez nurków, wykazały, że nasączone wodą warstwy kory drzewnej występują w sporej ilości na dnie, w miejscach wolnych od naniesionego z brzegu pyłu wulkanicznego, tworząc pokłady torfu o grubości kilkudziesięciu centymetrów. Torf z jeziora przypomina, zarówno pod względem układu jak i tekstury, niektóre ze złóż węgla kamiennego występujące na terenie Wschodnich Stanów Zjednoczonych.

Według powszechnie obowiązujących poglądów, węgiel powstał w wyniku kumulacji materiału organicznego z rosnących i następnie pogrzebanych roślin, wystepujących na terenach bagiennych. Ponieważ tworzenie się torfu jest powolnym procesem, geolodzy założyli, że powstanie 30 cm grubości złoża węgla kamiennego, wymaga około 1 tysiąca lat. Jednakże warstwa torfu na terenie jeziora Spirit, pokazuje, że może on tworzyć się bardzo szybko (wybuch nastąpił w maju 1980 r. a badania przeprowadzono w 1985 r.).

Torf pochodzący z bagien i trzęsawisk, zawiera jedynie niewielką ilość kory drzewnej, ze względu na inwazyjną działalność korzeni drzew, które dezintegrują i ujednolicają skład torfu.

Natomiast złoża torfu z jeziora Spirit, strukturalnie są bardzo podobne do węgla. Wszystko co jest potrzebne, to gwałtowne zagrzebanie i lekkie podgrzewanie, żeby przekształcić torf z jeziora w węgiel. Tym sposobem, możemy zobaczyć pierwszy stopień formowania się węgla, który wcale nie wymaga tysięcy lat.

*

Wybuch Wulkanu Św. Heleny dał niesamowite możliwości dla zakrojonych na szeroką skalę badań geologicznych. Wiele z nich wykazało, że zmiany zachodzą na ziemi raczej zgodnie z zasadą katastrofizmu a nie aktualizmu. Małe laboratorium, jakim stała się Góra Św. Heleny, pozwoliło potwierdzić wiele założeń i teorii związanych z ogólnoświatowym potopem.

ps. Poniżej, krótki film przedstawiający przebieg katastrofy:

oraz kilka zdjęć z USGS: Volcano Hazards Program:

1.Przed wybuchem z 18 maja 1980 r. Góra Świętej Heleny miała wysokość 2950 m n.p.m. (widok na zachodnią ścianę). Dolina S. Fork Toutle Rivier znajduje się w środku fotografii.

2. Widok na górę od strony północno-wschodniej.

3. Pojawia się rozległa szczelina i wybrzuszenie na północnej flance wulkanu – 27 marzec 1980 r.

4. Erupcja freatyczna spowodowana ciśnieniem pary wodnej powstałej w kontakcie wody z gorącą magmą – 18 maj 1980 r.

5. Na północno-wschodniej ścianie wulkanu pojawia się wybrzuszenie, spowodowane gromadzeniem się magmy – 18 maj 1980 r.

6. Erupcja – 18 maj 1980 r.

7. Opad popiołu wulkanicznego na farmę w Connell (Stan Waszyngton) położoną jakieś 300 km od wuklanu – 18 maj 1980 r.

8. Drzewa powalone przez falę uderzeniową powstałą w wyniku wybuchu.

9. Księżycowy krajobraz  po wybuchu.

10. Wielki otoczak przeniesiony przez lahar, potwierdza ogromną siłę żywiołu.

11. Chmura popiołu widziana z Ephrata (Stan Waszyngton) oddalonego o 230 km od wulkanu.

Więcej slajdów można znaleźć pod poniższym linkiem:

St Helens Gallery

Zobacz także:

Przedpotopowe sklepienie ochronne

 „…were all the fountains of the great deep broken up…” – czyli sladami Biblijnego Potopu

Od raju utraconego do potopu

Za górami za lasami i miliony lat temu … a może jednak całkiem niedawno

Kaniony podmorskie

Grzbiet Północnoatlantycki był kiedyś powyżej poziomu morza

Ancient Green Sahara

Wczesne migracje ludów po potopie

żródło:
Mt. St. Helens and Catastrophism by Steven A. Austin, Ph.D.
Mount St. Helens - CreationWiki


PLANTAE – JEDNO Z KRÓLESTW ŚWIATA ŻYWEGO

Sekrety roślin – przyroda uchyla listka tajemnicy” Anne-France Dautheville to fascynująca, mała zielona książeczka, która wprowadza nas w niesamowity świat flory. Od mikroskopijnych glonów, po majestatyczne sekwoje, rośliny mają swoje tajemnice, strategie przetrwania, czasem łączą się w sojusze, albo kamuflują swoje prawdziwe intencje. Niektóre z nich przyniosły nawet nadzieję, gdy wydawało się, że zgasło już wszelkie życie. Poniżej znajdziecie kilka ciekawostek z książki Pani Dautheville, niemniej na pewno warto sięgnąć po całość.

Kwiaty wybijające godziny

Karol Linneusz (1707-1778), wybitny szwedzki botanik, zauważył uporządkowany charakter kwiatów – otwierają się i zamykają zawsze o tej samej godzinie, każdy wg swojego rytmu. Oto przykłady:

Otwieranie

2:00 wilec purpurowy

5:00 jaskier

7:00 nenufar

8:00 jastrzębiec kosmaczek i mak

9:00 nagietek

12:00 męczennica

13:00 goździk

18:00 wiesiołek

19:00 dziwaczek i Pelargonium triste

Zamykanie

16:00 powój

17:00 nenufar

19:00 mak

Ale uwaga Linneusz stworzył swój zegar w kraju nordyckim. We Francji godziny nasłonecznienia są nieco inne więc i zegar kwiatowy bije inaczej …

Jeśli przypadkiem znajdziesz się w samym sercu Malezji i stwierdzisz, że twój zegarek stoi, poszukaj ukęśli, krzewu rosnącego na poboczach dróg. Gdy otwierają się jego pąki i zamieniają w piękne duże kwiaty, jest godzina trzecia. Gdy pięć płatków kwiatu, wirując opadnie na ziemię, jest godzina szesnasta. Odczekaj 36 dni, aż dojrzeją owoce. Gdy pękają, by wyrzucić z siebie nasiona, jest znowu godzina trzecia.

Bomba i życie

Hiroszima już nie spała, gdy 6 sierpnia 1945 roku o 8:15 rano piekło runęło na miasto. Wybuchła bomba atomowa Little Boy, równając z ziemią tysiące domów, zabijając ponad sto tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Kilka tygodni później w przerażającym polu ruin, osiemset metrów od miejsca uderzenia, zakwitł oleander.

W odpowiedzi na te straszliwe doświadczenia mieszkańcy Hiroszimy nad rzeką Otagawa urządzili Park pokoju – ogród pełen światła i ptaków, do którego przeniesiono drzewa ocalałe po wybuchu.

Miłorząb wypuścił pąki rok później.

Wierzba płacząca, którą podmuch wyrwał razem z korzeniami, wróciła na swoje miejsce, zassana przez wywołaną wybuchem próżnie.

Chińska sosna parasolowata miała spalony pień. Wytworzyła nową korę, która okryła sczerniałe, opalone płomieniami drzewo. Takim sposobem zaczęła życie na nowo w chwili, gdy miało się ono zakończyć.

W parku pokoju rosną 52 bohaterskie drzewa – palmy, lipy, drzewka cytrynowe, jałowce i inne. Japończycy zawieszają na ich gałęziach karteczki – modlitwy albo wiersze, powierzane tym cichym i nieruchomym stworzeniom, które potrafiły pokonać śmierć. 

Zobacz także: Aleja atomowych grzybów…

Rozmowy z rośliną

Rankiem 2 lutego 1966 roku, Cleve Backster wstał wcześnie rano, jak to miał w zwyczaju, i udał się do swojego laboratorium na Manhattanie, w samym sercu Nowego Yorku. Pracował nad wykrywaczem kłamstw (jeśli kłamiesz nawet najmniejsza emocja powoduje drganie linii).

Tamtego ranka, z nudów, Backster zainteresował się swoją draceną, zieloną rośliną o długich wąskich liściach. Dopiero co ją podlał. Pytanie, które miało zmienić jego życie, narzucało się samo – ile czasu potrzebuje woda, by napoić całą roślinę? Podłączył elektrody do dwóch liści, galwanometr zareagował na ciśnienie wody. Linia na wydruku wariografu była podobna do wyników wielu dziesiątek ludzi. Czy zatem roślina mogła odczuwać emocje? Zwinął czubek liścia i zanurzył go w filiżance kawy. Zero reakcji. Może powinien być bardziej brutalny, na przykład podpalić inny liść? Ledwie wpadł na ten pomysł, linia zaczęła drgać we wszystkie strony. Podszedł do biurka sekretarki i wrócił z pudełkiem zapałek. Kreska na papierze robiła się coraz bardziej szalona. Była to linia paniki. Należało mieć pewność, Backster schował więc z powrotem zapałki do szuflady biurka. Linia odzyskała spokój. Znowu zatem wziął zapałki do ręki, zapalił jedną z nich i przytknął płomień do liścia. Zapis był taki, jak nieraz zdarzało się, w przypadku przerażenia u człowieka. Wtem linia się uspokoiła – było to typowe dla zasłabnięcia. Backster, zafascynowany tą przekraczającą wyobraźnię rzeczywistością, którą odsłoniły przed nim elektrody, kontynuował doświadczenia. Potwierdził, że roślina istotnie reagowała w zależności od jego woli. Gdy wyobrażał sobie, że ją okaleczy, jednocześnie decydując, że jednak tego nie zrobi, linia pozostawała bez zmian.

Wiele razy wobec świadków powtarzał to, co mogło wydawać się zjawiskiem nadprzyrodzonym albo manipulacją. Doświadczenia odbywały się w zamkniętym pomieszczeniu, w którym najważniejsze były dwie rośliny. Backster zaczynał od zasłonięcia opaską oczu sześciu ochotnikom, potem kazał im wyciągać z kapelusza bardzo dokładnie złożone karteczki. Na którejś z nich znajdował się rozkaz: zniszczyć jedną z roślin. Ochotnicy wychodzili z pomieszczenia, później wracali do niego każdy osobno, zdejmowali opaskę, czytali, to co było napisane na kartce, po czym wychodzili stamtąd z opaską znowu na oczach, chowając kartkę do kieszeni. Ostatecznie jedną z roślin ktoś wyrwał, pozostali nie mogli jednak wiedzieć, kto to zrobił. Backster podłączył elektody do ocalałej draceny i kazał wszystkim ochotnikom po kolei podchodzić do niej. Za każdym razem, gdy zbliżał się do niej „morderca”, roślina dostawała szału.

W doświadczeniu tym wzięli też udział nowojorscy policjanci, którzy wykorzystali je potem w śledztwach, gdy na miejscu przestępstwa znajdowały się rośliny. Backster podłączał elektrody do liści, a różni podejrzani przechodzili po kolei przed daną rośliną. Kiedy linia wariografu zaczynała drgać, śledztwo policji koncentrowało się na tej właśnie osobie i zwykle udawało się udowodnić jej winę. Wariograf taką samą „emocję” pokazywał, gdy ktoś zniszczył inną dracenę, jakby rośliny były obdarzone pamięcią, jakby przemoc bez względu na to, w kogo wymierzona, zostawiała w nich swój ślad.

Naukowcy obserwują, analizują, posługują się szkiełkiem i okiem, a ich cnotą jest obiektywizm. Kłopot w tym, że w doświadczeniach Bakstera przejawia się pewien element nie podlegający kontroli – spontaniczność decyzji. Wielu było takich, którzy próbowali powtórzyć jego eksperymenty, przygotowując się do tego starannie – lecz na próżno. Rośliny w danym momencie reagowały na intencję, nigdy na rozumowanie. Czy należy wyobrażać sobie, że jest jakaś telepatyczna więź między roślinami a ludźmi? Dla zachodniej nauki to bezsensowna hipoteza. Istnieje jednak wiele ludów, które uznałyby, że jest ona bardzo mądra. Str. 46-48

„Nie przeszkadzać … maleńka trawa śni”

Walc

Fasola owijająca się wokół tyczki wykonuje pełny obrót o promieniu liczącym siedem i pół centymetra w ciągu dziewięćdziesięciu minut. Gdy nie brakuje jej wody i światła, a gleba i temperatura są odpowiednie, fasola robi szesnaście obrotów w ciągu dnia. 

Znowu o muzyce

Fizyka kwantowa otwarła drzwi do przedziwnego, nieskończenie małego świata. Pozwoliła nam zobaczyć narodziny białka. (…) każda cząsteczka organizmu charakteryzuje się specyficznym białkiem. Joel Sternheimer, fizyk w pełni niezależny, poświęcił swoje życie badaniu tego zagadnienia. Odkrył związek między życiem a dźwiękiem. Podczas syntezy białka każdy z aminokwasów łączy się z RNA wywołuje wibrację, falę, która odpowiada „dźwiękowi”. Mamy zatem sekwencję od osiemnastu do dwudziestu czterech różnych dźwięków, czasami jednak fale się łączą, fraza muzyczna może się zatem wydłużać.

Perspekywy wykorzystania w praktyce tego odkrycia są nieskończone. W lipcu 1996 roku w jednym z bardzo suchych regionów Senegalu Ousman Gueye, technik rolniczy, podzielił plantację pomidorów na dwie części. Jedna część była podlewana raz dziennie, ale słuchała przez trzy minuty dziennie melodii białka, odpowiadającego za odporność na suszę. Druga część plantacji była uprawiana normalnie, nawadniania dwukrotnie w ciągu dnia, z zastosowaniem produktów fitosanitarnych, czyli metodą jak najbardziej rutynową. Ostatecznie pomidory „normalne” dały niewielki plon maleńkich owoców, zaatakowanych przez owady. Jednym słowem klapa. Pomidory „muzyczne” natomiast dały wspaniałe owoce, rośliny były w świetnym zdrowiu, a ich plony okazały się dwudziestokrotnie większe. Doświadczenie powtarzano wielokrotnie, we Francji, w Szwajcarii, w Belgii, z innymi warzywami i melodiami pożytecznymi dla ich wzrostu.

Winorośle bywają atakowane przez chorobę zwaną esca, za którą odpowiedzialność ponoszą różne gatunki grzybów. Opanowują wnętrza krzewów i uszkadzają je, a ponieważ żaden środek chemiczny nie jest w stanie ich zwalczyć, krzew obumiera (…) Powstrzymać rozwój choroby może jednak melodia białka esca, ale odtwarzana od końca. W 2011 roku to rozwiązanie przetestowało szesnaście winnic i zakażenie spadło o 75 %. Rok później pięćdziesięciu właścicieli winnic w taki sposób potraktowało 150 hektarów upraw. To był straszny rok, gorący, wilgotny, z dużymi wahaniami temperatury. Esca została zredukowana o 40 %. W 2013 roku szczególnej obserwacji poddano 32 winnice o wielkości od 1-6 hektarów, które podzielono na trzy części. Spadek zachorowań wśród winorośli, u których stosowano to rozwiązanie przez 3 lata wyniósł 67% (…). Orężem w walce z esca jest zwykły odtwarzacz położony między rzędami winnicy, zasilany baterią słoneczną i wyposażony w minutnik, który uruchamia go dwa razy dziennie.

Należąca do Joela Sternherimera spółka Genodics z powodzeniem stosuje obecnie tę metodę w uprawach warzyw, szczególnie sałat, bardzo wrażliwych, które są łatwo atakowane przez rozmaite choroby. Nauka ta zwie się genodyką, a muzyka białek to proteodia. Pomimo takich wyników prac Joela Sternheimera część establishmentu naukowego uważa jego wywody za niedorzeczne. Schopenhauer mówił, że każdy nowy pomysł jest najpierw wyśmiewany, potem zwalczany, a w końcu „uznawany za oczywistość”.

Więcej na temat tego innowacyjnego przedsięwzięcia można znaleźć na stronie: genodics.com

*

Podsumowując, cale to Zielone Królestwo stanowi świat, bez którego my ludzie nie bylibyśmy w stanie przeżyć, rośliny natomiast świetnie poradziłby sobie bez nas. Warto więc przyjrzeć się im bliżej, nauczyć prawidłowo korzystać z ich potencjału, bez nadmiernej eksploatacji, bo wszyscy jesteśmy częścią tej samej żywej planety.

Źródło:
"Sekrety roślin – przyroda uchyla listka tajemnicy” Anne-France Dautheville, Wydawnictwo Literackie 2017 r.,Wydanie pierwsze, str. 23, 26,46, 49, 59, 66-68