Dlaczego mógłbym chcieć?

W poście o Multizadaniowym mózgu zajmowalismy się kwestią osłabienia koncentracji, a tym samym efektywności, spowodowaną przestymulowaniem i nadmierną ilością informacji, które wprowadzamy nieustannie do naszego mózgu. Wiedząc już gdzie leży problem, warto podjąć zdecydowane kroki … i właśnie tutaj często zaczynają się przysłowiowe schody. Między wiedzieć a realizować znajduje się czasami głęboka przepaść, albo też realizacja szybko płonie na stosie słomianego zapału.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wiele z naszych pomysłów, idei, ambitnych planów, postanowień, pozostaje nigdy nie zrealizowana, chociaż być może zabieraliśmy się za nie wielokrotnie?
Odpowiedź tkwi w odmienianym dzisiaj przez wszystkie przypadki haśle MOTYWACJA. Motywują nas w pracy, motywują nas w TV, na portalach społecznościowych, czytamy motywujące hasła, cytaty, książki, chodzimy na seanse i spotkania motywacyjne, ale często z mizernym skutkiem.

W haśle „To ty jesteś zmianą, której oczekujesz” tkwi tak naprawdę sedno i cała kwintesencja motywacji i zmian. W sobie i tylko w sobie możemy znaleźć potencjał i wolę, do wyjścia ze stref komfortu. Wolę i siły do osiągnięcia zamierzonych celów, które być może już od dawna majaczą na horyzoncie.

Ciekawą metodą, po którą warto sięgnąć, jest metoda motywacyjna opracowana przez dr Michaela Pantalona. Szczegółowo została ona opisana w książce „Motywacja metodą sześciu kroków” (GWP z 2017 r.). Generalnie chodzi o stworzenie w mózgu właściwego programu i uświadomienie sobie, dlaczego tak naprawdę chcę zmiany, dlaczego chcę coś konkretnego osiągnąć. Metoda pozwala też zweryfikować, czy nasze cele są faktycznymi założeniami, do których pragniemy dążyć, czy też może mówimy o nich innym, bo wypada takie cele mieć, bo takie są wobec nas oczekiwania.

Sześć pytań pozwala w łatwy i szybki sposób skrystalizować w naszych głowach obraz i możliwość realizacji planów, celów i założeń, a także może dać nam siłę potrzebną do dokonania zmian. Pamiętajmy, nasz mózg lubi spójność istniejącą między myślami i czynami.

Dr Michael Pantalon ma za sobą dwie dekady doświadczeń jako psycholog kliniczny, badacz, manager, trener, konsultant, mówca. Stwierdza on jasno, że motywowanie ludzi, nawet tych z uzależnieniami, nie jest tak trudne, jak może się wydawać i tak naprawdę każdy może to zrobić. Nie chodzi bowiem o charyzmę samego trenera, bo przecież silne osobowości, posiadające dar przekonywania, łatwo mogą rozpalić publikę i na koniec uzyskać owację na stojąco. Pytanie zasadnicze jest inne, jak utrzymać płomień wśród słuchaczy, gdy zgasną światła i audytorium rozejdzie się do domów. Jak siebie samego utrzymać na drodze zmian i postępu.

„Jeśli chcesz zbudować statek, nie zwołuj ludzi, aby ci przynieśli drzewo, przygotowali narzędzi, nie przydzielaj zadań i pracy, lecz wzbudź w nich tęsknotę za dalekim, bezkresnym morzem.” Antoine de Saint-Exupery

Dlatego właśnie jako terapeuta i trener dr Michael Pantalon, pomaga swoim klientom zrozumieć, że u podstaw prawdziwej i trwałej motywacji leżą trzy proste, ale zarazem głębokie prawdy:

1. Nikt, absolutnie nikt nie musi się zmieniać, wszyscy jesteśmy wolni i decydujemy sami za siebie. Powiesz „To oczywiste”, ale zastanów się, jak często słyszysz słowo musisz, powinieneś, jak często sam od siebie egzekwujesz różne rzeczy, ciągle biczując się słowem muszę, powinienem. W większości, takim postępowaniem przypominamy tak naprawdę pochody pokutników z czasów średniowiecza, którzy okładali biczami swoje ciała. Jak wiemy na niewiele im się to zdało, a w zakażone rany co najwyżej mogła wdać się gangrena.

Rezygnowanie ze stosowania zwrotów w stylu muszę/powinienem, nie oznacza oczywiście, że mamy osiąść na laurach. Dobrze jest raczej skupić się na zrozumieniu, co leży u podstaw podejmowanych przez nas działań i zmodyfikowaniu naszego podejścia tak, by powzięte decyzje wynikały z naszej nieprzymuszonej woli.

2. Każdy z nas wliczając w to Ciebie ma tak naprawdę wystarczająco motywacji w sobie.

3. Wydobywanie i odblokowywanie twojej wewnętrznej motywacji nie jest tak naprawdę ani długim ani tajemniczym procesem. Może Ci zająć 7 minut 😀 w czasie których odpowiesz sobie na 6 pytań (powstałych w wyniku dziesiątek lat badań ;-)) i rozpoczniesz drogę do przebudowy swojej świadomości.

Bądź ciekawy … ale nie osądzaj

Zbyt proste pomyślisz, ale to właśnie w prostocie tkwi największa siła. Zanim przejdziemy do sześciu „magicznych” pytań, zastanówmy się najpierw, jak z reguły „motywujemy” siebie i innych i na ile jest to skuteczne:

– dawanie porad

– pokazywanie na przykładach

– przemawianie do rozumu i namawianie

– nagradzanie, odwoływanie się do korzyści

i chyba najgorsze metody czyli:

– zastraszanie

– karanie

Wszystkie powyższe formy są tak naprawdę sposobem wywierania nacisku, niczym więcej. Możemy w ten sposób wywolać w sobie lub w innych opór psychiczny tzw. reaktancję, opisaną w psychologii jako: „dążenie do przywracania wolności wyboru, zagrożonej przez kogoś, kto próbuje nam coś narzucić lub czegoś zakazać”.

To czego się nam zakazuje staje się bardziej atrakcyjne (tzw. zakazany owoc). Jednocześnie pojawia się niechęć wobec źródła przeszkód oraz motywacja do przywrócenia stanu swobody, wolności.

Ludzie różnią się tolerancją na odebranie im możliwości i swobody. W skrajnych przypadkach są w stanie rezygnować z wielu osobistych dóbr po to, aby przywrócić sobie możliwość wyboru („na złość babci odmrożę sobie uszy”, „nie będę zażywać przepisanych lekarstw”, „zrobię odwrotnie niż mi każą”).

Zjawisko to nasila się szczególnie tam, gdzie występują duże różnice poziomów mocy: np. duma bezsilnych wobec wyższej, pewniejszej siebie, mniej wahającej się mocy zewnętrznej – lub, przeciwnie, pogarda ludzi silnych, zdeterminowanych dla tych, którzy nie wiedzą, czego chcą, ciągle się wahają, szukają kierunku itd. A zatem, używając języka filozoficznego, jest to przede wszystkim konflikt pomiędzy wolnością pojętą pozytywnie, a negatywnie.” (źródło: wikipedia)

Krótko mówiąc, mniejsza jest szansa na podjęcie jakiegoś dzialania, gdy jest ono nakazane nam przez kogoś lub przez nas samych. Nawet jeśli wcześniej nosiliśmy się z takim zamiarem.

Dlaczego mógłbym chcieć????

Nie myśl szablonowo, bo w efekcie zbyt łatwo zrezygnujesz i wykłuczysz różne możliwości. Przede wszystkim pamiętaj: NICZEGO NIE MUSISZ, ale MOŻESZ. Zamień MUSZĘ na MOGĘ, CHCĘ (polączone ze świadomością dlaczego chcę/mogę). Działanie, które przyniesie ci prawdziwą korzyść i może zakończyć się sukcesem, podejmiesz tylko wtedy, gdy naprawdę uświadomisz sobie dlaczego czegoś chcesz. Nie zamykaj sobie drogi ciągłym muszę.

Bądź najlepszą wersją siebie …

Przejdźmy teraz do naszych 6 „magicznych” pytań:

1. Dlaczego mogłabym/mógłbym chcieć coś zrobić, dlaczego mogłabym/mógłbym dokonać zmiany?

np. Dlaczego mogłabym/mógłbym uczyć francuskiego codziennie?

Dlaczego mogłabym/mógłbym nie przeglądać co 5 minut FB 😉

2. Na skali 1-10 określ dlaczego mogłabyś/mógłbyś zaangażować się w to nowe działanie?

1 – oznacza brak motywacji

10 – oznacza 100 % motywację

np. Swoją motywację do nauki francuskiego określam na 8

Jeżeli swoją motywację określiłbyś w danej sprawie na 1 warto się zastanowić, co takiego miałoby się zdarzyć, żeby 1 zamieniło się np. na 2 albo więcej. 

3. Dlaczego nie wybrałeś mniejszej liczby punktów?

Tak zadane pytanie pozwala pobudzić naszą wewnętrzną motywację. Gdybyśmy je odwrócili uzyskalibyśmy odwrotny efekt.

np. Moje zmotywowanie do nauki francuskiego określam na 8, ponieważ uważam, że mogę to zrealizować i pomoże mi to osiągnąć dalsze cele.

4. Wyobraź sobie, że to robisz, że nastąpiła zmiana. Jakie przyniosłoby to pozytywne skutki dla Ciebie?

np. Mogę poszukać lepszej pracy, mogę wyjechać do Francji itd.

5. Dlaczego te skutki byłyby dla Ciebie ważne?

np. Pozwoliłyby mi zmienić moje życie, doświadczyć czegoś nowego, poszerzyć horyzonty, poznać nowych ludzi, lepiej zarabiać.

6. Jaki jest kolejny krok, jeśli on w ogóle istnieje?

*

Czy ta metoda faktycznie działa? Zastanów się, kiedy łatwiej Ci coś zrobić, gdy działasz pod przymusem (nie ma znaczenia źródło wewnętrzne czy zewnętrzne)? Czy raczej kiedy dokladnie rozumiesz dlaczego coś robisz, kiedy zdajesz sobie sprawę z ewentualnych korzyści i zmian jakie przyniesie wykonywana przez ciebie praca, zadanie itd. Możesz np. setki razy powtarzać sobie, że musisz zacząć ćwiczyć, inni też mogą Ci to mówić, że dla zdrowia, dla twojego dobra, podawać przykłady chorób związanych z otylością, czy generalnie siedzącym trybem życia… ale ty nadal będziesz siedział na kanapie i przerzucał kanały w TV. Przymus może cię zmotywować na chwilę, ale nie dostarczy paliwa na dalszą drogę. Dopiero kiedy zadasz sobie pytanie, dlaczego w ogóle mógłbym/mogłabym zacząć ćwiczyć codziennie, nadasz temu celowi odpowiednią rangę w skali od 1-10 i przejdziesz cały proces analizy, znacznie bardziej prawdopodobne stanie się, że ruszysz z miejsca… tzn. z kanapy 😉

Co ciekawe, metoda motywacyji błyskawicznej sprawdza się również w walce np. ze złymi nawykami, uzależnieniami.

Lekarze na oddziałach urazowych pracujący z użyciem tej metody, byli w stanie zmniejszyć spożycie alkoholu u swoich pacjentów o prawie 50%!

W 2005 r. Martin Seligman  amerykański psycholog, twórca teorii wyuczonej bezradności, profesor University of Pennsylvania, twórca pojęcia „psychologia pozytywna”, dyrektor Positive Psychology Center przeprowadził badania na 577 osobach będąych w stanie łagodnej depresji. Przez tydzień mieli oni prowadzić dzienniki i zapisywać w nich co mogliby robić, gdyby mieli więcej energii. Po upływie tego czasu badani czuli się bardziej zadowoleni, chcieli zrobić więcej.

Jeżeli chcesz zmotywować innych, unikaj sarkazmu, manipulacji i przejmowania odpowiedzialności. Z samym sobą również obchodź się delikatnie. Nie biczuj się ciągłym muszę, powinienem itd. Analizuj, dlaczego mógłbyś w ogóle chcieć coś zrobić, a zanim się spostrzeżesz, z kanapowca staniesz się człowiekiem, który realizuje swoje plany, założenia i cele. Na początku może to być zaledwie jeden mały krok, ale przecież właśnie tak zaczyna się każda podróż.

I pamiętaj – niczego nie muisz… ale możesz jeśli naprawdę chcesz!  Daj sobie czas, powoli dorastaj do zmian, ale nigdy nie stój w miejscu …

Gdziekolwiek idziesz, podążaj tam całym sercem …

Zobacz także:

To ty jesteś zmianą, której oczekujesz

Bibliografia:

Psychology Today – Michael Pantalon

Reaktancja

Empirical results of intervention

6 steps

FLUOR – BŁOGOSŁAWIEŃSTWO CZY PRZEKLEŃSTWO?

FLUOR

FLUOR F, pierwiastek chemiczny o liczbie atomowej 9, z grupy fluorowców; zielonożółty gaz, o drażniącym zapachu, silnie trujący; najaktywniejszy pierwiastek chemiczny – łączy się prawie ze wszystkimi innymi; wartościowość – 1.

FLUORKI, sole kwasu fluorowodorowego H2F2; zwykle trujące ciała stałe; fluorki boru i glinu stosuje się jako katalizatory w syntezie organicznej; fluorek sodowy i cynkowy – do impregnacji drewna.

Fluor nie występuje w przyrodzie w stanie wolnym, a ponieważ bardzo łatwo wchodzi w reakcje, więc pojawia się w związkach jako fluorek.  Te z kolei fluorki czyli sole kwasu fluorowodorowego możemy znaleźć w pastach do zębów czy też płynach do fluoryzacji.  Co ciekawe, jak podkreśla zacytowana powyżej Encyklopedia Powszechna PWN, są to zwykle trujące ciała stałe…

GDZIE GO ZNAJDĘ?

 

 Zobaczmy jak to wygląda w praktyce:

  •  woda z kranu

Najbardziej znanym z fluoryzacji wody krajem są Stany Zjednoczone. Fluorek sodu dodaje się do wody w ponad 4000 miejscowościach w USA.

https://i2.wp.com/www.chrisbeatcancer.com/wp-content/uploads/2010/09/fluoridate_your_water_with_confidence.jpg?resize=255%2C300

Fluoridate your water with confidence

Któż oparłby się takiej reklamie – ‘najczystszy filtr firmy ALCOA w oparciu o fluorek sodu’

Dla niewtajemniczonych:

ALCOA czyli Aluminum Company of America (aluminium i nasze zdrowie?)

W Polsce fluorowano wodę między końcem lat 60., a początkiem lat 90. Obecnie sytuacja dotycząca sztucznego fluoryzowania wodociągowej wody pitnej w Polsce niestety nie jest do końca jasna i ciężko jest uzyskać dokładne informacje na ten temat. Jakość wody pitnej można sprawdzić na oficjalnych witrynach polskich wodociągów, w zależności od rejonu, lecz nie wszystkie wodociągi podają szczegółowe informacje związane z zawartością fluoru i jego związków w wodzie.

  • fluor w postaci tabletek

Według oficjalnych danych zaleca się, aby tabletki fluorkowe były podawane dzieciom regularnie od 1. roku życia.

Natrium fluoratum  czyli  fluorek sodu.

  • fluorkowanie produktów spożywczych

Do fluoryzowanych produktów spożywczych należą m.in.: sól, mąka, woda.

  • woda mineralna

Fluorek sodu jest powszechnie stosowanym źródłem jonu fluorkowego F.

  • fluor w lekach

Fluor jest jednym ze składników leków psychotropowych, gdyż wzmacnia ich działanie,

Rohypnol 1 tabl. = 1mg flunitrazepamu (wzór sumaryczny C16H12FN3O3).

  • fluoryzacja zębów

FLUORYZACJA ZĘBÓW, nacieranie zębów roztworami związku fluoru, używanie zawierającej te związki pasty do zębów lub wody do płukania ust, w celu zapobiegania próchnicy.

Jednymi z najpopularniejszych sposobów fluoryzacji stosowanych do tej pory, są metody: Knutsona, Berggrena-Welandera i Torella.

Metoda Knutsona sięga końca lat 40. XX wieku. Polega ona na wcieraniu w zęby 2% roztworu fluorku sodu. Zabieg przeprowadza się 4-krotnie w odstępach tygodnia. Roztwór pozostawia się na zębach przez 4 minuty. Następnie usuwa się roztwór z jamy ustnej, za pomocą gazika lub waty. Zaleca się także, aby pacjent dokładnie wypluł ślinę, ale bez płukania jamy ustnej wodą.

Metoda Berggrena-Welandera może być stosowana u dzieci powyżej 6. roku życia, które potrafią prawidłowo szczotkować zęby oraz wypluwać płyn. Zęby szczotkuje się szczotką zwilżoną 0,5-1% roztworem przez 3 minuty. Zabieg powtarza się 5-krotnie w odstępach 2-tygodniowych.

Metoda Torella może być również stosowana u dzieci powyżej 6. roku życia. Polega na płukaniu jamy ustnej 0,2% roztworem fluorku sodu. Płukać jamę ustną należy przez 3-5 minut. Zabieg należy powtarzać co 2 tygodnie przez cały rok szkolny.

  • pasty do zębów, żele fluorkowe

skład pasty do zębów:

skład żelu:

Prawie wszędzie pojawia się fluorek sodu, a wystarczy cofnąć się na początek artykułu, by zobaczyć, że nasz „cudowny” specyfik jest używany m.in. do impregnacji drewna, a przecież nikt z nas Pinokiem chyba nie jest. Ale to nie jedyny powód, by zacząć unikać fluoru.

Rys. Niue

DLACZEGO NIEBEZPIECZNY?

Powszechnie znanym skutkiem ubocznym fluoru jest fluoroza, czyli przedawkowanie fluoru, które objawia się brązowymi plamami na zębach i nadżerkami szkliwa, które może stać się kruche.

Tak naprawdę jednak istnieje niewiele dowodów na to, że fluor w ogóle służy zębom, za to mnóstwo świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. W samym Waszyngtonie, gdzie fluor dodaje się do wody od lat 50., liczba przypadków próchnicy, zamiast zmaleć w porównaniu z ośrodkami pozbawionymi fluoryzowanej wody, skoczyła do lat 70. o jedną trzecią!

Należy pamiętać, że nawet niewielkie ilości fluorku sodu są bardzo trujące, dlatego producenci leków muszą ostrzegać konsumentów, że nawet 1 miligram fluorku sodu może zaszkodzić.

Dzięki swoim biochemiczno-fizycznym właściwościom i małym rozmiarom fluor, przenika przez błony komórkowe. Łatwo też penetruje tkanki twarde i miękkie tkanki narządowe.

Dr Paul H. Philips, biochemik z University of Chicago, który poświęcił 29 lat pracy na badania nad toksycznością fluoru, zauważył, że nawet niewielkie ilości fluorku sodu odkładają się w kościach. Objawy przewlekłego zatrucia mogą się pojawić dopiero  po wielu latach  i bardzo trudno je zdiagnozować. Przybierają różną postać – zwapnienia naczyń krwionośnych, chorób nerek, jelit, skóry, żołądka, tarczycy i układu nerwowego, mogą wywoływać bóle głowy, wymioty, mongolizm, owrzodzenie jamy ustnej, bóle stawów oraz utratę apetytu, osteoporozę, raka kości, zniszczenie tkanki łącznej, która utrzymują organy w odpowiedniej pozycji

Przeprowadzono badanie, które wykazało związek między byciem narażonym na spożywanie fluoru zawartego w wodzie pitnej w okresie dzieciństwa i występowaniem wśród mężczyzn kostniakomięsaka.

Udowodniono także, iż długotrwała terapia (> 5 lat) fluorem prowadzi do zmniejszenia odporności mechanicznej kości na złamania (FISHER i in. 1981).

Fluor w interakcji z magnezem tworzy nierozpuszczalne fluorki magnezu, co prowadzi do niedoboru magnezu. Zwiększona podaż fluorków ma też duży wpływ na wchłanianie innych pierwiastków, jak ołów i kadm (MASTERSA i in. 2001). Powoduje przedwczesne starzenie, przenikając przez łożysko u kobiet ciężarnych czyniąc nieodwracalne szkody dla płodu (Agency for Toxic Substances and Disease Registry 2003).

Fluorki mogą też wpływać na artretyzm i niedoczynność tarczycy (COHN 1992). Badania na zwierzętach potwierdziły, że stężenie fluoru w wodzie pitnej powyżej 1 ppm zwiększa absorpcję aluminium do centralnego układu nerwowego i może mieć wpływ na późniejsze choroby zwyrodnieniowe (AHMADIAN i in. 1997). FRENI i in. (1992, 1994) natomiast wykazały, że zawartość fluorków większa niż 3 ppm w wodzie spożywanej przez ludzi i zwierzęta prowadzi do zmniejszenia płodności.

Do klasycznych skutków spożywania fluoru można zaliczyć zwapnienie szyszynki. Osłabiona w ten sposób szyszynka, nie jest w stanie produkować odpowiednich ilości melatoniny, co może być przyczyną wielu dolegliwości.

W ilości 1 ppm fluorek zakłóca w organizmie wytwarzanie kolagenu. (Kolagen, jedno z najważniejszych i najobficiej występujących w organizmie białek, stanowi jeden z głównych składników skóry, ścięgien, mięśni, chrząstki, kości i zębów.)

Również mózg nie może się obronić przed jego skutkami. Fluor ma negatywny wpływ na system nerwowy i system odpornościowy. U dzieci może powodować chroniczne zmęczenie, obniżać poziom IQ, obniżać umiejętność uczenia się, powodować letarg i depresję. Międzynarodowy Uniwersytet na Florydzie opublikował raport, w którym stwierdzono, że roztwór fluorku potasu o stężeniu 0,45 ppm wystarczy, by znacznie spowolnić reakcje sensoryczne i umysłowe (Toxicological profile…2003).

Przeprowadzone analizy wskazują, że dzieci narażone na duże ilości fluoru, mają istotnie niższe IQ, w porównaniu z dziećmi żyjącymi w obszarach, gdzie ilość fluoru jest zdecydowanie niższa. Ekspozycja na fluor dla rozwijającego się mózgu, który jest znacznie bardziej podatny na uszkodzenia, spowodowane przez substancje toksyczne niż dojrzały mózg, może prowadzić do trwałych uszkodzeń. Z tego względu amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej (DHHS) i US EPA ogłosiła niedawno, że DHHS proponuje zmianę zalecanego poziomu fluoru w wodzie pitnej do 0,7 mg / l od obecnie zalecanego zakresu 0,7-1,2 mg / l, a US EPA rewiduje  maksymalną dozwoloną ilość fluoru w wodzie pitnej, która obecnie jest ustalona na poziomie 4,0 mg / l (US EPA 2011). Większość dostępnych informacji ma związek z badaniami przeprowadzanymi na dzieciach w Chinach, gdzie fluor pojawia się w wodzie pitnej jako naturalne zanieczyszczenie, a jego koncentracja jest zależna od lokalnych warunków geologicznych.

Dr Simon A. Beisler, główny urolog z Roosevelt Hospital w Nowym Jorku stwierdził:

„Nie sądzę, by sprawę tę zbadano jak trzeba . Fluor z wody może dostać się do każdego narządu w organizmie i odkładając się, może zaszkodzić po dłuższym czasie.”

Nawet w stężeniu stanowiącym jedną dziesiątą (0.4ppm) „bezpiecznego” poziomu fluorków określonego przez rząd USA mogą one zaburzać czynności nerek, a u chorych na cukrzycę obserwujemy dodatkowo upośledzenie funkcji normalnego wydalania ich z organizmu. Fluorki gromadzą się w organizmach żywych, takich jak … ty, twoja córka czy syn! Co gorsza – owo gromadzenie się może przebiegać wyjątkowo szybko u  osób cierpiących na nerkową moczówkę prostą. Taka sytuacja jest wynikiem syndromu zwiększonego pragnienia (polidypsja) i wielomoczu (poliuria) skutkującego wzmożonym spożyciem i nienormalnie silną tendencją do zatrzymywania fluorków. Emerytowany profesor Uniwersytetu w Kansas, doktor Albert Burgstahler, pisze: ‘U dzieci z nerkową moczówką prostą lub nieleczoną cukrzycą przysadkową stwierdzono ciężką fluorozę, pomimo tego, że piły wodę zawierającą 1ppm, a nawet 0.5 ppm fluorków”  oraz, że cukrzycy „są szczególnie podatni na toksyczne działanie fluoru”.

W stosunku do jelitowej flory bakteryjnej udowodniono ponad szelką wątpliwość, że fluor posiada destrukcyjne działanie, powodując zmianę struktury flory i jej ilość. Niszczy równowagę mikroflory w jelitach zmieniając różnorodność bakterii oraz ich całkowitą ilość.

Pomimo tego, że fluor jest bardziej trujący niż ołów, Agencja Ochrony Środowiska zezwala, aby jego stężenie w wodzie wynosiło aż 4.0 ppm. Dla ołowiu górna bariera jest ponad 250 razy niższa i wynosi zaledwie 0.015 ppm. Co więcej – ostatecznym celem Agencji jest całkowite wyeliminowanie ołowiu z naszej wody, natomiast w przypadku fluoru próżno szukać tego rodzaju deklaracji.

Rys. Niue

Fluor, który dostanie się do roślin zmienia się w octan fluoru lub cytrynian fluoru – 500 razy bardziej toksyczny od fluorku sodu. Oznacza to, że warzywa i owoce podlewane fluoryzowaną wodą mogą być śmiertelnie niebezpieczne dla zdrowia.

JAK TO SIĘ STAŁO?

Cofnijmy się zatem do początku  (częściowo w oparciu o artykuł dr Jerzy Jaśkowski: „Fluor – trucizna dla ludzi”):

1888 r. Charles Martin Hall zakłada Pittsburgh Reduction Company, obecną Aluminum Company of America (ALCOA) – jednego z największych producentów aluminium na świecie. Głównym funkcjonariuszem firmy ALCOA będzie sekretarz stanu Andrew W. Mellon.

1913 r.  Andrew W. Mellon and Richard B. Mellon zakładają Mellon Institute of Industrial Research, specjalną fundację sponsorująca projekty, które mają przyczyniać się do rozwoju nauki i technologii. To właśnie tam później „odkryto”, że fluor chroni zęby.

1916 r. – w USA udowodniono, że zgłaszana zmiana koloru zębów, może być spowodowana obecnością fluorków w wodzie.

1922 r. – wzrost produkcji aluminium (wraz z produkcją toksycznego produktu ubocznego fluorku sodu).

grudzień 1930 r. w dolinie Mozy (wschodnia Belgia, okolice miasta Liège) utrzymujące się przez kilka dni wysokie stężenia zanieczyszczeń powietrza, spowodowały śmierć ok. 60 osób (zaledwie po kilku godzinach od wystąpienia objawów), zaś u kilkuset osób wystąpiły poważne dolegliwości ze strony układu oddechowego

Tak  zwane „mgły śmierci” z 1930 roku uznano w końcu za efekt ciężkiego skażenia fluorem (G. Edward Griffin „Świat bez raka. Opowieść o witaminie B17 str. 260-263)

Poniżej fragment gazety opisującej to zdarzenie.

1930 r.  – Kettering Laboratorium przeprowadza badania dla Ethyl Corporation, General Electric i DuPont (IG Farben w Niemczech) do „zbadania zagrożeń chemicznych w amerykańskich zakładach przemysłowych”, z zastrzeżeniem, że badania naukowe „nie są udostępniane publicznie bez zgody firmy zamawiającej”. W połowie 20 wieku, Kettering zdominował literaturę medyczną na toksykologii fluorków, ale informacja ta nie została podana do wiadomości publicznej.

1931 r. – Znaczna część badań Kettering poświęcona jest nauce o fluorkach. Na podstawie umowy, badania nie są podawane do publicznej wiadomości. Trzy niezależne grupy naukowców udowadniają, że fluorki w wodzie są przyczyną uszkadzania zębów. Zespoły badawcze Alcoa Aluminium i Uniwersytetu Arizona uznają fluorki jako niebezpieczne, uboczne produkty aluminium. Potwierdzają ten fakt także badacze Afryki Północnej i innych krajów. Dr Gerald Cox Instytutu Mellon, właściciel Alcoa, wpada na pomysł rozwiązania kosztownego problemu usuwania toksycznych fluorków przez przekonywanie innych, że mogą być dodawane do publicznej sieci wodociągowej, jako środek zapobiegający próchnicy.

Lata 30. –  Dr H. Trendley Dean z Amerykańskiej Służby Zdrowia Publicznego, jako pierwszy stawia tezę o wpływie fluoru na zęby, w swej pracy zauważa, że społeczności, w których nie ma wielu przypadków próchnicy, dysponują źródłami wody pitnej zawierającej nie tylko niezwykle dużo fluoru, ale również więcej wapnia. Raport Deana mówi, że : „…wpływ na to [stan uzębienia] mogą mieć inne czynników wodzie [poza fluorkiem], których nie należy lekceważyć”

1931 r. – Od 1931 do 1939 roku US Public Health Service zmierza do usunięcia fluorków z dostaw wody, ze względu na endemiczne uszkodzenia zębów. Fluorkowe propozycje ALCOA nie zostały „zakupione” przez publiczne rządowe instytucje.

1933 r. – Według badań przeprowadzonych w 1994 roku przez Freni, w roku 1933 i ponownie w 1984 roku udowodniono, że spożywanie fluorków powoduje ich kumulację w organizmach i odlegle skutki pokoleniowe negatywne dla organizmów biologicznych.

1934 r. – 7 US Public Health Service publikuje materiały wskazujące, że stężenie fluoru w wielu miastach USA wahały się od 0,6 ppm do 8,0 ppm. Stężenie 0,9 ppm oznacza u ponad 10% dzieci cętkowane zęby i deformacje zębów. W POLSCE PRZYJĘTO JAKO NORMĘ 1,5 MG FRLUORU w wodzie!!!

1937 r. – Badanie kliniczno – higieniczne K. Roholm w 1937 roku, opublikowane przez HK Lewis w Londynie. Roholm jest przekonany, że fluorki przenikają przez barierę łożyskową do płodu. Ta informacja jest powtórzona w 1951 roku przez MD i chemik z University of Oregon Medical School.

1938 r. – Dr Wallace Armstrong i P.J. Brekhus na University of Minnesota, Department of Biochemistry publikują badanie, w którym twierdzą, że szkliwo zębów miało znacznie większą zawartość fluoru, niż szkliwa zębów z próchnicy. Armstrong przyznał, że wyniki te były fałszywe. W badaniu w 1963 r. dr Armstrong nie znalazł różnicy w zawartości fluorków w szkliwie zębów zdrowych i z próchnicą. Uniwersytet w Meksyku na łamach „Biuletynu” z 1 sierpnia 1938 roku w artykule zatytułowanym „Widmo fluoru a zdrowie”, podaje: „Podawanie fluorku sodowego z zawartością fluorku nawet jednej części na 15 mln może hamować działanie lipazy (sok trzustkowy) nawet o 50 procent.”

1938 r. – Firma Alcoa, największy na świecie producent fluorku sodu, przenosi swoją technologię w ramach umowy Alted do Niemiec. Sponsorowany przez Alcoa biochemik Gerald J. Cox, badając szczury w swoim laboratorium tajemniczo stwierdza, że „fluor zmniejsza ubytki w zębach”Badania stały się początkiem kampanii projektu publicznego, że USA powinno dodawać fluor do wody pitnej. Cox zaczyna tournée po Stanów Zjednoczonych, przekonując do fluoryzacji. W ten prosty sposób, toksyczny odpad staje się poszukiwanym towarem.

1938 r. – Z pierwszych badań dr Deana z tego roku wynika, że w Pueblo w stanie Kolorado na próchnicę nie chorowało 37 procent mieszkańców przy 0,6 części miliona fluoru w wodzie. Z kolei w East Moline w stanie Illinois, gdzie w wodzie było aż 1,5 części miliona fluoru – czyli prawie trzy razy więcej – na próchnicę nie chorowało zaledwie 11 procent mieszkańców (czyli trzy razy mniej)

1939 r. –  Naukowcy z IG Farben przygotowali pierwszą próbkę fluorowanych gazów nerwowych o nazwie sarin. W dniu 29 września 1939 roku w Mellon Institute, naukowiec Gerald J. Cox odegrał ważną rolę w promowaniu fluoryzacji mówiąc, że „obecna tendencja do usuwania fluorków z wody i żywności wymaga odwrócenia”. Inżynierowie wody dostali zalecenia dodawania fluoru do maksymalnego dopuszczalnego poziomu zanieczyszczeń. Fluorki dodawane do wody przez naciski korporacyjne spowodowały, że współczynnik bezpieczeństwa został odrzucony i poziom podniósł się dziesięciokrotnie powyżej zaleceń technicznych z 1939 r., kiedy to fluorek został prawidłowo rozpoznany jako toksyczne zanieczyszczenia.

1939 r. – przepisy US Public Health Service: „Obecność fluorków powyżej 1 ppm powoduje zakaz stosowania wody do picia.” (Jednak gdy wszczęto fluoryzację wody, poziom ustalono na minimum 1 ppm).

1940 r. – „Fluor hamuje aktywność nerwową”. Ref: Russo, G. Att.Acad. Sci. Nat.1940.

1940 r. – Sowieckie obozy koncentracyjne utrzymywane przez administrację dodają fluor do wody przeznaczonej dla więźniów, aby zmniejszyć opór przeciwko władzy i wywoływać fizyczne ubezwłasnowolnienie.

1942 r. – „Fluor może spowodować niedotlenienia u noworodków i skrócenie okresu ich przeżycia” Ref: Himwich, HE, i wsp., American Journal of Physiology 1942.

1942 r. – Niemcy stają się największym na świecie producentem aluminium (i fluorku sodu). Fluor jest używany w obozach koncentracyjnych do wymuszenia posłuszeństwa i nie kwestionowania władzy. Naukowcy z US Public Health Service badali mieszkańców Bartlett w Teksasie, aby zobaczyć, czy fluorek 8 ppm w wodzie pitnej miał wpływ na ich zdrowie. Ponowne badania zostały przeprowadzone w 1953 roku. Naukowcy stwierdzili, że śmiertelność w Bartlett była trzy razy większa, niż w sąsiedniej miejscowości, gdzie woda zawierała 0,4 ppm fluoru.

1943 r. – Specjalny Komitet Departamentu Zdrowia Stanu Nowy Jork został powołany do zbadania celowości dodawania fluoru do wody pitnej, w Newburg, pod przewodnictwem dr Hodge, następnie szefa badań toksyczności fluoru dla Projektu Manhattan. „Journal of American Medical Association” w dniu 18 września 1943 roku zawiera artykuł: „Przewlekłe zatrucia fluorem”, w którym czytamy: „Fluorki są ogólnie protoplazmatyczną trucizną, zmieniają przepuszczalność błony komórkowej poprzez hamowanie niektórych enzymów. Dokładny mechanizm tych działań jest niejasny. Źródła fluoru to zatrucia wody pitnej, zawierającej 1 ppm, lub więcej atomów fluoru, związki fluorowe, stosowane do środków owadobójczych, spreje do warzyw i owoców oraz w górnictwie i w konwersji fosforytów do superfosfatów, które są stosowane jako nawóz. Proces sam uwalnia około 25 000 ton czystego fluoru do atmosfery rocznie. Inne źródła zatrucia fluorem pochodzą od fluorków stosowanych w hutnictwie wielu metali, takich jak stal i aluminium oraz w produkcji szkła, emalii, cegły, past do zębów.”

październik 1944 r. – w numerze Pisma Amerykańskiego Związku Dentystów stwierdza się: „Fluorek sodu jest wysoce trującą substancją i jeśli jego stosowanie w bezpiecznej koncentracji i pod ścisłym nadzorem kompetentnego personelu może być pozytywne terapeutycznie, w innych warunkach może być on zdecydowanie szkodliwy… Dobrze wiemy, że używanie wody pitnej zawierającej zaledwie 1.2 – 1.3 fluorku może powodować takie zaburzenia rozwojowe kości, jak ich stwardnienie, spondyloza i marmurowatość, jak również wole i nie możemy ryzykować wywoływania tak poważnych systemowych schorzeń, poprzez budzące dziś wątpliwości postępowanie mające zapobiegać zniekształcaniu zębów u dzieci…”.  

1944 r. – „Nawet przy 1 ppm fluorku w wodzie pitnej występowały objawy przewlekłego zatrucia bydła, koni i owiec” (Moules, GR, „Zanieczyszczenie wody. Badania i podsumowanie aktualnej literatury”, 1944). Miasto Grand Rapids, Michigan, informuje, że Ministerstwo Zdrowia Stanu Michigan planuje eksperyment z fluoryzacją wody i Grand Rapids został wybrany jako miejsce eksperymentu. Komisja miasta zatwierdza wniosek o fluoryzacji w dniu 31 lipca i postanowiła, że ma się rozpocząć w styczniu 1945 r., mimo ostrzeżenia wydanego trzy miesiące wcześniej, jak na ironię, przez American Dental Association. Grand Rapids staje się pierwszym miastem w Stanach Zjednoczonych, wyznaczonym do przeprowadzenia tego eksperymentu. Eksperyment miał służyć do porównania badawczego z nie-fluoryzowanym Muskegon przez okres dziesięciu lat, w ustaleniu próchnicy zębów, w czasie których będzie można ustalić, czy fluor jest” bezpieczny i efektywny w zapobieganiu próchnicy. „Dr H. Trendley Dean został zaangażowany w projekt. Eksperyment został przerwany na samym początku, uniemożliwiając ważność doświadczenia, z ogłoszeniem, że fluorki dodawane do wody publicznej są „bezpieczne”. W 1947 r. zaczęto fluorkować wodę także w Muskegon, zamykając w ten sposób drogę do zebrania naukowych danych odnośnie bezpieczeństwa i efektywności eksperymentu.

1944 r. – Pentagon, Ośrodek Naukowy Badań i Rozwoju kontynuuje projekt fluoryzacji wody pitnej w Newburg, Nowy Jork. Członkiem komisji byli Henry L. Barnett, kapitan w sekcji medycznej Manhattan Project, John W. Fertig, SRDG, Dr David Hodge i AST, dyrektor ds. stomatologiczną Państwowego Departamentu Zdrowia w Nowym Jorku, który został dokoptowany do Newburg projekt. Grupa szukała informacji o kumulacji fluoru, co było również celem Projektu Manhattan.

1944 r. – Wcześniejsze niejawne dokumenty z Projektu Manhattan wskazywały, że rząd znał psycho-fizjologiczne i behawioralne skutki fluorków, w wyniku badań związanych z określeniem wpływu przetwarzania uranu na pracowników, a także studia w obronie sporu sądowego z plantatorami, którzy doświadczyli uszkodzenia drzew fluorem w powietrzu z zanieczyszczeń związanych z projektem. Ref.: odtajnione dokumenty z archiwów krajowych, opublikowanych w 1997 roku. 70 lat później tzw. eksperci sądowi w Gdańsku nadal nie widzieli związku toksyczności fluoru w powietrzu, z padaniem zwierząt i niszczeniem sadów. Sąd oparł się na ich opracowaniach, chociaż twierdzili, że fluor rozpoznawali po smaku (fluor nie posiada smaku). Sędziemu taki stopień wiedzy nie przeszkadzał w uznaniu ich zeznań za wiarygodne.

1944 r. – Dokument „Memo Manhattan Project” z 29 kwietnia 1944 odtajniony w 1997 roku, stwierdza: „Badania kliniczne wskazują, że sześciofluorek uranu może mieć uszkadzający wpływ na ośrodkowy układ nerwowy, splątanie, senność i znużenie (…) wydaje się, że składnik fluorek jest czynnikiem sprawczym (…) jeżeli praca z tymi związkami jest niezbędna, to będzie konieczne, aby z góry wiedzieć, jakie mogą wystąpić działania umysłowe po ekspozycji i czy robotnicy są odpowiednio chronieni. Jest to ważne nie tylko w celu ochrony danej jednostki, ale także, aby zapobiec problemom konfliktów i uszkodzeń, przez niewłaściwie wykonujących swoje obowiązki”.

1945 r., już po rozpoczęciu eksperymentu w Grand Rapids, jeden z głównych inspektorów FDA (Agencja ds. Żywności i Leków) odkrywa, że w pewnym browarze w Massachusetts dodaje się fluorku do piwa. Właściciela browaru natychmiast zostaje aresztowany i postawiony przed sądem pod zarzutem zatruwania piwa. Zgodnie z aktem oskarżenia, w piwie „odkryto szkodliwą truciznę, fluorek, który zgodnie z obowiązującym przepisem (Section 301a of the Food, Drug and Cosmetic Act) był niebezpieczny…”  Stwierdza się, że fluorek został dodany w ilości 0.5 ppm. Tak więc w 1945 r., zdaniem federalnej agencji FDA, fluorek był jeszcze trucizną, nawet było go o połowę mniej niż wcześniej, 1 stycznia, zaczęto dodawać do wody w Grand Rapids. Nawiasem mówiąc, piwiarnia musiała zapłacić grzywnę, a jej szefa skazano na pół roku więzienia plus trzy lata w zawieszeniu.

1946 r. wprowadzono fluorek w sześciu innych wielkich miastach amerykańskich.

1947 r., po mianowaniu Oscara Ewinga szefem Federalnej Agencji Bezpieczeństwa – której podlegała Amerykańska Służba Zdrowia Publicznego – program fluorkowania rusza naprzód pełną parą i w ciągu następnych trzech lat zaczęto pompować fluorek do wody w 87 kolejnych miastach.

1948 r. w Dobnora w stanie Pennsylvania dochodzi do podobnej katastrofy jak ta z 1930 roku. Ginie około 20 osób. Stężenie fluoru we krwi ofiar było 12 do 25 razy wyższe niż u osób zdrowych (G. Edward Griffin „Świat bez raka. Opowieść o witaminie B17 str. 260-263)

1950 r. U.S. Dispensatory (książka – komentarz do farmakopei), 24. wydanie, na str. 1456 tak określa fluorki: “Silne trucizny dla wszystkich żywych tkanek, jako że powodują strącanie wapnia. Wywołują spadek ciśnienia krwi, zaburzenia oddychania oraz ogólny paraliż. Długotrwała konsumpcja dawek mniejszych niż śmiertelne permanentnie hamuje wzrost…używanie środków do czyszczenia zębów oraz leków wewnętrznych zawierających fluorek nie jest uzasadnione.”W następnych wydaniach U.S. Dispensatory redaktorzy usunęli cały powyższy fragment.

1950 r. Amerykańska Służba Zdrowia Publicznego, pod kierownictwem Oscara Ewinga, oficjalnie i otwarcie popiera fluorkowanie wody pitnej w USA. W tym samym roku Fundacja Badań Naukowych Cukru, zrzeszająca 130 przedsiębiorstw, przyznaje, że cukier jest jedną z głównych przyczyn próchnicy zębów. Fundacja udziela dotacji pieniężnych Katedrze Żywienia Uniwersytetu Harvarda na „rozwiązanie problemu próchnicy zębów bez ograniczania spożycia cukru”. Pod wpływem tych dotacji uniwersytet zaleca fluorkowanie wody. Dwie placówki najbardziej popierające fluorek, Uczelnia Dentystyczna Harvarda i Uniwersytet Rochester, otrzymują od przemysłu cukrowniczego wysokie dotacje na badania fluorku.

1950 r. sąd w Tacomie nakazuje fabryce z okręgu Blount w Tennesee wypłacenie odszkodowania ranczerowi, którego krowy otruły się trawą skażoną fluorem.

1952 r. Pismo Amerykańskiego Związku Dentystów poleca wszystkim dentystom, by nie dzielili się z pacjentami swymi osobistymi opiniami na temat fluorku.

1952 r. rozpoczęto dodawanie fluorku do miejskiej wody w San Francisco, Pittsburgu i szeregu innych, dużych i małych miast. 29 listopada 1960 r. asfalt na ulicy o szerokości 15 metrów zapadł się na długości 60 metrów po tym, jak pękła prawie nowa, główna rura wodociągowa. Laboratoryjne badania wykazały, że rurę zniszczyły związki fluoru. Stwierdzono na niej fluorek o koncentracji 22,000 ppm. Gazeta Pittsburg Press z 15 października 1967 r. doniosła, że 98% zamieszkałych w Pittsburgu dzieci w wieku 13 – 15 lat ma krzywe zęby.

1954 r. Christian Science Monitor zwraca się do 81 laureatów Nagrody Nobla, uczonych reprezentujących chemię, medycynę i biologię, by przedstawili swe opinie na temat fluorkowania wody pitnej. 79% owych ekspertów nie poparło tej sprawy, mimo twierdzeń propagatorów fluoryzacji, że popierają ją wszyscy znani uczeni.

1955 r. rozpoczęto sprzedaż past do zębów z fluorkiem, zaopatrzonych w ostrzeżenie, że „fluorkowanej pasty do zębów nie należy używać w miejscowościach, gdzie fluorku dodaje się do wody”. Po dwóch latach ostrzeżenie to zostało usunięte.

Fluorek staje się pożyteczną odżywką

1956 r. Pismo Amerykańskiego Związku Dentystów publikuje, „przeznaczone do powszechnego użytku”, rezultaty eksperymentu w Newburghu, zgodnie z którymi fluorek w niskiej koncentracji miał być bezpieczny dla amerykańskich obywateli. Biologiczny dowód pochodził od dr Hodge’a z Uniwersytetu Rochester.

1957 r. wytwórnia aluminium ALCOA poinformowała, że sprzedaje fluorek sodu różnym miejscowościom w celu fluorkowania ich wody.

kwiecień 1958 r. Związek Amerykańskich Lekarzy i Chirurgów, zrzeszający ponad 15 tysięcy członków, podejmuje uchwałę wyrażającą sprzeciw wobec fluorkowania: ”Związek potępia wprowadzanie do publicznych wodociągów wszelkich materiałów, których celem jest wywieranie wpływu na fizyczne lub umysłowe funkcjonowanie konsumentów.”

1958 r. znany genetyk H.J. Muller wykazuje, że fluorki powodują zasadnicze szkody, gdy dostawszy się do komórki naruszają jej układ genetyczny.

1964 r. fluorkowanie zostało zakazane w Danii. Periodyk Brytyjskich Dentystów podał wyniki czteroletnich badań obejmujących 1,000 dzieci: Nie stwierdzono żadnych istotnych różnic, jeśli chodzi o nasilenie próchnicy zębów, między dziećmi używającymi fluorkowanej pasty do zębów oraz tymi, które myły zęby pastą bez fluorku. Badania przeprowadzili profesorowie uniwersytetu całkowicie niezależni od przemysłu artykułów dentystycznych i fluorkowych, zaś uzyskane dane opracowali statystycy niezależni od profesorów, w przeciwieństwie do badań wykonanych w USA, w które zawsze, pośrednio lub bezpośrednio, zaangażowane były owe gałęzie przemysłu.

4 stycznia 1971 r. Niemcy zabraniają fluoryzacji. 18 listopada tegoż roku szwedzki parlament unieważnił, uznaną wcześniej za nielegalną, ustawę o fluoryzacji stwierdzając: ”Po prostu nie istnieje prawdziwy dowód na poparcie szeroko rozpowszechnianych twierdzeń propagatorów fluorkowania”.

1968 r. kiedy redakcje naukowych magazynów odmówiły opublikowania badań kwestionujących bezpieczeństwo fluoryzowania wody, ich autorzy stworzyli recenzowane czasopismo „Fluor”, aby dotrzeć z nimi do szerszej publiczności. „Fluor” ukazał się po raz pierwszy w 1968 roku – i choć zapewne ty ani twój dentysta o nim nie słyszeliście – ukazuje się po dziś dzień.

Bezpłatny dostęp do archiwalnych numerów magazynu „Fluor”: www.fluoride-journal.com lub www.fluorideresearch.org

22 czerwiec 1973 r. Holandia zabrania fluoryzacji wody.

13 listopad 1973 r. w „Journal of the American Medical Association” zostają opublikowane wyniki badań, jakie Mayo Clinic przeprowadziła w sprawie dwóch przypadków zatrucia fluorem z wody pitnej. W ppierwszym woda zawierała 2,6 milionowych części fluoru, w drugim 1,7.

1977 r. Podkomisja Kongresowa ds. Stosunków Międzyrządowych organizuje dwa pełne przesłuchania kongresowe poświęcone sprawie fluorku. W trakcie przesłuchań wykazano, że „naukowe usiłowania” propagatorów fluoryzacji oparte są na oszustwie oraz że przeprowadzone badania naukowe nie pozostawiają żadnych wątpliwości, iż fluorkowanie prowadzi co roku w USA do ponad 10,000 zgonów z powodu raka.

1978 r. naukowcy z Pomorskiej Akademii Medycznej w Polsce stwierdzają, że fluorki powodują genetyczne szkody w komórkach ludzkiej krwi. W tym samym roku w Pensylwanii został wygrany proces sądowy, w ramach którego dowiedziono szkodliwości fluoryzacji i w rezultacie została ona zakazana. Wzbudziło to zaniepokojenie propagatorów fluorkowania, w imieniu których Amerykański Związek Dentystów wydał w następnym roku tzw. biały dokument, w którym przeciwników fluoryzacji nazwano “nie doinformowanymi quasi-ekspertami, którzy nie mają żadnych kwalifikacji, by mogli się odważyć mówić o takich naukowych tematach jak fluoryzacja i których motywy są absolutnie egoistyczne”. Poza tym Związek jeszcze raz opowiedział się za “wpływającymi na całe życie zaletami fluoryzacji”.

 20 styczeń 1979 r. New York Times ukazuje się następujący artykuł (fragment): „Ława przysięgłych Sądu Najwyższego Stanu Nowy Jork przyznał rodzicom trzyletniego chłopca z Brooklynu odszkodowanie w wysokości 750,000 dolarów. Chłopczyk w czasie swej pierwszej w życiu wizyty u dentysty, w miejskiej przychodni dentystycznej, otrzymał śmiertelną dawkę fluorku, następnie niemal przez pięć godzin nikt się nim nie zajął w poczekalni przychodni dziecięcej oraz w Szpitalu Brookdale, mimo że jego matka błagała o pomoc. Chłopczyk popadł w śpiączkę i zmarł.”

W artykule podano, że dentysta nie stwierdził u chłopca próchnicy zębów, przekazał go więc asystentce. Ta posmarowała zęby dziecka fluorkowym żelem, ale „zapomniała” mu powiedzieć, by wypluł wszystko po wypłukaniu ust. Dziecko jednak wszystko połknęło i po pięciu godzinach, wijąc się z bólu, zmarło. (Dzieci do szóstego roku życia nie potrafią w zasadzie odpowiednio kontrolować refleksów przełykania.)

W tym samym roku Terry Leder stwierdziła na piśmie, że w 1969 r. pracowała jako asystentka pewnego dentysty, który polecił wykonać zabieg z fluorkiem u małego dziecka, które natychmiast dostało konwulsji i zmarło. Zdaniem Terry Leder fluorkowy żel – mający przyjemny smak, żeby dzieci nie protestowały – zawiera 10,000 ppm fluorku i jest pozostawiany na zębach przez około pięć minut. Przed końcem tegoż roku w Melbourne, w Australii zmarło inne dziecko po połknięciu sześciu tabletek z fluorkiem.

1981 r. w japońskiej Akademii Dentystycznej Kanagawa, dr K. Ishida przeprowadza badania, które wykazują, że już w ilości 1 ppm (tyle co najmniej dodaje się do wody w Ameryce) fluorek zakłóca w organizmie wytwarzanie kolagenu. Powoduje on rozkład kolagenu, osteoporozę, raka kości, łamliwość kości i zębów, a także niszczy tkanki łączne, które utrzymują nasze organy w odpowiedniej pozycji.

1986 r. Ośrodek Toksykologii Rocky Mountain poinformował o 87 przypadkach zatrucia fluorkiem. Zmarło trzynastomiesięczne niemowlę. Fluorek sodu (znajdujący się także w pastach do zębów) jest najczęstszą przyczyną ostrych zatruć u dzieci powodowanych jedną substancją.

30 marzec 1989 r. Kalifornijski Urząd Służby Zdrowia doniósł, że w butelkowanej wodzie o nazwie Niagara znaleziono 450 ppm fluorku. Kierownik urzędu, Kenneth Kizer ostrzegł ludność, że picie tej wody grozi śmiercią.

21 lipiec 1990 r. Chuck Filippini zabrał swą ośmioletnią córeczkę do dentysty, gdzie wykonano u niej zabieg z użyciem fluorku. Po dwóch godzinach dziecko się rozchorowało, a po trzech dniach zmarło. W tym samym roku Amerykański Związek Dentystów opublikował komunikat prasowy, zgodnie z którym „fluoryzacja wody pitnej jest najbezpieczniejszą, najskuteczniejszą i najbardziej oszczędną metodą służby zdrowia zwalczającą próchnicę zębów”.

Więcej przypadków raka,  –   niższy poziom inteligencji

1991 r. Krajowy Instytut Onkologii podejmuje badania mieszkańców USA odnośnie zachorowań na raka mogących mieć powiązanie z fluorkiem. Stwierdzono “wzrost zachorowań na raka kości i stawów we wszystkich grupach wiekowych, głównie w związku z tendencją wzrostową w grupie wiekowej poniżej 20 lat, w powiatach fluorkowanych, w przeciwieństwie do powiatów nie fluorkowanych…”. Instytut Onkologii opracował szczegółowe rozprawy dotyczące wielu powiatów stanów Washington i Iowa. Stwierdzono, że:   “ograniczając się do wskaźników procentowych dla grupy wiekowej poniżej 20 lat, w grupie tej, u przedstawicieli obu płci, zachorowalność na raka kości i stawów w okresie od 1973 – 80 do 1981 – 87 wzrosła o 47% we fluorkowanych regionach Washington i Iowa i spadła o 34% w regionach nie fluorkowanych. W grupie mężczyzn w wieku poniżej 20 lat zachorowalność na raka kości wzrosła o 70% w regionach fluorkowanych i spadła o 4% w nie fluorkowanych”.

Jak wynika z danych stanowych, w 1992 r. 144 miliony Amerykanów spożywały fluorek w wodzie. W tym samym roku Michael Perrone z ramienia władz ustawodawczych New Jersey zwrócił się do FDA o dane dotyczące bezpieczeństwa i efektywności sprzedawanych w sklepach tabletek i kropli z fluorkiem. Po sześciu miesiącach FDA wreszcie przyznała, że nie posiada danych wskazujących na to, iż fluorkowe tabletki i krople są bezpieczne i skuteczne.

1995 r. chińscy uczeni przeprowadzają badania poziomu inteligencji 907 dzieci w wieku 8 – 13 lat w powiązaniu z występującą wśród nich fluorozą zębów. Naukowcy stwierdzili, że “iloraz inteligencji  dzieci żyjących w regionach ze średnim lub poważnym rozpowszechnieniem fluorozy był niższy niż dzieci zamieszkujących regiony, gdzie fluorozy nie stwierdzono lub jest ona rzadka. Wygląda na to, że fluorek wpływa negatywnie na rozwój inteligencji.”

2 styczeń 1997 r. związek zawodowy reprezentujący 1500 naukowców, inżynierów, prawników i innych specjalistów z Agencji Ochrony Środowiska (EPA) występuje z następującym oświadczeniem: „Dowody zbadane przez naszych członków w ciągu ostatnich 11 lat, w tym epidemiologiczne badania zwierząt i ludzi, wskazują na przyczynowe powiązanie między fluorkiem/fluorkowaniem, a rakiem, szkodami genetycznymi i neurologicznymi oraz chorobami kości. W tym samym roku FDA wydała rozporządzenie dotyczące etykietek na pastach do zębów, zgodnie z którym należy na nich umieszczać następujące ostrzeżenie: „Jeśli przypadkowo połknie się więcej pasty niż porcja używana do mycia zębów, należy natychmiast zwrócić się o pomoc medyczną lub skontaktować się z ośrodkiem toksykologii”.  Zdaniem Amerykańskiego Związku Dentystów nowe “ostrzeżenie wymagane przez FDA na fluorkowych pastach do zębów może niepotrzebnie przestraszyć rodziców i dzieci, a poza tym taka etykietka znacznie wyolbrzymia dowiedzione lub możliwe zagrożenie ze strony fluorkowych past do zębów”.

1999 r. jeden z najwybitniejszych propagatorów fluorku, kierownik Wydziału  Prewencji Dentystycznej Uniwersytetu w Toronto, prezes Kanadyjskiego Towarzystwa Badań Dentystycznych, dr Hardy Limeback w ramach dramatycznego zwrotu przeprosił swój wydział i studentów za dotychczasowe popieranie fluorkowania. W wywiadzie udzielonym 5 grudnia 1999 r. pismu The Tribune w Arizonie stwierdził: “Występując jako szef wydziału prewencji dentystycznej powiedziałem, że nieświadomie wprowadziłem w błąd moich kolegów i studentów. W ciągu minionych 15 lat odmawiałem przestudiowania toksykologicznych informacji dostępnych dla każdego. Zatruwanie naszych dzieci było jak najdalsze od moich intencji”. Zdaniem dr Limebacka “dzieci poniżej trzech lat nigdy nie powinny używać pasty do zębów z fluorkiem. Natomiast do odżywek dla niemowląt nigdy, w żadnych warunkach, nie wolno dodawać (fluorkowanej) wody z kranu w Toronto! Nigdy!” W decyzji dr Limebacka odegrał rolę eksperyment z udziałem dwóch największych miast w Kanadzie. ”Tutaj, w Toronto – powiedział on – od 36 lat dodajemy fluorku do wody. Mimo to w Vancouver, gdzie nigdy nie było fluoryzacji, próchnica zębów jest mniej rozpowszechniona niż w Toronto!”

29 czerwiec 2000 r. Amerykański Związek Dentystów (ADA) wydaje oświadczenie odnośnie efektywności i bezpieczeństwa fluoryzacji wody: „Od przeszło 40 lat Amerykański Związek Dentystów popiera fluoryzację publicznych zasobów wody jako bezpieczną i skuteczną w zapobieganiu próchnicy zębów… Niestety, mimo przytłaczających dowodów bezpieczeństwa i efektywności fluoryzacji, ponad 100 milionów Amerykanów ciągle jeszcze nie może korzystać z fluorkowanej wody. ADA, wspólnie ze stanowymi i lokalnymi organizacjami dentystów, kontynuuje współpracę z federalnymi, stanowymi i lokalnymi agencjami w celu zwiększenia liczby miejscowości ciągnących korzyści z fluorkowania publicznych zasobów wody”.

2003 r. badania przeprowadzone przez Agencję Toksyczności Substancji i Rejestru Chorób w 2003 roku, wykazują, że fluor łatwo przenika przez barierę łożyskową do płodu.

2006 r. FLUOR WPŁYWA NA MÓZG, KTÓRY W OKRESIE ROZWOJU JEST O WIELE BARDZIEJ PODATNY NA USZKODZENIA PRZEZ SUBSTANCJE TOKSYCZNE. Grandjean i Landrigan

20 lipiec 2012 r. publikacja pracy (PMCID:PMC3491930), analizującej publikacje na temat oddziaływania fluoru, zgodnie z procedurą Cochrane podaje, że dzieci zamieszkujące obszary o wysokiej koncentracji fluoru mają znacząco niższe IQ, aniżeli dzieci zamieszkujące tereny o niskim stężeniu fluoru.

JAK SIĘ BRONIĆ?

  • sprawdź czy twoja woda jest fluorowana w wodociągach, jeżeli tak oczyść ją i nigdy nie podlewaj nią roślin w swoim przydomowym ogródku,
  • używaj past bez fluoru,
  • szukaj wody mineralnej, która nie zwiera fluorków, ale pamiętaj, że woda w plastikowych butelkach jest bogata w kolejna truciznę bisfenole,
  • czytaj skład tego co kupujesz.

PODSUMOWANIE

Im więcej toksyn  pojawia się w naszym życiu, tym więcej składników odżywczych potrzeba, by dać sobie z nimi radę. Każdego roku liczba toksycznych substancji, z którymi się stykamy, wzrasta, a nasze DNA nie ma czasu, by się do tego przystosować.

Pamiętaj, że źródłem fluoru, który ci podają, nie jest żadne naturalne pożywienie, jest to odpad przemysłowy z przetwórni aluminium, który możemy znaleźć m.in. w trutce na szczury.

Zobacz także:

Jod – jak rozpalić i utrzymać płomień życia

Lektyna WGA

Niedobory magnezu – 32 symptomy

Tarcza przed mrokiem zniszczenia – lecznicze właściwości sody

Pszeniczny brzuch i ciastkowata buzia

Woda

Woda osolona

Pij wodę zaraz po przebudzeniu

Odwodnienie i jego objawy

Bibliografia:
 

Multizadaniowy mózg – czyli jak sabotujemy naszą wydajność i kreatywność

multitasking-jpg

Istoty ludzkie, jako jedyne spośród żyjących na ziemi stworzeń, posiadają refleksyjny mózg. Niestety większość z nas sabotuje go każdego dnia. Ograniczamy w ten sposób naszą produktywność, moc twórczą i dobre samopoczucie. Dr Theo Compernolle jest belgijskim lekarzem, który posiada trzydziestoletnie doświadczenia w dziedzinach psychiatrii klinicznej, neuropsychiatrii i neurologii.

Jego książka „Brain Chains: Discover Your Brain, to Unleash Its Full Potential In a Hyperconected, Multitaksing World” (niedostępna w języku polskim) odkrywa przed czytelnikiem, jak rozróżnić tzw. mózg odruchowy (sensoryczny) od mózgu refleksyjnego i jak zrozumienie wewnętrznej pracy mózgu, może dramatycznie zwiększyć twoją produktywność i jakość życia.

Twoje 3 mózgi: odruchowy, refleksyjny i archiwizujący

neurony

Dr Compernolle współpracując z korporacjami i firmami, poczynił pewne obserwacje:

‚Kiedy iPad-y, iPhon-y i smartfony weszły na rynek, świat zwariował. Miałem wrażenie, że ci wszyscy ludzie próbują robić coś niemożliwego – czyli starają się być wielozadaniowi, tzw. multitasking.’

Co ciekawe większość ludzi uważa, że wielozadaniowość jest nie tylko możliwa, ale wręcz korzystna. Nie można się chyba bardziej mylić. Jak się okazuje, efektywny multitasking jest niemożliwy i przynosi nam wielką szkodę.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak jest, musisz zdać sobie sprawę, że Twój mózg jest wielką siecią, złożoną z około 80 miliardów neuronów oraz komórek glejowych, które odgrywają rolę w przetwarzaniu informacji.

Każdy neuron w twoim mózgu ma pomiędzy 1000 a 300 000 połączeń. Więc kiedy mówimy o odruchowym, refleksyjnym i archiwizującym mózgu, należy pamiętać, że wszystkie te sieci są wewnętrznie połączone.

Jednakże każdy z tych „mózgów” ma swoją szczególną charakterystykę. Kiedy więc zrozumiesz funkcjonowanie tych odmiennych części, sam dojdziesz do wniosku, że bycie wielozadaniowym zwyczajnie nie działa.

Mózg odruchowy (sensoryczny)

To ten, który jest wspólny dla ludzi i zwierząt. Jest całkowicie skupiony na tym co tu i teraz. Przyjmuje informacje od wszystkich zmysłów i reaguje błyskawicznie.

Jedynym światem, który istnieje dla twojego odruchowego mózgu, jest to, co doświadczasz przy pomocy zmysłów. Wszystkie te informacje są przez niego przyjmowane bardzo szybko, ale kiedy coś jest spoza zasięgu zmysłów, „nie istnieje” dla mózgu odruchowego wcale.

Mózg sensoryczny jest zaangażowany do pracy kiedy np. serfujesz po sieci, dlatego czasem łapiesz się na tym, że niepostrzeżenie cała godzina upłynęła, kiedy twoja uwaga była pochłonięta wirtualnym światem.

Mózg refleksyjny

Ta część pozwala nam myśleć abstrakcyjnie. Używasz go gdy np. wspominasz przeszłość albo wyobrażasz sobie przyszłość. Może on zajmować się tylko jedną rzeczą w danym czasie, więc nigdy nie będzie wielozadaniowy.

Jedynie ludzie posiadają zdolność myślenia abstrakcyjnego. Niektóre zwierzęta takie jak psy, koty, małpy człekokształtne, mogą być zdolne do mniejszych refleksji, ale nigdy w stopniu w jakim robi to człowiek.

Twój refleksyjny mózg pozwala ci rozważać, zastanawiać się nad rzeczami, niekoniecznie będącymi dzisiaj w twoim zasięgu, pozwala też myśleć o abstrakcyjnych ideach.

To właśnie wszyscy ciągle robimy – wyobrażamy sobie różne rzeczy, tworzymy plany awaryjne, oparte na tym co uważamy za prawdopodobne.

Mózg refleksyjny pozwala nam także wymyślić, stworzyć coś co nigdy wcześniej nie istniało. Matematyka również należy do tego mózgu, ponieważ jest czystą abstrakcją.

Problem z byciem coraz bardziej wielozadaniowymi w jednym czasie, polega na tym, że nigdy nie będziemy mogli w pełni wykorzystać całego potencjału naszego refleksyjnego mózgu. Sami więc sabotujemy nasze możliwości, chyba że nauczymy się właściwie korzystać z dostępnej technologii, tak by nie stać się jej upośledzonymi niewolnikami.

Mózg archiwizujący i pamięć operacyjna (robocza, świeża)

Mózg archiwizujący zajmuje się dokładnie tym na co wskazuje jego nazwa – przechowuje informacje w pamięci. Jednakże niejako rywalizuje on z „myślącym mózgiem”, ponieważ używa tego samego „procesora” – pamięci roboczej.

Pamięć krótkotrwała czy robocza? Niektórzy badacze stosują te określenia zamiennie. Chociaż w 1974 Baddeley i Hitch zaproponowali by model pamięci roboczej/operacyjnej zastąpił ogólną koncepcję pamięci krótkotrwałej. Według innych podziałów pamięć operacyjna jest specjalnym rodzajem pamięci krótkotrwałej.

Pamięć operacyjna to brama do naszego umysłu. Informacje właśnie przez nią trafiają do magazynu wiedzy, czyli pamięci długotrwałej. Pamięć robocza przechowuje też dane przetwarzane na bieżąco. Również w niej dokonują się podstawowe operacje intelektualnePodobnie, przy przypominaniu, informacja jest wydobywana poprzez pamięć roboczą.

Od pamięci roboczej zależy jak wiele informacji może być zmagazynowanych w pamięci długotrwałej. Decyduje ona również o tym, ile danych może być wywołanych ponownie. Pamięć robocza jest najważniejsza w przyswajaniu, obróbce i odtwarzaniu informacji.  Każda informacja musi więc przejść przez pamięć roboczą, dopiero wtedy może być zapamiętana lub odtworzona z pamięci i ponownie wykorzystana.

Pojemność pamięci roboczej u dorosłego człowieka oceniana jest na 80 bitów. Tyle jesteśmy w stanie przyjąć przy pełnym skupieniu uwagi – 80 z 100 000 000 000 bitów w ciągu każdej sekundy. Z miliarda informacji otrzymywanych co sekundę z otoczenia, filtry świadomości przepuszczają zaledwie 80, reszta trafia do podświadomości ale o tym innym razem…

Pamięć operacyjna utrzymuje informacje przeważnie przez około 20 sekund, czyli znacznie dłużej niż w przypadku pamięci sensorycznej. Co istotne, gdy dochodzi do przeładowania pamięci operacyjnej, elementy, które były w niej wcześniej zostają usunięte, by ustąpić miejsca nowszym. Dlatego właśnie wielozadaniowość nie ma najmniejszego sensu i jest bardzo mało efektywna.

Warto również pamiętać, że nasza kora zawsze będzie używała 100 % pamięci operacyjnej. Dlatego jeśli na przykład ciężko nad czymś pracujesz (myślisz), niewiele informacji może zostać przyswojonych i zarchiwizowanych. Archiwizowanie większość rzeczy w pamięci ma miejsce, kiedy nie myślisz zbyt intensywnie.

Mózg archiwizujący ma największe szanse żeby zarchiwizować informacje, kiedy robisz sobie przerwę od myślenia. Najlepszą taką przerwą jest oczywiście sen w nocy. W czasie snu mózg tak naprawdę ciężko pracuje.

W czasie pierwszej części nocy, gromadzi, archiwizuje i reorganizuje zdobyte informacje. W ostatniej części nocy, twój archiwizujący mózg przygotowuje cię do następnego dnia, dlatego niezwykle istotne jest, by dobrze się wysypiać i nie kłaść się spać późno.

Odrzuć wielozadaniowość żeby stać się bardziej produktywnym

Powiedzmy, że pracujesz nad czymś ważnym, np. raportem. Wszystkie potrzebne informacje masz teraz w pamięci roboczej, ale nagle na telefonie miga powiadomienie o nadchodzącej wiadomości. W tym momencie, jak twierdzi dr Compernolle, tracisz od razu 2 minuty swojej koncentracji. Powiadomienie, które nadeszło już cię rozproszyło, nawet jeśli nie sprawdzasz od razu co to, będziesz o tym prawdopodobnie myślał.

Tym razem postanawiasz jednak zweryfikować, kto też do ciebie napisał, bo może to coś ważnego. Stwierdzasz, ze to krótki mail, na który możesz od razu odpowiedzieć. Właśnie dokonałeś sabotażu na swoim mózgu i mocno przytłumiłeś cały jego potencjał. Po pierwsze twój mózg musi wszystkie kompleksowe idee, pomysły i rozwiązania, nad którymi myślałeś, przekazać do pamięci skroniowej. Później, musi wyczyścić pamięć roboczą, i z pamięci długotrwałej pobrać informacje potrzebne, by odpowiedzieć na maila. Czy jednak kończy się tylko na tej jednej wiadomości? Często nie. Sprawdzasz jeszcze pozostałe komunikatory, dzwonisz gdzieś i 11 e-maili później, przypominasz sobie, że pracowałeś nad czymś ważnym. Znowu więc przetwarzasz informacje, które zostały w pamięci skroniowej i zabierasz się do pracy. Wysyłasz raport szefowi, który też jest multizadaniowy. Kilka minut później on dzwoni do ciebie i mówi, że raport jest ok, ale kompletnie zapomniałeś w nim uwzględnić jeden ważny rozdział. ‚Zapomniałeś’? Nie, zgubiłeś go w pamięci skroniowej, kiedy odpisywałeś na maile i wiadomości tak szybko, że twój archiwizujący mózg, nie miał czasu ani możliwości zmagazynować go w pamięci długotrwałej.

Jak zatem stać się bardziej wydajnym

brain

Znając już funkcjonowanie naszego mózgu, jeżeli idzie o przyswajanie, przetwarzanie i zapamiętywanie informacji, warto zastanowić się jak zwiększyć jego efektywność.

MultitaskingTO NIE DZIAŁA … chyba że chcesz być jak najmniej wydajny.
Jeżeli jesteś w pracy, przede wszystkim skupiaj się na jednym konkretnym zadaniu, po jego zakończeniu zrób sobie krótką przerwę i dopiero przechodź do następnego. Powiesz deadline’y, presja czasu, wszystko miało być na wczoraj. Usiądź spokojnie i pamiętaj, twoja wielozadaniowość i towarzyszący jej narastający stres kosztuje cię obniżeniem efektywności i tak naprawdę dłuższym czasem poświęconym na wykonywanie różnych zadań.

Nie stresuj się i nie stresuj też innych. W środowisku gdzie panuje współpraca, zaufanie i zrozumienie, a nie darwinowska rywalizacja i wyścig szczurów, znacznie łatwiej osiągać wytyczone cele. Chociaż lekki stres może wspomagać nasze zdolności zapamiętywania i przypominania, to jego nasilenie powoduje efekt odwrotny. Zbyt duży stres, negatywnie wpływa na naszą pamięć roboczą. Zapewne, każdy z nas od czasu do czasu miewa to wrażenie kompletnej pustki w głowie i ściśniętego żołądka. Dzieje się tak dlatego, że w chwilach poważnego stresu większa część krwi, odpływa z brzucha do mięśni, po czym następuje reakcja zwana walcz albo uciekaj. O ile w chwilach poważnego fizycznego zagrożenia, kiedy faktycznie musimy stanąć do walki albo uciec, zasada ta się przydaje i może nam uratować życie, o tyle podobne reagowanie na np. trudne sytuacje w pracy lub w kontaktach osobistych, przynosi odwrotny skutek. Długotrwały, nierozładowany stres kumuluje się w nas, powodując stopniowe zatruwanie organizmu. Ciągłe utrzymywanie się wysokiego poziomu hormonów stresu sprawia, ze zaczynają one wpływać toksycznie na mózg, upośledzając pamięć. Działamy wtedy automatycznie, bo jesteśmy skupieni na tym co nas stresuje, dlatego nie pamiętamy wielu podjętych czynności (np. czy zamknęliśmy drzwi).

Wiecie co robi ścigany zając długo po tym jak zagrożenie minęło, nadal biega by rozładować skumulowany w nim stres. W naszym przypadku aktywność fizyczna też się sprawdzi, a jeśli nie możemy od razu pójść „pobiegać”, to przynajmniej stosujmy techniki spowolnionego oddechu.

Stres to jeden z największych wrogów naszej pamięci i efektywności, a wielozadaniowość dodatkowo go potęguje.

Co jeszcze może nam pomóc w zwiększaniu efektywności i unikaniu multitaskingu? Nie każdy e-mail jest ważny, nie na każdy musimy odpowiadać, nie każda migające powiadomienie zasługuje na naszą uwagę. Nie musimy za każdym razem, gdy usłyszymy znajomy dźwięk przychodzącej wiadomości, odrywać się od tego czym akurat się zajmujemy, a tym bardziej nie róbmy tego gdy odpoczywamy. Scrollowanie po Facebooku to nie odpoczynek!

Kiedy np. w czasie pracy nad czymś ważnym, nagle ciągnie cię, żeby zobaczyć, co też się dzieje w wirtualnym świecie, to znak, że twój mózg jest zmęczony i potrzebuje krótkiej przerwy … pod tym pojęciem należy rozumieć przysłowiowe rozprostowanie kości, spacerek, zrobienie sobie herbatki, pogadanie z kimś itd. słowem czynności mało obciążające.

Kolejna dobra rada -> w pracy układaj zadania wg stopnia ważności. Zmniejsz do minimum bodźce, mogące cię rozpraszać. Jak to zrobić w praktyce?

Wyłącz dźwiękowe powiadomienia outlooka. Jeśli możesz, zaglądaj na swoją pocztę jak najrzadziej, a najlepiej wyznacz sobie na to konkretne godziny, w czasie których poświęcisz czas na przejrzenie przychodzących wiadomości i odpowiedzenie na najważniejsze. Nie musisz odpowiadać na wszystkie. Warto również nie korzystać z e-maili albo innych komunikatorów tekstowych, gdy musisz przekazać komuś negatywne wiadomości, kiedy sprawa związana jest z emocjami i oczywiście kiedy jesteśmy zdenerwowani.

Wycisz i-phone’a / smartfona (jeżeli koniecznie musisz pozostać online), ale najlepiej na czas intensywnej pracy i skupienia uwagi wyłącz transmisję danych/wi-fi. Może i ominie cię niekończąca się wymiana informacji i maili w wirtualnym świecie, ale za to szybciej i łatwiej wywiążesz się z czekających cię zadań. Elektroniczne narzędzia takie jak smartfony powstrzymują cię od osiągania prawdziwych celów życiowych. Kiedy przerywasz dane zajęcie, za każdym razem gdy otrzymasz wiadomość, będziesz potrzebował 4razy !!! więcej czasu na jego wykonanie, co oznacza, że będziesz pracował dłużej, spał mniej, popełnisz więcej błędów.

Kiedy pracujesz nad czymś, staraj się nie błądzić myślami i nie analizować co też masz do zrobienia w dalszej kolejności, twoja pamięć szybko się przeładuje i 15 kolejnych myśli później niepostrzeżenie wypłyniesz na szerokie wody niepotrzebnych spekulacji i analiz.

Nie tocz niekończących się dyskusji ze swoim ego, które dopóki nie nauczysz się nad nim panować, nieustannie będzie gadać w twojej głowie, przy okazji prowadząc wyimaginowane rozmowy z kontrahentami, szefem, partnerem, przyjaciółmi. 90 % tego o co się zamartwiasz, prawdopodobnie się nie zdarzy, a jeśli nawet, to możesz być zaskoczony swoją prawdziwą reakcją na daną sytuację. To samo dotyczy wyimaginowanych rozmów z ludźmi, albo snucia domysłów, dlaczego zachowali się tak a nie inaczej. Pewnie sam złapałeś się na tym, że toczyłeś z kimś w swojej głowie całą dyskusję. Układałeś co powiesz, co też może odpowiedzieć ci ta osoba, a w rzeczywistości albo do rozmowy wcale nie doszło, albo jej przebieg był zupełnie inny niż oczekiwałeś. Tym sposobem otrzymujemy proste równanie: ego + wyimaginowane dywagacje i rozmowy = zmarnowany czas, a obok tego idą również emocje, myśli potrafią bowiem nas nieźle nakręcić i zestresować.

Staraj się nie używać elektronicznych gadgetów na jakieś półtorej godziny albo więcej przed pójściem spać. W tym czasie zapisz dwa najważniejsze zadania, które czekają cię następnego dnia, twój archiwizujący mózg popracuje nad nimi w nocy. Następnie rano, zanim sięgniesz po elektroniczne rozpraszacze uwagi ;), zajmij się najważniejszymi sprawami.

Dobrą strategią jest systematyczne odłączanie się od sieci i płynącego z niej niekończącego zalewu informacjami. Odłóż telefon, laptopa itd, daj swojemu archiwizującemu mózgowi szanse na uporządkowanie wszystkiego i zapamiętanie. Część mózgu odpowiedzialna za myślenie również musi się zregenerować.

Jest jeszcze jedna rzecz, która przeszkadza naszemu mózgowi się skupić –> BAŁAGAN

obrazek2

Nieporządek rozprasza i powoduje, że trudniej nam się skupić. Dlatego zacznij od oczyszczenia swojego stanowiska pracy z niepotrzebnych rzeczy. Korzyści z takiej organizacji są naprawdę znaczne. Spędzasz mniej czasu na szukaniu różnych przedmiotów, staniesz się bardziej produktywny, zorientowany na cele, łatwiej ci będzie się skupić.

Jeżeli otaczasz się materiałami potrzebnymi do różnych projektów i zadań, znowu włączasz podświadomie swojemu mózgowi wielozadaniowość. Rozpraszasz go, zamiast pozwolić na skupienie pełnej uwagi na jednym projekcie. Schowaj pozostałe z zasięgu wzroku. Uporządkuj papiery, najlepiej miej dwie szuflady albo organizery na dokumenty, których potrzebujesz w danym momencie oraz drugi na to z czym już się uporałeś, ale nie możesz jeszcze tego odłożyć.

Ogranicz nieład na swoim stanowisku pracy, tzn. im więcej masz rzeczy na biurku tym gorzej. Zdjęcia rodziny, przyjaciół najwyżej jedno a nie cały kolaż 😉 nie potrzebujesz też 50 długopisów i mazaków, z których połowa nie pisze. Generalnie różne gadgety, figurynki i tym podobne cacka odłóż w inne miejsce. Nie jedz też nad klawiaturą, przy okazji odpisując jedną ręką na maile. Słowem minimalizm na twoim biurku sprzyja kreatywności i skupieniu.

A wracając do tematu jedzenia, przerwa śniadaniowa, to czas byś ją celebrował i pozwolił mózgowi na uporządkowanie wielu spraw i przygotowanie do czekających go zadań. Jedz więc i relaksuj się a nie scrolluj po FB. Zobaczysz jak z większym zapałem zabierzesz się za czekające cię jeszcze projekty.

Często zastanawiamy się co stało się z czasem, że jakoś tak dziwnie się skurczył, ciągle nam go brakuje, mimo licznych udogodnień w postaci pralek, multicookerów ;), samochodów, smartdomów itd. Odpowiedź jest dosyć prosta, źle nim dysponujemy, w efekcie przecieka nam przez palce, z każdym kolejnym mailem, wiadomością, podglądaniem życia innych na fb czy insta. Marnujemy go na niekończące się dyskusje z naszym ego albo wyobrażanie sobie rzeczy, które prawdopodobnie nigdy się nie zdarzą.

Przekuj chociaż część marnowanego czasu na działanie i prawdziwy odpoczynek, a jakość twojego życia poprawi się w sposób diametralny. Te proste zasady sprawdzają się nie tylko w pracy ale i w domu. Robiąc jedno zadanie, nie myśl o kolejnych, które jeszcze cię czekają, skup się na tym konkretnym. Kiedy odpoczywasz nie wyrzucaj sobie, że powinieneś coś zrobić, bo masz tyle zaległości. Daj mózgowi szansę na wytchnienie i poukładanie wszystkiego. Nagle okaże się, że czasu masz znacznie więcej, jesteś dużo bardziej zadowolony, a co najważniejsze niesamowicie efektywny, kreatywny i zorientowany na cele.

Zobacz także:

I nigdy nie czuje bólu

Żródła:
Understanding the inner workings of your brain can improve your productivity and quality of life
Pamięć czlowieka
Desk Organization by Tidy Tova
Temporal Categories of Memory
Memory
Pamięć robocza
Pamięć krotkotrwała

 

World weather is collapsing

Klimat na Ziemi staje się coraz bardziej niestabilny, zmierzając od jednego extremum do kolejnego. Poniżej,  tylko niektóre z wydarzeń pogodowych ze stycznia 2017 roku:

  • rekordowe pożary w Chile i w Argentynie (gdzie doszło również do rekordowych opadów deszczu)
  • rekordowe opady deszczu kończą rekordową suszę w Kalifornii
  • rekordowy opad śniegu (w jeden dzień spadła miesięczna norma) w Japonii i w zachodniej części USA
  • rekordowe roje tornad na południu USA
  • rekordowo niskie temperatury i opady śniegu we Wschodniej i Południowej Europie
  • rekordowy opad śniegu na Saharze
  • rekordowe upały w Australii i rekordowe chłody w Nowej Zelandii

Przedpotopowe sklepienie ochronne nad Ziemią…gwałtowne zmiany…geologiczne blizny i znaczne podniesienie się poziomu oceanów.

flood

Wszyscy ewolucjoniści i kreacjoniści zgadzają się, że w przeszłości klimat ziemi znacznie różnił się od dzisiejszego i na wszystkich szerokościach geograficznych, był w miarę jednakowy. Ewolucjoniści umiejscawiają ten okres dziesiątki milionów lat temu i nazywają go jurajsko-kredowym. Natomiast zwolennicy kreacjonizmu nawiązują do świata przedpotopowego. Większość z Was zna przynajmniej ze szkoły ewolucyjne wyjaśnienia związane z erami geologicznymi ziemi i panującymi na poszczególnych etapach warunkami klimatycznymi. Warto zatem przyjrzeć się, jakich wyjaśnień w tej materii udziela druga strona.

*

Z księgi Rodzaju 1;5-7 dowiadujemy się, że w procesie twórczym, nad Ziemią zostało utworzone coś w rodzaju sklepienia, które oddzielało wody na naszej planecie od tych ponad nią. Nie możemy mieć całkowitej pewności co do wyglądu wód ponad sklepieniem, ale wytworzyły one pewnego rodzaju sferyczną osłonę wokół naszej planety. Jej celem było zapewnienie doskonałych warunków do życia. Czy istnieją na to jakieś przekonujące dowody? Część z nich możecie znaleźć w poście „Od raju utraconego do potopu”.

Warto jednak uzupełnić je kilkoma dodatkowymi informacjami …

1.Budowa innych planet Układu Słonecznego jako analogia

wenus-atmosfera

Planeta Wenus jest otoczona sklepieniem, które stanowi mieszankę chlorowodoru i pary wodnej. Atmosfera Wenus składa się prawie w 80 % w dwutlenku węgla, a temperatura powierzchni wynosi około 480 st C. Podstawa tych chmur jest oddalona od powierzchni o jakieś 42 km. Dodatkowo odkryto, że na Wenus w okolicach biegunów panuje taka sama temperatura jak na równiku.

Również Jowisz posiada gęstą atmosferę o sklepieniu z chmur amoniaku, podobna sytuacja panuje na Saturnie.

Dlatego, kiedy mówimy o planecie ze sklepieniem, mamy aż 3 przykłady takiego zjawiska w naszym Układzie Słonecznym. Możemy więc nie bez przyczyny zakładać, że również Ziemia we wczesnej historii, mogła posiadać taki rodzaj sklepienia.

2. Ciśnienie atmosferyczne

Sklepienie nad ziemią miało związek z panującym w świecie przedpotopowym wyższym ciśnieniem atmosferycznym. Musiało ono być wyższe o 1,18 atmosfery i przyjmować wartość 2,18 atmosfery.

Chociaż nie mamy na to bezpośrednich dowodów, warto wrócić do pewnej ciekawej obserwacji poczynionej w latach 70tych XX wieku przez zespół naukowców NASA. Przebywali oni 10 dni w dzwonie nurkowym, na dużej głębokości, w środowisku o ciśnieniu około 10 atmosfer. Jeden z uczestników eksperymentu poważnie skaleczył się w rękę. Ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich był fakt, że RANA CAŁKOWICIE ZAGOIŁA SIĘ W CIĄGU 24 GODZIN!

Wyjaśniono później, że z powodu wyższego ciśnienia cząstkowego tlenu, został on ze zwiększoną szybkością wchłonięty do rany, co z kolei przyspieszyło proces gojenia. W rezultacie powstała nowa nauka – chirurgia hiperbaryczna. Hiperbaryczne leczenie tlenem jest stosowane, celem cofnięcia pewnych dolegliwości np. starczego zniedołężnienia. Wykorzystuje się je również, przy cofaniu skutków udaru mózgu i w niektórych przypadkach gangreny.

Panujące przed potopem warunki zwiększonego ciśnienia atmosferycznego i większej ilości tlenu, sprzyjałyby ogólnemu zdrowiu, a nawet długowieczności (ze sprawozdania Biblijnego dowiadujemy się, że ludzie żyli przed potopem nawet 900 lat).

Innym potwierdzeniem faktu, że na Ziemi panowało kiedyś podwyższone ciśnienie, są duże latające gady takie jak pteranodny i pterozaury.

W zachodnim Teksasie, w skale kredowej niemorskiego pochodzenia, odkryto pterozaura, którego rozpiętość skrzydeł wynosiła ponad 16 metrów!!!! a waga mogła dochodzić do ponad 200 kg. Taka rozpiętość skrzydeł przewyższa o 6 m rozpiętość skrzydeł odrzutowego samolotu myśliwskiego F16. Jak takie stworzenia mogły latać. Niespecjalnie dałyby radę biegać, były raczej uzależnione od podmuchu wiatru pod ich skrzydłami, tak by mogły się wzbić w powietrze. Jednak przy pomocy podstawowych równań z aerodynamiki, łatwo się przekonać, że trzeba by prędkości wiatru rzędu 40 km/h, by taki ptak wzniósł się w górę. Znaczyłoby to, że 95 % swego życia spędziłby w bezruchu. Jeśli jednak ziemia była otoczona wodnym baldachimem, a co z tym idzie panowało na niej podwyższone ciśnienie ok. 2,18 atmosfery, to ciężar właściwy powietrza, był co najmniej 2krotnie większy. Słowem, powietrze miało większą gęstość. W rezultacie do wzbicia się wystarczający byłby podmuch wiatru ok 27 km/h – jest to znacznie bardziej realne.

Co w takim razie stało się z wielkimi gadami czy owadami, które zamieszkiwały ziemię przed potopem? Osoby uznające biblijny potop często zakładają, że w arce mogły znaleźć się młode osobniki. Gdzie się w takim razie podziały?

Istnieje pewien limit rozmiaru, do którego każde zwierze może urosnąć w określonym ciśnieniu atmosferyczny. Dzieje się tak ponieważ płuca, serca i układ krwionośny muszą być w stanie dotlenić biomasę zwierzęcia. Możliwość pełnienia tej funkcji, jest uzależniona od cząstkowego ciśnienia tlenu w otoczeniu. Gdyby cząstkowe ciśnienie tlenu było 2 x wyższe niż obecnie, to wzrosłaby intensywność dyfuzji tlenu, czyli przenikaniu tlenu z krwi do tkanek, co umożliwiałoby zwierzęciu efektywne dostarczanie tlenu do masy tkankowej. Ogromne rozmiary skamielin gadów, wskazują, że osiągały one poważny wiek. Wiadomo też, że gady rosną aż do samej śmierci. W przypadku dinozaurów potwierdzałoby to starożytną biologiczną długowieczność. Poza tym skamieniałości tych wielkich gadów potwierdzają, że posiadały one małe płuca i małe nozdrza, czyli miałyby problem z oddychaniem dzisiejszym składem atmosfery.

Owady natomiast oddychają przez skórę. Ich wewnętrzne organy są w ten sposób zaopatrywane w tlen. Im większy owad tym większy ma problem, chyba że w środowisku panuje podwyższone ciśnienie atmosferyczne lub jest więcej tlenu, albo też oba czynniki się na siebie nakładają.

Niektórzy twierdzą, że wyższe ciśnienie cząsteczkowe tlenu może mieć destrukcyjny wpływ na długość życia człowieka. To prawda, że długotrwałe 35 % stężenie tlenu może mieć zły wpływ, ale 1,5 ATM i 25-30 % tlenu wywiera bardzo pozytywny efekt na zwierzęta, rośliny i ludzi.

Dodatkowo, równomierne wysokie ciśnienie, uniemożliwiałoby gwałtowne zmiany pogody. Zresztą nawet dzisiaj, z czym wiąże się dobra pogoda i czyste niebo – z wysokim ciśnieniem, które wpływa też na nasze lepsze samopoczucie. Niskie ciśnienie przynosi ze sobą pogorszenie aury, deszcz, burze, tornada, huragany.

3. Osłona ochronna przed promieniowaniem kosmicznym

Sklepienie nad ziemią wyeliminowałoby każdy rodzaj szkodliwego dla organizmów żywych promieniowania krótkofalowego (UV, gamma, X), które znacząco wpływa na długość życia i degenerację tkanek organizmów żywych. Woda stanowi najlepszą ochronę przed każdym typem promieniowania, dlatego uważa się, że byłaby doskonałą osłoną w długodystansowych statkach kosmicznych.

4. Promieniotwórczy izotop węgla C14

Starożytna atmosfera musiałaby być również pozbawiona promieniotwórczego izotopu węgla C14. Tworzy się on, gdy atmosferyczny azot jest bombardowany przez promieniowanie kosmiczne (baldachim wodny uniemożliwiał tego rodzaju promieniowaniu dotarcie do ziemi). Poprzez proces fotosyntezy C14 dostaje się do organizmów roślinnych, a dalej do pozostałych organizmów żywych, kumuluje się w roślinach i zwierzętach w stałej ilości. Umierając roślina czy zwierze zaprzestają pobierania węgla C 14 do swoich układów, więc jego ilość zaczyna się w nich zmniejszać, ponieważ atomy węgla C14 w reakcji jądrowej zamieniają się z powrotem w atomy azotu. Gdyby założyć, że poziomy zawartości węgla C 14 w naturze były takie same jak obecnie, to można by dokładnie określić wiek jakiejkolwiek skamieliny organicznej, badając ilość zawartego w niej C14 . Czy istnieje dowód na to, że atmosfera ziemi była kiedyś pozbawiona węgla C14? W złożach węgla kamiennego nie ma w zasadzie izotopu węgla C14. Jest bardzo prawdopodobne, że pokłady węgla powstały w czasie potopu, z roślinności przykrytej mułem itd.

Jeśli w przeszłości atmosfera była pozbawiona węgla C 14, albo ta ilość była mocno zredukowana, to jakiekolwiek określenie wieku w oparciu o założenie, że obecne poziomy C14 odpowiadają tym z przeszłości, przyniesie błędne rezultaty, które mogą sugerować, że badany okaz jest dużo starszy.

Bardzo łatwo zilustrować to przykładem ze szklanką. Jeśli mielibyśmy obliczyć jaki było poziom wody w szklance we wskazanym momencie, nie wystarczyłoby wiedzieć z jaką prędkości kapie ona z kranu w chwili dokonywania pomiaru. Musielibyśmy posiadać również dane czy prędkość kapania wody, była cały czas taka sama, czy też się zmieniała. Bez tej wiedzy, pomiar może być obciążony poważnym błędem. Podobnie jest z pomiarami radiometrycznymi. Więcej informacji możecie znaleźć w tych postach:

„Jak świat nauki określa czas”

„Datowanie radiometryczne a wiek Ziemi”

„Wielobarwne aureole polonu”

5. Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze

Dzisiaj stężenie CO2 wynosi 0,6 %. Wzrost o 50 % do wartości 0,9 % powodowałby, że rośliny rosłyby szybciej, byłyby większe i rodziłyby więcej owoców.

Przykład: Znajdowano skamieniałe kępki mchu, które dorastały do 45 m, dzisiaj osiągają raptem 45 cm.

*

Budowa i umiejscowienie sklepienia

1696811761760621700-account_id1

Powstaje zatem kolejne pytanie, gdzie się znajdowało i jak było zbudowane to sklepienie?

Może chodzić o suche opary wody, czyli przegrzanej, transparentnej pary wodnej, występującej w formie czysto-gazowej, nie zaś skondensowanych w zawiesinę mikro-kropelek, jakie występują we mgle i chmurach.

Niektórzy naukowcy wysuwają jednak hipotezę sklepienia utworzonego z lodu (tzw. kryształowe sklepienie). Według tych założeń, baldachim mogły tworzyć kryształki lodu lub sieć metalicznego wodoru, rozciągnięta i utrzymująca się nad ziemią przez magnetyczną lewitację.

Ale czy zadziałałaby ona w stosunku do wody albo wodoru?

Wodór może posiadać właściwości metaliczne, jedynie w bardzo ekstremalnych warunkach wysokiego ciśnienia i temperatury w okolicach zera absolutnego . Przestrzeń kosmiczna ma właśnie temperaturę oscylująca w okolicach zera absolutnego -170 C(+3K / -456 F). Tego typu lodowy baldachim, w kontakcie z przestrzenią kosmiczną, działałby jak igloo :D.

iglo

W igloo możesz rozpalić wewnątrz ogień i nie obawiać się, że roztopi ci się dach, ponieważ ciepło jest przewodzone na zewnątrz. Ten sam efekt pozwoli ci zagotować wodę w papierowym kubku. Być może baldachim lodowy zapewniał możliwość odprowadzania ciepła z powierzchni planety, zapobiegając w ten sposób globalnemu ociepleniu i nadmiernemu efektowi cieplarnianemu.

Warto podkreślić, że około 8 cm warstwa lodu waży jakieś 6,8 kg/m2. Wystarczy zatem 1.1 ATM (10% wzrost) żeby podtrzymać sklepienie nad całą ziemią. Dodatkowo, jak już wspomnieliśmy powyżej, pole elektromagnetyczne również mogło podtrzymywać to sklepienie. Tym bardziej, że było znacznie silniejsze 6 tys. lat temu. Obecnie pole elektromagnetyczne słabnie coraz szybciej. NASA obliczyła, że traci ono połowę swojej mocy co 800 do 1400 lat. Zatem 6 tys. lat temu było 20 x silniejsze niż dzisiaj. Przy takim natężeniu pola, ludzie mają w swojej krwi wystarczająco dużo żelaza, żeby dokładnie czuć gdzie jest północ. Coś w rodzaju wbudowanego GPS-u, dzięki temu nigdy byś się nie zgubił ani nie stracił orientacji.

Być może w Waszych głowach zrodziło się teraz jeszcze jedno ciekawe pytanie: Czy takie sklepienie mogło utrudniać oglądanie gwiazd? A czy roztopiona i zestalona warstwa „piasku” zwana potocznie szkłem uniemożliwia prowadzenie obserwacji? Szkło jest przecież używane w soczewkach, żeby poprawić i zwiększyć nasze widzenie obiektów w kosmosie. Teleskopy i mikroskopy używają soczewek i luster aby uzyskać odpowiedni efekt powiększenia. Lodowo-magnetyczny baldachim, który kompresował atmosferę, pozwalał wyeliminować większość zniekształceń, migotania gwiazd i innych obiektów na nocnym niebie. Tym sposobem ludzie przed potopem, mogli oglądać gwiazdy nawet bardziej wyraźnie niż my dzisiaj. Odzwierciedlenie takiego stanu rzeczy, widać na przykładzie wielu starożytnych budowli (np. piramid), których usytuowanie jest odbiciem nocnego nieba i układów gwiazd.

stars

Z zapisków historycznych:

Żydzi nauczają, że nad ziemią znajdował się swego czasu kryształowy baldachim. Historyk z pierwszego wieku Józef Flawiusz napisał: „Po tym, drugiego dnia, umieścił niebiosa nad całym światem i oddzielił je od innych części (…)Umieścił również kryształowy firmament dookoła nich i połączył razem w sposób przyjazny dla ziemi.” Józef Flawiusz „Antiquiti of the Jews, Księga 1, Rozdział 1

Inny żydowski tekst stwierdza: „I Bóg stworzył firmament, jego grubość wynosiła 3 palce, oddzielający granice niebios i wody oceanów” J.Browers, D.S. Joanthgan translation, The Taroums and Rabinin Lieterature, Cambridge University Press, 1969, str. 95

*

Wody pod powierzchnią ziemi

zrodla-otchlani-wodnej

„W sześćsetnym roku życia Noego, w miesiącu drugim, w siedemnastym dniu tego miesiąca, w tymże dniu wytrysnęły wszystkie źródła ogromnej głębiny wodnej i otworzyły się upusty niebios.
Rodzaju 7;11

Szerzej o źródłach wielkiej głębiny wodnej oraz o charakterystycznej budowie dna oceanów i Grzbietu Atlantyckiego zajmowaliśmy się w poście „Od raju utraconego do potopu” w podtytule „No właśnie skąd się wzięły wody potopu”.

Czy są jednak jeszcze jakieś dowody na obecność tych wód, stanowiących główne źródło zasilające potopu?

W artykule z 27 lutego 2007 r. zatytułowanym „Wielki podziemny ocean znaleziony pod powierzchnią Azji” zamieszczonym na stronie internetowej National Geographic możemy przeczytać:

„Podziemny rezerwuar wody wielkości Oceanu Atlantyckiego został odkryty setki kilometrów pod powierzchnią Wschodniej Azji. Naukowcy dowiedzieli się o istnieniu „podziemnego oceanu” podczas skanowania fal sejsmicznych, przechodzących przez wnętrze Ziemi. Tak zwana „mokra strefa” rozciągająca się od Indonezji do północnych krawędzi Rosji ukazała skały o relatywnie małej spoistości powodujące, że fala sejsmiczna zaczęła tracić siłę szybciej niż w innych regionach. Woda tam występująca, znajduje się w porowatych skałach, na głębokości 700 do 1400 km. Stanowi ona prawdopodobnie mniej niż 0,1 % objętości skał, biorąc jednak pod uwagę zajmowaną powierzchnię, daje nam to ogromne ilości!”

Wielki rezerwuar wody znajdujący się na sporej głębokości, dawałby przedpotopowemu światu jeszcze jedno, ochronę przed trzęsieniami ziemi, niwelowałby bowiem większość drgań.

Diamenty z Brazylii zdają się również potwierdzać model rezerwuarów wody na sporych głębokościach. W mezosferze, czyli dolnej części płaszcza ziemi (znajdującej się na głębokości mniej więcej od 350 – 700 km) występują m.in. ringwoodyty czyli odmiany oliwinu zawierające sporą ilość wody. „Ringwoodyt zidentyfikowano po raz pierwszy w 1969 roku w meteorycie Tenham. Z badań i modeli wynika, że ringwoodyty występują w strefie przejściowej na głębokościach 410-660 (525-660) kilometrów. Ringwoodyt ziemskiego pochodzenia odkryto w 2008 roku na terenie Juíny w stanie Mato Grosso w drobnym diamencie, znalezionym w żwirze płytkiej rzeki. Diament został wyniesiony na powierzchnię Ziemi przez skałę wulkaniczną zwaną kimberlitem. W badanym elemencie zawartość wody wynosiła około 1% wagowo. Jednak przy powszechnym występowaniu tego minerału w płaszczu Ziemi oznaczałoby to, że w strefie przejściowej zgromadzone jest więcej wody niż we wszystkich oceanach na powierzchni planetyWyniki badań wskazują na istnienie rozległej strefy w płaszczu ziemskim bogatej w wodę.” 

Jeszcze jedna ciekawostka, odmiany oliwinu dzieli się na te pochodzenia ziemskiego, ale i kosmicznego, występujące w meteorytach. Może to wskazywać, że przynajmniej część kosmicznych głazów, to wystrzelone w przestrzeń ziemskie kawałki skał i woda. 22 marca 1998 w Monahans w stanie Teksas spadł meteoryt o wadze 1,36 kg. Został on zbadany w laboratorium. Okazało się, że zawierał kryształy soli i wodę. Naukowcy NASA uznali, że meteoryt pochodzi od asteroidy, ale nie wydaje się to prawdziwe, ponieważ asteroidy w próżni nie mogą zawierać w sobie wody w stanie ciekłym, która z kolei jest niezbędna do uformowania kryształów soli, jest także zbyt zimno i grawitacja jest za słaba. Meteor musiał więc pochodzić z ziemi i w takim stanie znalazł się w przestrzeni kosmicznej (Źródła głębiny wodnej miały dosyć spore zasolenie).

To wszystko daje nam pewne wyobrażenie, o sile z jaką wytrysnęły źródła otchłani wodnej. Wystarczyła tylko niewielka szczelina, by zgromadzone na bardzo dużej głębokości, pod wysokim ciśnieniem i o wysokiej temperaturze wody, z wielkim impetem rozerwały płaszcz ziemi. Pęknięcie takie rosłoby bardzo szybko w obu kierunkach (z prędkością ok 4,8 km/s) i w ciągu 2 godzin objęłoby cały glob. A teraz przyjrzyjmy się budowie geologicznej dna oceanów … nie sposób przeoczyć, grzbietu, podobnego do szwu na piłeczce tenisowej, który opasuje całą ziemię:

grzbiet-srodkowoatlantycki

Warto również podkreślić, że większość potężnych łańcuchów górskich, jest równoległa do tych grzbietów oceanicznych, gdyż powstała w wyniku ześlizgiwania się płyt kontynentalnych.

hydropl

kliknij aby powiększyć

Niezwykle interesujących wyjaśnień na temat podziemnych rezerwuarów oraz wytryśnięcia źródeł głębiny wodnej, dostarcza nam teoria hydroplatform stworzona przez dr Walta Browna. Więcej informacji można znaleźć w jego książce „In the Beginning.  Compelling Evidence for Creation and the Flood” oraz w tej prezentacji:

*

Gwałtowne zmiany

Z 7 rozdziału Księgi Rodzaju poznajemy kolejność zdarzeń, najpierw wytrysnęły źródła wielkiej otchłani wodnej, a następnie otworzyły się upusty nieba. Wody podziemne, które miały wysokie ciśnienie i wysoką temperaturę gwałtownie wytrysnęły w górę. Wyrzucając dodatkowo, z ogromną prędkością, fragmenty skał i ziemi, które wraz z deszczem opadały, zasypując warstwą mułu rośliny i zwierzęta. Potwierdzają to liczne skamieliny, w których utrwalone organizmy żywe zginęły gwałtowną śmiercią.

W wyniku zniszczenia sklepienia ochronnego, nastąpił gwałtowny spadek ciśnienia, a także temperatury, sięgający -100 st C (w rejonach okołobiegunowych). Właśnie tam utworzyły się potężne komórki burzowe, z wiatrem wiejącym z prędkością ponad 300 km/h.

Świadectwem tych katastrofalnych zjawisk, są ogromne cmentarzyska zwierząt znajdowane w rejonach tundry:

W połowie lat ’40 XX w dr Frank C. Hibben archeolog z Uniwersytetu Nowy Meksyk dowodził ekspedycją na Alaskę, poszukującą ludzkich szczątków. Szczątki, które znalazł nie były jednak ludzkie, odkrył za to ogromne połacie terenu, wypełnione mułem, wymieszanym ze szczątkami mamutów, mastodontów, wielu rodzajów bizonów, koni, wilków, niedźwiedzi i lwów. Na północ od miasta Fairbanks na Alasce, Hibben i jego współpracownicy obserwowali, jak buldożery spychają ten częściowo roztopiony muł do śluz. 

Kły i kości zwierząt, tusze w różnych stopniach rozkładu, w większości porozrywane i porozciągane przez jakąś niewyjaśnioną prehistoryczną katastrofę. Dowód na gwałtowność natury, połączony z odorem rozkładających się ciał, był przytłaczający. Pola lodowe, zawierające zwierzęce szczątki, ciągnęły się kilometrami w każdym kierunku (Hibben 1946). Drzewa i zwierzęta, warstwy torfu i mchów, powykręcane i wymieszane razem, jakby jakaś ogromna siła zmiksowała je, a następnie zamroziła w jednolitą masę. Dowody od razu sugerują nienormalne fale pływowe, które ogarnęły Ziemię, porywając i tocząc zwierzęta wraz z roślinnością. Następnie masa ta szybko zamarzła (Sanderson 1960).

Jakie warunki musiałyby zaistnieć, żeby zwierzę wielkości mamuta całkowicie i w szybkim tempie zamarzło, tak by jego mięso nadawało się do spożycia nawet po tysiącach lat?

W starożytnych Chinach bardzo sobie chwalono smak mamuciego mięsa. W 1930 roku Jospeh Burns, były korespondent New York Herald Tribune, wspominał o wspaniałym zapachu mięsa mamuciego, które podano mu podczas obiadu w Akademii Nauk w Moskwie.

Mięso mamuta jadalne po tysiącach lat?? Byłoby to możliwe, tylko w przypadku nagłego zamrożenia.

I tu pojawia się jeszcze jedna ciekawostka – mamuty nie są przystosowane do zimna. Jak to nie są przystosowane do zimna?? Przecież prawie na każdym obrazku przedstawia się je w surowych warunkach, panujących w okresie zlodowacenia. No cóż, to jedynie ewolucyjna wizja artystyczna, nie znajdująca pokrycia w badaniach. Odpowiedź jest prosta – wełniasta sierść tych olbrzymów, nie chroniła przed zimnem, ponieważ ich skóra była pozbawiona gruczołów łojowych. Brak gruczołów potwierdzono w roku 1921, zrobił to francuski dermatolog Hernry Neville … Czyli wiadomo od dawna, ale jakoś tak się stało, że większość z nas o tym nigdy nie słyszała. Widocznie uznano, że taka wiedza nie jest nam do niczego potrzebna i mogłaby zakłócić jedyne słuszne założenia. Dla ciekawskich – poszukajcie co może się stać ze zwierzakami np. kosami jeśli detergentem usunie się z nich film produkowany przez gruczoły łojowe i pozostawi na działanie niskich temperatur.

A wracając do naszych mamutów, najsłynniejszym znalezionym mamutem, był mamut Bieriezowka (jego mięsem karmiono psy z wyprawy).

W paszczy tegoż mamuta tkwiły zamarznięte strąki grochu, w żołądku znajdowało się 12kg trawy i kwiatów z ciepłych regionów, w tym nasiona jaskrów i płatki kwiatów. Naukowcy badający zwierze stwierdzili, że umarło na początku jesieni. Jak mamut mógł nagle zamarznąć na śmierć o takiej porze roku? Jak płatek kwiatu mógł przetrwać w jego sokach żołądkowych, na dodatek praktycznie nienaruszony?

Dr Lary Bruce z Univeristy of Technology w Dallas w Teksasie, przeprowadził eksperyment. Do kilku zlewek zawierających soki żołądkowe, dodał płatki kwiatów, po czym poddał je działaniu rożnych temperatur. Okazało się, ze płatki nie mogły przetrwać w sokach dłużej niż 10 godzin, chyba że temperatura obniżyłaby się do 4 st C w tym właśnie czasie. Jakie więc warunki pogodowe musiałyby zaistnieć, żeby obniżyć temperaturę żołądka mamuta właśnie do 4 st. w ciągu 10 h??

Mamut musiał być poddany ogromnej nieustającej zamieci, o prędkości wiatru 160 km/h i temperaturze poniżej -100 st C. Jak, kiedy i gdzie do tego mogłoby dojść? Tylko katastrofa o charakterze globalnym i zapadnięcie się sklepienia, mogły zapewnić tak ekstremalne warunki.

*

Epoka lodowcowa i aktywność wulkaniczna na niespotykaną skalę

volcano

Co jeszcze działo się w czasie tej gigantycznej powodzi? Doszło do wielkiej aktywności wulkanicznej, o czym świadczy chociażby pył wulkaniczny, odnaleziony w zmarzlinie tundry.

Jak już wspomnieliśmy, katastrofa nazwana potopem spowodowała erupcję podziemnych rezerwuarów wody, które miały wysoką temperaturę i znajdowały się pod bardzo wysokim ciśnieniem. Doprowadziły one do wzrostu temperatury światowych oceanów o około 10 st C. To bardzo dużo. Cieplejsza woda morska przyczyniła się z kolei, do większego parowania, większej ilości chmur, a co za tym idzie większej ilości deszczu. Zapadnięcie się sklepienie, wpłynęło na znaczny spadek temperatury w rejonach polarnych (w tym gwałtowny jej spadek w czasie trwania samego potopu). Dodatkowo po katastrofie obficie padał tam śnieg, 30 % Półkuli Północnej zostało skute lodem. Mamy więc jedną epokę lodowcową, tuż po potopie a nie wiele zlodowaceń, jak chcą tego zwolennicy teorii ewolucji.

Obfite deszcze popotopowe występowały około 2300 p.n.e. a 1500 p.n.e., zanim oceany wystygły na tyle, by zmniejszyć nadmierne parowanie. Przed tym czasem, nie wytworzyły się na ziemi żadne pustynie. Klimat powoli dochodził do względnej równowagi.

W tamtym okresie Północna Afryka była porośnięta trawą („Ancient Green Sahara”) i stanowiła olbrzymie pastwiska dla trzody i innych trawożernych zwierząt. Tuż poniżej Tunezji znajdowało się wielkie śródlądowe morze zwane Jeziorem Trytona. 

jezioro-trytona

żródło „google maps” … kliknij aby powiększyć

Pozostałości wód potopu, to również wysoko położone jeziora górskie np. Titicaca, oraz głęboko wyżłobione kaniony morskie np. Wielki Kanion Kolorado (wróć do prezentacji dr Walta Browna).

*

Lądowe mosty międzykontynentalne i niższy poziom oceanów

W tamtym okresie rejony polarne znacznie bardziej niż obecnie skuwał lód, dna oceanów były głębsze, kontynenty nie tak zapadnięte jak dzisiaj a linie brzegowe zdecydowanie bardziej rozległe. Generalnie poziom wód był znacznie niższy, dlatego np. greckie wyspy miały większą powierzchnię i były liczniejsze, natomiast między kontynentami istniały mosty lądowe.

Jeśli więc zastanawialiście się kiedyś, jak zwierzaki z arki przedostały się np. do Australii czy w inne odległe miejsca, to przyjrzyjcie się (np. na satelitarnych mapach google) szelfom kontynentalnym.

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć:

szelfy-kontynentalne

kliknij aby powiększyć … kolor jasnoniebieski to szelfy kontynentalne, kiedyś w większości wystawały ponad powierzchnię wody …

Ramayana Bridge – połączenie między Sri Lanką a Indiami:

ramas-bridge-2

zdjęcia satelitarne (google maps) … kliknij aby powiększyć

Liczne zalane budowle w tym piramidy, również potwierdzają wzrost poziomu morza i to znaczny. Przykładowo, u wybrzeży południowej Szwecji znaleziono zalane ślady osadnictwa.

Inne dowody:

heraklion

Herakleion

Heraklejon (gr.: Ἡράκλειον znany też jako Thonis) – starożytny port w pobliżu Aleksandrii. Port w starożytności pochłonięty przez morze. Odkryty w roku 2000 przez francuskiego archeologa podmorskiego Francka Goddio.

yonaguni

Monumenty Yonaguni  podwodne struktury kamienne odkryte w 1985 roku przez nurka, przewodnika wycieczek podwodnych, Kihachirō Aratake. Położone są w okolicy wyspy Yonaguni na wschód od Tajwanu. Trwają spory czy znalezisko jest wytworem cywilizacji, czy też sił przyrody.

dwarka

Dwarka – Indie 

Kaniony podwodne

Struktury takie jak na poniższych zdjęciach satelitarnych, mogły zostać wyrzeźbione jedynie wówczas, gdy teren znajdował się powyżej poziomu morza:

kaniony-podwodne

zdjęcia satelitarne (google maps) … kliknij aby powiększyć

Więcej możecie znaleźć w poście „Kaniony podmorskie”

Kiedy doszło do znacznego podniesienia się poziomu oceanów?

Prawdopodobnie za dni biblijnego Pelega, poziom wód podniósł się na tyle, że spowodował zalanie mostów pomiędzy kontynentami i izolację pewnych grup etnicznych, oraz przedstawicieli fauny i flory. Imię Peleg może oznaczać między innymi podział. Rdzeń słowa פלג (palag) znaczy dosłownie: rozdzielać, rozłam, dzielenie, szczelina, pęknięcie, podzielić. Określenie to pojawia się bardzo często w powiązaniu ze słowem kanał (kiedy mówimy o kopaniu ich, albo dzieleniu ziemi przez nie). Jego imię może być zarówno związane z pomieszaniem języków w czasie budowy wieży Babel, jak również ze stopniowym znikaniem połączeń międzykontynentalnych.

Tym sposobem znajdujemy odpowiedź, na ubożenie zaawansowania cywilizacyjnego w miarę upływu czasu. Część grup językowych mogła bowiem, zostać odizolowana na danym obszarze, ze znacznie mniejszymi zasobami i potencjałem intelektualnym niż inne. Dlatego obok wielkich potęg cywilizacyjnych jak np. starożytny Egipt, Babilon, Chiny itd., istniały prymitywne kultury zbierackie czy rolnicze. Dodatkowy silny wpływ wywierał zmieniający się klimat i pustynnienie poszczególnych obszarów oraz lokalne katastrofy. Ostatecznie poziom mórz wzrósł o 125 -150 m.

Nawiązując do tematu lokalnych katastrof, warto wspomnieć o ciekawym spostrzeżeniu dr Walta Browna z jego książki „In the Beginning”, że komety i meteoryty pochodzą tak naprawdę z Potopu. Źródła głębiny wodnej wystrzeliły z taką siłą i na taką wysokość, że część tej wody, wraz z materiałem skalnym wydostała się w przestrzeń kosmiczną. Autor mówi tak: ‚Ludzie żyjący zaraz po potopie mogli tygodniami widzieć liczne komety „rosnące” i jaśniejące na niebie. Część z nich zderzyła się z Ziemią, czasowo przysłaniając słońce, wzbitym w powietrze pyłem i parą, doprowadzając do lokalnych katastrof. W jakiś sposób pamięć po tych doświadczeniach rozprzestrzeniła się po świecie. Być może założyciele różnych kultur, dowiedzieli się od swoich przodków, że komety były jednym z pierwszych obserwowanych popotopowych następstw. Zaczęły one więc być łączone ze śmiercią i światową zagładą. Co ciekawe słowo „disaster” (nieszczęście, klęska, katastrofa) to zlepek: dis (evil) + aster (star) tj. zła gwiazda.’

Dalsze przykłady wskazujące na podniesienie się poziomu mórz:

Mapa El Hadji z 1559 roku: (data pochodzenia oryginału sięga prawdopodobnie tysięcy lat) pokazuje mosty lądowe pomiędzy Syberią i Alaską, które istniały, gdy powstawał pierwowzór mapy. Wystarczy obniżyć poziom wody o jakieś 30 m, by przejście między tymi dwoma kontynentami znowu stało się możliwe.

el-hadji

Jak już wspomnieliśmy, zdaniem niektórych oceanografów i geologów, poziom oceanów był kiedyś niższy o jakieś 125 – 150 m. Wówczas Irlandia byłaby połączona z Anglią, a Morze Północne byłoby rozległą niziną.

dogger-land

zdjęcia satelitarne (google maps) … kliknij aby powiększyć

Z Włoch suchym lądem można by się dostać do Afryki (co dzieliłoby Morze Śródziemne na dwa jeziora).

Co istotne naukowcy z reguły zgadzają się, że dramatyczny wzrost poziomu oceanów, nastąpił kilka tysięcy lat temu, a następnie zwalniał do stanu ok 0,5 m na wiek.

*

Sprawdzianem dla każdej teorii jest, jej skuteczność w wyjaśnianiu rzeczywistości i poparcie w dostępnych dowodach, bez nadmiernego mnożenia założeń i zmiennych. Mam nadzieję, że ta lektura skłoni Was do głębszej analizy i zachęci do dalszych poszukiwań. W celu poszerzenia wiedzy, jeszcze raz polecam książkę dr Walta Browna „In The Beginning. Compeling Evidence for Creation and the Flood.”

Zobacz także:

Wczesne migracje ludów po potopie

 „…were all the fountains of the great deep broken up…” – czyli sladami Biblijnego Potopu

Od raju utraconego do potopu

Dreadnoughtus

Forbidden Land

Znaleziska z Aix-en-Provence

Interesujący artefakt w piaskowcu dewońskim

Za górami za lasami i miliony lat temu … a może jednak całkiem niedawno

żródła:
"Naukowy kreacjonizm sklepienie ochronne nad Ziemią" - prezentacja
"In The Beginning. Compeling Evidence for Creation and the Flood." dr Walt Brown 8th edition 2008
CREATION-HOVIND’S CANOPY THEORY
Nationalgeographic News/2007/02
Ringwoodyt
Mezosfera
Bronze Age Ice Melt
Znaczenie imienia Peleg
Monumenty Yonaguni
Heraklejon
the-ancient-15th-century-bc-when-global-sea-level-rose-125-meter
sunken-swedish-settlement
Deepest water found 1000km down, a third of way to Earth’s core
8 hermosas ciudades que hoy se encuentran bajo agua


„To Ty jesteś zmianą, której oczekujesz.”

smietana-and-byczynski

Dwa dni temu, zupełnie przypadkiem, Edward Śmietana spotkał swojego dawnego znajomego ze szkoły Józefa Byczyńskiego. Józek był swego czasu wielką licealną gwiazdą, ale jak to z wieloma jasnymi gwiazdami bywa, im mocniej świecą tym szybciej gasną. Tak przynajmniej powtarzał sobie nasz główny bohater. Ku zaskoczeniu Edwarda, Józek nie tylko nie zgasł, ale i miał się całkiem dobrze. Czupryna bujna jak zawsze, a do tego rzeźba i masa godna pozazdroszczenia.

– Cześć Edek – krzyknął radośnie olbrzym Józek i robiąc kilka prężnych kroków, znalazł się tuż przy Śmietanie – Co słychać Stary, dawno się nie widzieliśmy?

Edward zastanawiał się co odpowiedzieć, bo tak naprawdę nie mógł się pochwalić jakimiś wielkimi życiowymi sukcesami. Próbując wciągnąć brzuch (całkiem zresztą okazały, który wyhodował sobie prowadząc życie w stylu couch potao), Śmietana przebąknął coś o pracy i o tym, że jest bardzo zajęty. Byczyński nie dawał za wygraną – Może umówimy się na jakieś piwko? – Edward niechętnie zgodził się spotkać w najbliższy piątek, ale od razu w głowie zaczął obmyślać wymówki, żeby jednak nie przyjść.

Dla Edwarda Józek zawsze był idiotą, tym szkolnym lalusiem, osiłkiem, co to nie ma za dużo oleju w głowie. I ten właśnie trefniś, w swoim 30 roku życia, wyglądał świetnie i widać tak samo się czuł. Edwarda zaczęła ogarniać zielonkawa fala zazdrości. On, człowiek przecież inteligentny, rozsądny i odpowiedzialny, w ciągu 30 lat mógł osiągnąć znacznie więcej, a wyhodował sobie tylko brzuch. Śmietana przez chwilę zastanawiał się nad różnymi pomysłami, które miał w życiu, nad planami, które snuł, ale zamiast podsycić nimi zapał i motywację do zmian szybko je zgasił i stwierdził, że może jednak spotka się z Józkiem. Przecież nie wszystko musi być u niego, aż takie idealne. Może jakieś problemy w małżeństwie, a może jest sam, może choroba, może firma podupada… może … Edek zatopił się w myślach, co też mogło się niedobrego wydarzyć w życiu Józka Byczyńskiego, co z kolei jego samego utwierdziłoby w przekonaniu, że dobrze robił nie wychylając się nadmiernie przez ostatnie lata swojej egzystencji.

Śmietana postanowił zadzwonić jeszcze do kumpla Krzyśka Boleczesta, może też by się wybrał z nim w piątek, na spotkanie z dawną licealną gwiazdą. Krzysiek niestety nie da rady, jest umówiony na wizytę u kardiologa Andrzeja Proroka, którego zresztą poleca Edwardowi. Choroby cywilizacyjne dopadają ludzi w coraz młodszym wieku, a po bardzo głębokich badaniach i przegrzebywaniu internetu, Krzysiek już postawił sobie diagnozę, z której wynika, że nabawił się dosyć poważnej choroby serca. Chociaż Edek podejrzewa, że może to być jedynie zgaga. Niemniej potok uczonych słów schorowanego kumpla sprawia, że Śmietana sam zaczyna odczuwać symptomy poważnej niewydolności wielonarządowej. Zanim jednak odwiedzi Andrzeja Proroka, postanawia uspokoić swój podrażniony umysł oraz zaniżone poczucie własnej wartości i idzie na piątkowe spotkanie z Józkiem Byczyńskim …

************

Zazdrość (łac. invidia) – uczucie, odczuwane w sytuacji frustracji, gdy znany jest obiekt zaspokajający potrzebę i osoba posiadająca ten obiekt. Uważana zazwyczaj za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może być np. bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych aspiracji. (źródło: wikipedia)

Uczucie zazdrości bardzo łatwo zdefiniować i równie łatwo posądzić o nią innych ludzi, znacznie trudniej natomiast przyznać się do niej samemu. W zasadzie nie przyznajemy się do niej przed sobą prawie nigdy, a przynajmniej nie wprost. I nie mówimy tutaj o drugiej części definicji, mającej zabarwienie pozytywne, która skutecznie potrafi zmotywować nas do zmian. Zazdrość w znaczeniu negatywnym podgryza od środka, a podsycana przez ego sprawia, że czyhamy na to, by ludziom dookoła nas podwinęła się noga, by coś się nie udało. Sami nie chcemy się zmieniać, znajdujemy codziennie dziesiątki wymówek, by nic nie robić ze swoim życiem, ale jednocześnie nie jesteśmy w stanie znieść tego, że innym się udaje. Karykaturalny bohater Edward Śmietana i jego przyjaciele to zbiór wielu bytów, które mogą siedzieć w każdym z nas, albo stanowić składową otaczających nas ludzi. Nasz bohater, chociaż miał chwilę przebłysku, w której zdał sobie sprawę, że tyle mógł a nic nie osiągnął, szybko zrzucił z siebie ciężar odpowiedzialności i zaczął rozważać i rozbierać na części życie kolegi. Dlaczego Byczyński miałby mieć w życiu lepiej niż on. DLACZEGO JÓZEF BYCZYŃSKI MIAŁBY BYĆ SZCZĘŚLIWSZY NIŻ ON, ROZSĄDNY I INTELIGENTNY EDWARD?

Pielęgnowana niezdrowa zazdrość, z której nie chcemy sobie zdać sprawy i której nie chcemy zniwelować, będzie nas prowadziła w jeszcze jednym złym kierunku – odrzucimy wszelki progres i szanse na rozwój w naszym życiu. Osoba zazdrosna bowiem, nigdy nie będzie się otaczała ludźmi z prawdziwym potencjałem, ludźmi emanującymi pozytywną energią, ludźmi od których może się czegoś nauczyć. Wybierze bezpieczną szarość albo tych, którzy są od niej gorsi lub których może zdominować. W takim towarzystwie wzajemnej adoracji, bardzo łatwo przypiąć łatkę i zdyskredytować każdego, kto próbowałby się wyróżniać. I nawet jeśli nie jesteś prowodyrem, ale po prostu otaczasz się tego rodzaju osobami, to w końcu wpadniesz w pułapkę, jak to się przytrafiło naszemu bohaterowi. Pragnąc zmiany nigdy nie zrobisz kroku w tym kierunku, a jeśli w porę nie zapanujesz nad negatywnymi uczuciami i rozgoryczeniem, to z czasem, zaczniesz podkładać nogę każdemu kto będzie próbował pójść własną drogą.

To Ty jesteś zmianą, której oczekujesz.”

Pola podstawowe

etaca

W poniższych wideo David LaPoint w niezwykle prosty i przejrzysty sposób omawia budowę i funkcjonowanie galaktyk, mgławic, naszego Układu Słonecznego itd aż po naturę fotonu. Wszystko to w oparciu o teorię pól podstawowych, czyli założeniu, że cały nasz makro i mikro Kosmos opiera się na działaniu pól elektromagnetycznych. Materia i przestrzeń zostały starannie zaprojektowane i mają cechy geometryczne. Wykorzystując teorię pól podstawowych, znacznie łatwiej wyjaśnić różne fascynujące struktury, które możemy spotkać we Wszechświecie oraz zachowanie samego światła.

Pod poniższymi linkami znajdują się kolejne części, niestety dostępne tylko w języku angielskim:

Pola podstawowe cz. 2

Pola podstawowe cz. 3

Ze znalezionych informacji wynika, że David LaPoint pod wpływem licznych i silnych nacisków, wycofał się z publikowania dalszych prac na temat pól podstawowych, a szkoda bo teoria jest niezwykle interesująca i w prosty sposób wyjaśnia funkcjonowanie wielu zjawisk w otaczającym nas Wszechświecie, co chyba stanowi najlepszy sprawdzian dla każdej teorii.

pf

ps. zwróćcie szczególną uwagę na wyjaśnienie heksagonalnych struktur, znajdujących się na biegunie Saturna, oraz wytłumaczenie kształtu i rozmiarów pierścieni tej planety.

starurn-haxagonal

Zobacz także:

Sinkhole i elektryczny wszechświat